Każdy z nas jest głównym bohaterem tej powieści czy też może filmu pt. „Moje życie”. Osoby z otoczenia są kimś dla nas – rodziną, przyjaciółmi, wrogami. Dokładnie tak samo postrzegamy postaci w dziełach kultury. A gdyby się okazało, że tak naprawdę jesteśmy tylko obserwatorami w bardzo, bardzo skomplikowanym świecie? Załamalibyśmy się, wkurzyli, a może w zasadzie niczego by to nie zmieniało?

Książka Sweterlitscha urodziła się z pomysłu rzuconego nad hamburgerem przez szwagra autora, agenta NCIS (Kryminalne Biuro Śledcze Marynarki Wojennej), gdy teoretyzowali sobie o podróżach w czasie. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby można było rozwiązywać sprawy kryminalne, rozmawiając ze świadkami i policjantami dopiero dziesięć, dwadzieścia lat po rozpoczęciu śledztwa. Ludzie chętniej mówią o czymś, co stało się przeszłością, już im nie zagraża ani nie wywołuje aż tylu emocji. Ten genialny plan troszkę komplikuje fizyka kwantowa, a zwłaszcza zjawisko superpozycji i rozgałęziających się światów równoległych… Tym ciekawiej dla literatury.

Świat miniony miał być miksturą powstałą z połączenia (według słów Sweterlitscha) Battlestar Galaktiki, NCIS i podróży w czasie. Może wam się trochę kojarzyć z Looperem, gdzieś mignie także wątek kieszonkowych światów (jak w Pękniętej Europie), ale większa część tej książki to porządny thriller „policyjny”. Aha, tylko że wszyscy czekają na Apokalipsę, tak zwany Terminus, kiedy niedaleko Ziemi otworzy się biała dziura i cała ludzkość zginie.

Główna bohaterka, Shannon Moss, widziała już Terminusa, ale poza NCIS nikt niczego nie wie – ani o samym końcu świata, ani o tym, że wydaje się on przybliżać z każdą kolejna podróżą agenta w czasie. Początkowo prowadzone przez nią śledztwo dotyczące morderstwa rodziny jednego z pracowników Marynarki nie wydaje się z tym powiązane. Ludzie doświadczający Głębokich Wód bardzo często rozwijają tak głęboką traumę, że dokonują brutalnych czynów lub samobójstw. Jednak stopniowo coraz więcej dowodów sugeruje, że stawką jest właśnie Apokalipsa. Mnie więcej tyle mogę wam zdradzić z akcji.

Świat miniony jest sugestywnie napisany, momentami to prawdziwy pageturner, a atmosfera śledztwa i pogoni za sposobem na pokonanie Terminusa jest tak wszechogarniająca, że będziecie mieć koszmary. Ja miałam. Książka jest też w bardzo ciekawy sposób „nadmiarowa”, nie każdy pistolet pokazany w pierwszym akcie musi wypalić, co z jednej strony dodaje jej autentyczności, z drugiej współgra z paradoksami podróży w czasie. Wejście w inną nitkę czasoprzestrzeni nigdy nie jest banalne, to niebezpieczna gra na wielu płaszczyznach.

„I had the thought to approach time travel like other writers I admire approached memory and dreams” (“Postanowiłem podejść do podróży w czasie tak, jak podziwiani przeze mnie pisarze podchodzą do pamięci i snów”) powiedział Swetherlitsch w wywiadzie dla Mistery Tribune. Faktycznie, wyszedł mu oniryczny thriller science fiction pozbawiony taniego psychologizowania, pokazujący głębokie relacje międzyludzkie. Całkiem spory fragment, jedna z podróży Moss, jest wręcz melodramatyczna w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Fantastyka naukowa pokazująca paradoksy pracy tajnej agentki podróżującej w Głębokim Czasie, odwiedzającej możliwe przyszłości, żeby zrozumieć, jak doszło do jednej zbrodni, i zapobiec kolejnym. Ucieczka przed Apokalipsą. Początek i koniec książki to klasyczne, mocne SF, w środku dzieje się głęboko poruszający thriller. Sweterlitsch świetnie pisze, tłumaczenie nie zawsze do końca za nim nadąża, ale warto zasiąść do Świata minionego i zobaczyć, jakie złe sny wyciągnie z waszych równoległych linii czasowych.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za egzemplarz recenzencki książki.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Świat miniony
Data premiery: 2018, 2019 (Polska)
Autorka: Tom Sweterlitsch
Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
Typ: powieść
Gatunek: science fiction, thriller

Dodaj komentarz

avatar