Przewrót polityczny, zupełnie nowa wizja świata, zburzone budynki – taką pożogę zostawiło po sobie ujawnienie się głównej bohaterki Dziecka Odyna jako kogoś spoza Ym i naturalnego dla jego mieszkańców porządku. Jedna rudowłosa dziewczyna może przynieść naprawdę spory bałagan… Jak zobaczycie w drugim tomie cyklu Pettersen, na wywróceniu do góry nogami jednej krainy się nie skończy.

Pierwszy tom Pierścieni zakończył się przejściem Hirki przez kamienny krąg, odejściem do jakiejś innej rzeczywistości. I to właśnie za tą granicą znajdujemy ją w Zgniliźnie. Zupełnie samą, dopiero poznającą język (chociaż z tym radzi sobie zaskakująco, może nieco nierealistycznie, dobrze), bez wsparcia czy środków do życia. Znalazła się w miejscu o wiele bliższym czytelnikowi niż pełne magii, średniowieczne Ym. My rozumiemy jej nowy świat całkiem nieźle, ona sama zupełnie nie ma narzędzi, żeby go oswoić. Nie lubi tego miejsca – jest dla niej martwe, brudne, brzydkie.

Zgnilizna zaczyna się, jakby była thrillerem, a nie powieścią fantasy o czarach i mitycznych stworzeniach. Tak przynajmniej rysuje nam się na początku hirkowa część historii. Z kolei wątek pozostawionego po drugiej stronie Ym, zwłaszcza stojącego teraz na czele rady Rime, będzie początkowo sprawiał wrażenie fikcji politycznej. Pettersen bardzo poszerza w tym tomie swój warsztat, pokazuje nam zmianę w sposobie opowiadania, a co za tym idzie – patrzenia na to, co dzieje się z bohaterami. Zaskoczy was nie raz, wielokrotnie zburzy hipotezy spod hasła „o co chodzi”, które sobie zmajstrujecie podczas czytania. Zrobi to w bardzo naturalny i przekonujący sposób – w końcu Hirka, dzięki której poznajemy kolejny świat, nie ma o nim zielonego pojęcia i wszystkiego musi nauczyć się na nowo.

W Zgniliźnie skupimy się na Ślepych; dwóch najpotężniejszych z nich to najważniejsze postacie tej książki. Otaczają ich wyznawcy, tropią łowcy, wokół tych istot krąży wiele legend związanych z krwią. Pettersen bardzo sprytnie zmieszała ze sobą motywy związane z wampiryzmem, świętym Graalem, wiecznym życiem i tytułową chorobą przenoszoną (jak sądzono w Ym) przez ludzi. Przez skupienie się na „martwo urodzonych” ta część trylogii jest mroczna, brutalna, momentami przytłaczająca. Przerażające ætlingów potwory staną się dla nas bardziej ludzkie, zrozumiałe, ale wciąż obce w swojej przedwieczności i brutalności.

Druga część Kruczych pierścieni bardzo mnie zaskoczyła. Spodziewałam się gładkiej kontynuacji klimatu fantasy, tymczasem znalazłam realistyczny tekst, a co ważniejsze, naprawdę zupełnie inny świat niż Ym. Przejście Hirki przez kamienny krąg nie było jedynie prostym zabiegiem fabularnym mającym oderwać ją od ledwo co zawiązanych lub zrozumianych relacji. Jeśli bohaterka czuła się obca, inna od wszystkich w Dziecku, dopiero w Zgniliźnie pozna pełne znaczenie tego stanu. Nie chcę za bardzo spojlerować, więc nie opowiem wam prawie niczego o fabule i miejscu, do którego trafiła Hirka… powiem tylko, że nie spodziewałam się nawet mapki na wewnętrznej stronie okładki książki.

Siri Pettersen w szalonym tempie przeszła od pisania klasycznego debiutu w stylu „magii i miecza” do dojrzałej powieści o obcości, pokrewieństwie, wiecznym okrucieństwie i samotności. Bawi się w niej także gotycką i rockową estetyką, co z jednej strony jest puszczaniem oczka do czytelnika, ale z drugiej wyciąganiem na wierzch głębokich skojarzeń i marzeń, które się z nią wiążą. Krótko mówiąc, autorka gra z naszą zbiorową podświadomością dotyczącą wielu mitów i ich popkulturowych reinkarnacji. Świetnie się to czyta, zwłaszcza że tempo dorastania pisarki jest prawie tak szybkie i sprawne, jak jej bohaterki.

Szczegóły:

Tytuł: Zgnilizna
Wydawnictwo: Rebis
Typ: powieść
Gatunek: fantasy
Data premiery: 2016
Autorka: Siri Pettersen
Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski

Dodaj komentarz

avatar