World of Warcraft: Cisza przed burzą 1

Christie Golden jest jedną z moich ulubionych autorek treści fantastycznych oraz science fiction. Do niedawna uważałem, że sukces pisarki wynika głównie z marek fandomów – sprawdzonych i uwielbianych nie tylko przeze mnie, ale i hordy innych fanów – w których przyszło jej tworzyć książki. Z perspektywy lat już wiem, że to nie Warcraft sprawił, że polubiłem Christie, ale to ona wyhodowała moją miłość do tego uniwersum, książką Władca klanów. Jako jej fan było mi niezmiernie miło dowiedzieć się, że stała się pełnoetatowym pracownikiem studia Blizzard Entertainment, a następująca po tym zapowiedź jej nowej książki World of Warcraft: Cisza przed burzą rozpaliła we mnie płomień hype’u do granic możliwości. Czy kolejną podróż do świata Warcrafta będę wspominał radośnie? Przekonajcie się sami.

Tło historyczno-fabularne

Dla fanów gry World of Warcraft jest ono raczej oczywiste. Dlatego jeśli jesteś na bieżąco, możesz spokojnie odpuścić sobie czytanie tego akapitu (nie ma za niego achievementu). Jeśli jednak nie grałeś od lat, zastanawiasz się, czemu na okładce jest Sylvanas i Anduin oraz co powinieneś wiedzieć przed rozpoczęciem czytania… zatrzymaj się na moment i zechciej posłuchać.

Sytuacja opisywana w książce dzieje się… współcześnie. Pisząc to, mam na myśli współczesną i rozwijającą się równolegle do naszej rzeczywistej, linię czasową gry World of Warcraft. Wydarzenia rozgrywają się po zakończeniu fabuły z dodatku Legion i tuż przed rozpoczęciem dodatku Battle for Azeroth – czyli w chwili pisania tej recenzji, bowiem 17.07 został wprowadzony tak zwany pre-patch. Łatka będąca pomostem w grze mającym połączyć stare z nowym.

Co to konkretnie oznacza? W ciągu ostatnich lat zwyczajowo nienawidzące siebie frakcje Hordy oraz Przymierza zmuszone były stanąć ramię w ramię, by powstrzymać najpotężniejszego dotychczas wroga całego świata Azeroth – Płonący Legion. Po długiej i wyniszczającej kampanii, w której wielu przedstawicieli zwaśnionych ras wzniosło się ponad podziałami, by utworzyć wspaniałe wielokulturowe sojusze czy organizacje, udało się zwyciężyć. Demony, najpotężniejsi i najstarsi wrogowie w tym uniwersum (początki sięgające gry Warcraft II), zostały ostatecznie i bezpowrotnie powstrzymane. Niestety, obie frakcje wiele to kosztowało – obaj dotychczasowi liderzy: Wysoki Król Varian Wrynn oraz Wódz Wojenny Vol’jin złożyli swe życie na ołtarzu pola bitwy. Teraz rozmaici bohaterowie, a jednocześnie weterani kolejnej wojny powracają do swych domostw, by wyleczyć rany, pogrzebać zmarłych oraz odbudować swoje siły, a nowi władcy stają przed kolejnymiwyzwaniami, jakie przyniosły konsekwencje powstrzymania demonicznego przywódcy, tytana Sargerasa…

Oceniaj książki po okładce

Wiemy już, kiedy i gdzie się znajdujemy. Teraz spójrzmy na to, co pierwsze rzuca się w oczy, kiedy sięgamy po tę książkę: jej okładkę oraz opracowanie graficzne. Cisza przed burzą wyróżnia się spośród książek serii Warcraft wydawanych wcześniej. Ilustracja zdobiąca okładkę bardzo pozytywnie połechtała moje odczucia estetyczne.

Ciekawa kolorystyka oparta na kontraście antagonistycznym świetlistej żółci oraz sugerujących ciemność i mrok fioletów sprawiła, że wielokrotnie przed zanurzeniem się w lekturę poświęcałem chwilę na adorowanie tego obrazu.

Jako wielki fan stylistyki i estetyki World of Warcraft strasznie żałuję, że twórcy książki nie pokusili się o dodanie do niej ilustracji. Mam nadzieję, że w przyszłości zaczną pojawiać się i takie wydania. Według mnie mogłoby to znacznie podnieść jakość produktu i zwiększyłoby radość płynącą z poznawania tego uniwersum, szczególnie dla osób nie będących fanami gry elektronicznej.

Na pocieszenie w samej treści otrzymujemy niewielkie rozmiarem, ale liczne ilustracje przedstawiające symbole frakcji, której dotyczyć będzie fabuła danego rozdziału. Nie tylko pozwala to lepiej poczuć klimat uniwersum, ale także ułatwia odnalezienie się w wydarzeniach przedstawianych w książce. I nie mam tutaj na myśli wyłącznie symboli ikonicznych – Hordy i Przymierza. Jakie to symbole? Tego niestety nie mogę zdradzić. Lepszy efekt odniesiecie, odkrywając to samodzielnie.

Wielotorowa podróż (bez spoilerów)

Odpowiednie skonstruowanie fabuły musiało być sporym wyzwaniem dla autorki tekstu. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę nie tak sporą liczbę stron. Musiała zarysować nie tylko tło historyczne doprowadzające do wydarzeń współczesnych, ale jednocześnie ukazać różne perspektywy znajdujących się po obu stronach odwiecznego konfliktu postaci. Biorąc pod uwagę ilość bohaterów znanych z poprzednich utworów oraz tych pojawiających się po raz pierwszy, nie dziwi rodząca się obawa o spójność treści czy głębię poszczególnych postaci. Christie Golden poradziła sobie jednak wyjątkowo dobrze. Wieloletnie doświadczenie oraz warsztat literacki sprawiły, że ani razu nie zgubiłem wątku. Każda postać była na tyle charakterystyczna i tak dobrze ujęta, że nie miałem problemu z rozpoznawaniem ich w chwili, gdy na pisanej piórem scenie pojawiało się ich więcej lub gdy następowały częste przeskoki pomiędzy miejscami akcji.

Wyróżnić trzeba szczególnie umiejętność autorki do kreowania postaci pobocznych. Potrafiły zainteresować, a relacja, jaką można z nimi zbudować, była głębsza, niż mogłoby się wydawać. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że w chwili gdy działo się im coś złego, istotnie potrafiłem się tym rzeczywiście przejąć… nawet jeśli dany bohater pojawił się zaledwie kilka stron wcześniej i zdążył wypowiedzieć jedynie kilka słów.

Muszę także podkreślić bardzo umiejętne wprowadzanie ekspozycyjnych retrospekcji. Dla osób niezorientowanych w wydarzeniach w uniwersum jest to spore ułatwienie. Personalnie za to, mimo że doskonale znałem wydarzenia, które opisywały, nie mogę zarzucić im powolności czy sprawiania wrażenia, że są dodane na siłę. Każda z ekspozycji była krótka, bezpośrednia i płynnie powiązana z sytuacją dziejącą się tu i teraz. Co więcej, pozwalała nam niekiedy szerzej spojrzeć na rozgrywające się wydarzenia.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, prowadzona wielotorowo ma konstrukcję całkiem prostą, złożoną z dwóch wpływających na siebie chociaż zupełnie oddzielnych wątków. Główny oparty o dyplomatyczne rozgrywki związane z dążeniami do pokoju między zwaśnionymi stronami oraz działań zwykłych żołnierzy i badaczy w celu poznania nowo poznanej magicznej substancji. Nazywana azerytem jest tutaj istotnym punktem zapalnym, który zaskakująco, mimo że pcha wszystkie wydarzenia do przodu, nie jest najistotniejszym wątkiem tej książki.

Treść dotyczy bowiem planu stworzonego w głowie wciąż młodego, teraz już jednak dojrzałego, króla Anduina Wrynna. Swoją drogą, jeżeli dotychczas nie lubiłeś tej postaci, to jego działania tym razem mogą to zmienić. Anduin podejmuje trudne decyzje, które będa miały znaczne konsekwencje i zmuszą go do ostatecznego rozprawienia się z dziecięcą naiwnościa. Jego działania, w połączeniu z dążeniami postaci z drugiej strony odwiecznego konfliktu, prowadzą nas do zaskakującego i gwałtownego rozwiązania w finale książki. Co samo w sobie przypomina konstrukcją tytułową Ciszę przed burzą. Doświadczamy jej na większości stron. Możecie być jednak pewni, że przeczucie nadchodzącej burzy nie jest jedynie ułudą.

Nie chcąc zdradzać zbyt wiele szczegółów, bo każda informacja mogłaby zepsuć elementy zaskoczenia istotne dla wydarzeń opisanych w dziele, powiem jedynie, że to opowieść: o przebaczeniu, tęsknocie, nienawiści, strachu i obawach. Doświadczając jej, doszedłem do wniosku, że można dopatrzeć się w niej motywów znanych nam z historii rodzin, które w czasach zimnej wojny rozgrywanej pomiędzy USA i ZSRR, żyły po dwóch różnych stronach „muru”.

Zaurzykle, dlaczego?

Nic nie jest jednak bez skazy. Chociaż bardzo chciałbym, by było inaczej, tutaj skaza jest całkiem spora, chociaż dla czytelnika wcześniejszych utworów z serii Warcraft nie będzie zaskoczeniem. Zapewne sam nagłówek wystarczył im, by zrozumieli, co jest największą wadą utworu.

Nie jestem w stanie dokładnie określić, na jakim szczeblu zapada decyzja o ostatecznym wyglądzie tłumaczenia nazw własnych w tej książce, chociaż z uczestnictwa w licznych panelach prowadzonych przez praktyków tłumaczy na polskiej scenie, jestem w stanie uwierzyć, że ich wina jest tu najmniejsza. Mój żal jednak kieruję do każdego osobnika, który miał udział w tej zbrodni. Moje oczy oraz rozum zostały przez nie zranione.

Dlaczego i po co tłumaczyć wszystkie imiona czy nazwiska postaci, do których już zdążyliśmy się przyzwyczaić dzięki grom? Nie jest to już kwestia czystego subiektywnego odczucia, ale zupełnego wybijania z rytmu oraz zaburzania tempa poznawania treści. Niejednokrotnie, mimo bycia wieloletnim fanem znającym uniwersum całkiem dobrze, musiałem zatrzymywać się i czytać zdanie po kilka razy, by zrozumieć, o co chodzi i czym albo kim jest omawiane miejsce czy postać. Zaurzykieł i Galiwasz to tylko kilka z idiotycznych prób przetłumaczenia unikalnych imion postaci. Wieczystowo i Zimozdrój, brzmiące niczym nazwy dzielnic z gier serii The Sims, prezentują nam prostacką kreatywność przy tłumaczeniu nazw miejsc.

Co gorsza tłumaczeniu brakuje konsekwencji. Tak jak większość nazw przekładanych jest metodą dosłownie i jeden do jednego, tak przykładowo biedny owoc – w oryginale sunfruit – tutaj został ochrzczony mianem sanfruta. Te doświadczenia spowodowały, że przestałem ufać reszcie tekstu. Wielokrotnie rozważałem, czy dana nazwa lub określenie, a nawet sens zdania został użyty poprawnie i ja go nie rozumiem, czy jednak jest to błędnym tłumaczeniem. Więcej niż jeden raz pojawiło się u mnie pragnienie, by sięgnąć po oryginalny tekst, żeby mieć pewność, że to, co czytam, nie jest efektem niepotrzebnych decyzji zbyt wielu osób na różnych szczeblach drabiny wydawniczej.

Blizzardzie czy wydawnictwo Insignis… ktokolwiek, kto ma wpływ czy wie, kto podejmuje te decyzje, proszę was. Nie, ja was błagam! Zatrzymajcie te podszepty Starych Bogów wlewające mi do uszu i przypominające mi dziwaczne słowa nie z tego świata („Galiwasz” T.T). Zakończcie rytuały tłumaczenia nazw własnych!

Po burzy

Mimo tej wady niebędącej nowością dla weteranów książek serii Warcraft, nie powiem, że zrujnowała ona całe dzieło. Z Ciszą przed burzą obcuje się bardzo przyjemnie. Historia pozostanie ze mną na długo, nie tylko dlatego, że otwiera zupełnie nowy rozdział w wielkiej sadze uniwersum Warcrafta, ale głównie przez to, że jest bardzo dobrze opowiedziana niezależnie od niego. Christie Golden prostymi słowami i opisami sięga po tematy emocjonalne, ważne i całkiem głębokie. Obraz, który ukazuje, skłania do pewnych przemyśleń i introspekcji. Nadal jednak udaje się jej utrzymać konwencję, w której zamknięta jest całość. Cały czas czujemy i wiemy, że poruszamy się w świecie high heroic fantasy (lub, jakby woleli tłumacze książki, wysokiej heroicznej fantazji :]). Co bardzo istotne, w żaden sposób jedno nie kłóci się z drugim. Wręcz przeciwnie. Wszystkie elementy (fabuła, tematyka, stylistyka, główni i poboczni bohaterowie, tempo akcji itp.) są tutaj spójne, a nawet komplementarne.

Uważam, że ta książka jest nie tylko obowiązkową pozycją dla każdego fana Warcrafta, ale będzie stanowić bardzo przyjemne doświadczenie dla każdego miłośnika fantastyki. Tej lekkiej czy trochę cięższej. Ten utwór odpowiednio rozpalił moje pragnienie poznania dalszych losów Azeroth. Ponownie czuję podekscytowanie, myśląc o tym, co nadejdzie, jednocześnie pragnąć, by Christie Golden raz jeszcze otworzyła swym piórem portal do tego wspaniałego świata bohaterstwa, wojaczki i przygody.

ZOBACZ W SKLEPACH

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: World of Warcraft: Cisza przed burzą (Polska), World of Warcraft: Before the Storm (USA)
Wydawnictwo: Insignis
Data premiery: 18 lipca 2018 (Polska), 12 czerwca 2018 (USA)
Autorka: Christie Golden
Typ: powieść
Gatunek: fantastyka

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
adeeegJacek „Pottero” Stankiewicz Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Jacek „Pottero” Stankiewicz
Redaktor naczelny

Sądząc po przykładach polskich nazw własnych wymienionych w recenzji, Insignis prawdopodobnie ma polecenie od Blizzard, żeby używać oficjalnej polskiej nomenklatury stworzonej na potrzeby ich gier. Co nie było tłumaczone w WoW-ie, WarCraficie i StarCrafcie, było tłumaczone w Heathstonie czy Heroes of the Storm i to jest oficjalna polska nazwa. Było, nie było, odkąd Blizzard uznał Polskę za kraj wartościowy, czyli już ładnych parę lat temu, tłumaczą chyba wszystkie nazwy i imiona mające jakieś znaczenie.

adeeeg
Gość

najlepsza gra jaka wyszła:) tyle lat juz gram…