Recenzja książki World of Warcraft: Arthas – Przebudzenie Króla Lisza

World of Warcraft: Arthas – Przebudzenie Króla Lisza to kolejna powieść z serii Blizzard Legends. Tym razem dane nam jest prześledzić dzieciństwo i dorosłość tytułowego Arthasa. Książka ta może być bliska szczególnie fanom dodatku Wraith of the Lich King do kultowego już World of Warcraft lub osobom, które szczególnie upodobały sobie dodatek do Warcrafta III: Reign of Chaos, a mowa tu oczywiście o Frozen Throne.

Oto poznajemy historię Arthasa Menethila, księcia i następcy tronu Lordareonu. Zaczyna się niewinnie i początkowo nic nie wróży tego, że Arthas odrzuci kiedyś drogę Światła i stanie się rycerzem śmierci. Po niedawnych wydarzeniach, jego ojciec, Terenas, musi ugościć syna poległego króla Llane’a, Variana Wrynna, ponieważ Wichrogród upadł pod naporem nieznanych orczych najeźdźców. W tym właśnie czasie Arthas uczy się sztuki wojennej od Muradima Miedziobrodego, nawiązuje pierwszą prawdziwą i mocną przyjaźń z Varianem, a niedługo później poznaje też swoją miłość, Jainę Proudmoore, i dostaje wspaniałego wierzchowca, którego nazywa Niezwyciężonym.

Arthas jest dobrym księciem, wrażliwym na cierpienia oraz zdanie swego ludu. Nikogo nie dziwi więc fakt, że bez problemu przechodzi szkolenie na paladyna a Światłość otacza go swoją łaską. Warto jednak zwrócić uwagę na szczegóły, bo to one informują nas o tym, jak młody książę powoli wpuszcza do swojego serca siły ciemności. Uważny czytelnik spostrzeże moment, w którym Światłość na moment waha się przed obdarzeniem Arthasa siłą. Zwróci również uwagę na to, jak ten zaczyna odbierać wszelkie przytyki i uwagi, jak pragnie iść własną drogą i choć raz poczuć się najlepszy – co świetnie ilustruje scena, w której ojciec mówi mu, że dziś jest dumny ze swego syna. Arthas nie odbiera tego jednak jako komplementu. Kolejnych potknięć na drodze do upadku księcia jest jednak więcej – śmierć Niezwyciężonego, co do której Arthas nie jest całkowicie szczery, czy choćby próba oczyszczenia Stratholmu z plagi. Zagorzali gracze World of Warcraft z pewnością przypomną sobie scenę rozgrywającą się przed bramami miasta i uda im się rozpoznać idealnie przeniesione na papier dialogi. Jeszcze raz będą mogli poczuć się tak, jakby byli tam, tuż obok, patrząc na rzeź rozgrywającą się w tym miejscu. A jeśli sięgający po tę powieść czytelnicy nigdy nie zetknęli się z tym aspektem w grze, będą mogli poznać tę jakże przejmującą historię.

Na upadku Stratholmu dola Arthasa jednak się nie kończy. To moment kluczowy w jego przemianie oraz na drodze do tego, kim niebawem ma się stać, czeka nas jednak jeszcze to, co nastąpiło po samej przemianie. Między innymi przyjrzymy się upadkowi Quel’Thalas, odwiedzimy Lodową Cytadelę, zobaczymy, w jakich okolicznościach Arthas odrzuca Światło i staję się Rycerzem Śmierci, i przyjrzymy się bliżej kolejnej jakże ważnej dla uniwersum postaci – Sylwanie Bieżywiatr (ang. Sylvanas Windrunner) – oraz jej tragicznemu losowi. A to nie wszystko!

Akcja powieści jest wartka, chociaż wydawać by się mogło, że nieco wolno się rozwija. Później następują narracyjne przeskoki. Można je lubić albo nie, ale zapewne jest to zabieg zaplanowany. Należy wiedzieć, że książki dotyczące uniwersum Warcraft są podobnej objętości, stąd trzeba było pominąć pewne mniej istotne kwestie. Ciężko zresztą byłoby prześledzić na kartach jednej powieści cały żywot Arthasa, od młodzika po Rycerza Śmierci. Na samym końcu znajdują się również przypisy, które do pewnego stopnia rozjaśniają niektóre zawiłości dotyczące lore’u, których nie dało się rozwikłać w jednej książce.

Z tłumaczeniem jest podobnie jak w innych książkach z tego uniwersum. Z tym, że tutaj „Stormwind” nigdy nie zostaje nazwany „Wichrogrodem”, ale, przykładowo, nazwisko Muradima przetłumaczone jest jako „Miedziobrody” i nigdy nie zostaje podane w oryginalnej wersji (tj. „Bronzebeard”). W książce znajduje się również kilka chochlików, które można wyłapać przy czytaniu, choć na szczęście nie wpływają na odbiór całości. Mimo wszystko można uśmiechnąć się z lekkim zażenowaniem, czytając rozłącznie napisane „nieważne” w książce po korekcie. Poza tym całość jest napisana lekkim, przystępnym językiem, można wręcz odnieść wrażenie, że rozwija się on wraz z bohaterem, którego dorastanie śledzimy.

Losy Arthasa są szczególnie bliskie mojemu sercu, więc książka porwała mnie jak mało która, choć, starając się ocenić tekst możliwie obiektywnie, stoi na podobnym poziomie, co reszta tekstów z tego uniwersum. Ponownie jest to ciekawa fantastyka i bardzo bogata historia dla kogoś, kto wcześniej nie miał styczności z Warcraftem, a do tego pozycja obowiązkowa na półce każdego gracza, zawierająca w sobie sentymentalny powrót do korzeni. Zdecydowanie warto zainteresować się tą pozycją.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Insignis.

Szczegóły:

Tytuł: World of Warcraft: Arthas – Przebudzenie Króla Lisza
Tytuł oryginalny: World of Warcraft: Arthas. Rise of the Lich King
Autorka: Christie Golden
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Wydawnictwo: Insignis
Gatunek: Fantasy fiction
Liczba stron: 365
ISBN: 978-83-65743-25-1

Izabela "Deneve" Ryżek

Izabela "Deneve" Ryżek

Studiuję archeologię na UMK w Toruniu… a tak naprawdę mieszkam w Internecie, lubię koty, flejmy i (nie)śmieszne memy. Rekreacyjnie katuję się analizą słabych książek (ale ćśś, to przecież guilty pleasure!). Można mnie spotkać na koncertach, konwentach i imprezach naukowych. Trochę nie mam życia, a trochę je przegrywam – głównie w karcianki, planszówki, RPGi, a ostatnio również gry typu moba. Człowiek-siedem-nieszczęść. Psuję wszystko, co jest do zepsucia (głównie siebie), kolejna plaga egipska pewnie nosiłaby moje imię.