Recenzja książki World of Warcraft: Narodziny hordy

World of Warcraft: Narodziny hordy jest pierwszą powieścią z serii Blizzard Legends, chociaż na polskim rynku pojawiły się dopiero w lutym tego roku. Oto nareszcie doczekaliśmy się w rodzimym języku fabuły z rozległego uniwersum World of Warcraft przeniesionej na karty książek.

Dzieło to, jak nietrudno domyślić sie po tytule, przenosi nas do czasów formowania się hordy. Historia rozpoczyna się jeszcze w czasach, kiedy Durotan był małym dzieckiem, zupełnie niezdającym sobie sprawy z tego, że już niebawem przyjdzie mu zostać wodzem i ratować swój lud. Jakby nie patrzeć, w dzieciństwie widział Draenor jako planetę zdrową i żyzną, zdolną wykarmić zarówno orków, jak i tajemniczych draenei – sąsiadów, z którymi lud Durotana żył dotychczas w zgodzie.

W przeciwieństwie do powieści Warcraft: Durotan, w tej książce poznacie faktyczne wydarzenia, które zgodne są z obszernym lore’em całego uniwersum. Raz jeszcze możecie zagłębić się w świecie zmieniającego się Draenoru. Teraz jednak będziecie mogli obserwować również poczynania takich postaci jak Kil’jaeden czy Gul’dan. Ten drugi, chociaż pojawia się również w Durotanie, odgrywa tam zdecydowanie mniejszą rolę niż w Narodzinach hordy. W końcu to właśnie władca demonów Kil’jaeden zapoczątkował cały ten chaos, dlatego dziwnie byłoby, gdyby w książce nie poświęcono mu choć odrobiny miejsca. Bardziej szczegółowo została tu również zarysowana relacja Draki i Durotana. Podobnie jest w przypadku zarysu wydarzeń ogólnie: powieść skupia się na tym, jak złożone były początki hordy i wydarzeniach zmuszających orków do przeniesienia się do Azeroth. Ciekawym zabiegiem są również umieszczone na początku rozdziałów wspomnień i rozważań Thralla, które w pewnym sensie prowadzą nas przez całą historię.

Akcja powieści jest wartka, często nie zagłębia się w szczegóły, a jednak i tak odpowiednio dawkuje informacje, uczy o zwyczajach oraz pomaga rozeznać się w tym fantastycznym świecie. Jednocześnie nie ma się też wrażenia, że całość płynie za szybko albo że coś zostało pominięte.

Irytujące jest, ponownie, tłumaczenie. I tym razem mamy tu językowe przemieszanie – raz nazwy rodów, broni czy przydomki tłumaczone są dosłownie, żeby kawałek dalej pozostać w oryginalnym zapisie. Trudno zgadnąć, dlaczego tłumaczka (tłumacząca zresztą wszystkie książki z uniwersum Warcraft) zdecydowała się na taki zabieg, kiedy mamy już przecież oficjalne tłumaczenia wszystkich przydomków oraz innych nazw, które weszły na stałe do kanonu.

Narodziny hordy są jedną z najlepszych powieści osadzonych w tym jakże barwnym świecie. Jak na pierwszą książkę z uniwersum, jest naprawdę godnym wprowadzeniem. Nie jest to oczywiście górnolotna fantastyka, ale raczej nie tego oczekuje się po książkach powiązanych zgrami komputerowymi. Mimo to można wyciągnąć z niej sporo radości podczas czytania, a fabuła sama w sobie nie jest nazbyt prosta, choć jednocześnie nie odstrasza przesadnymi komplikacjami. W ciekawy sposób powiązano tu ze sobą wszystkie wątki. Postacie są żywe i zdecydowanie barwne – przyjemnie płynie się wraz z nimi przez wszystkie wydarzenia. Jednym się kibicuje, inne się nienawidzi.

Książka ta jest absolutnym must-have dla każdego fana uniwersum. Odnajdą się w niej również osoby szukające lekkiej, heroicznej fantastyki. Całość jest napisana na tyle przystępnym językiem i doskonale wprowadza w świat Warcraft, że odnajdzie się w niej nawet laik. Momentami przeszkadzać mogą tłumaczenia nazw, ale jest to coś, na co można przymknąć oko. Warto również zwrócić uwagę na to, że książki z serii Blizzard Legends zostały wydane w oprawach, które świetnie będą prezentować się na półce każdego kolekcjonera, choć to akurat najmniejszy smaczek.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Insignis.

Szczegóły:

Tytuł: World of Warcraft: Narodziny hordy
Tytuł oryginalny: World of Warcraft: Rise of the Horde
Autorka: Christie Golden
Gatunek: Fantasy fiction
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 325
ISBN: 978-83-65315-96-0

Izabela "Deneve" Ryżek

Izabela "Deneve" Ryżek

Studiuję archeologię na UMK w Toruniu… a tak naprawdę mieszkam w Internecie, lubię koty, flejmy i (nie)śmieszne memy. Rekreacyjnie katuję się analizą słabych książek (ale ćśś, to przecież guilty pleasure!). Można mnie spotkać na koncertach, konwentach i imprezach naukowych. Trochę nie mam życia, a trochę je przegrywam – głównie w karcianki, planszówki, RPGi, a ostatnio również gry typu moba. Człowiek-siedem-nieszczęść. Psuję wszystko, co jest do zepsucia (głównie siebie), kolejna plaga egipska pewnie nosiłaby moje imię.