Pierwszy tom Miasteczka piasku i błękitnych łusek okazał się całkiem ciekawą opowieścią. Niczym wybitnym, ale na tyle intrygującym, bym z chęcią sięgnął po kontynuację. I muszę przyznać, że część druga, a zarazem ostatnia, nie tylko trzyma poziom, ale wręcz okazuje się jeszcze lepsza, ciekawsza i stawia pytania, które autentycznie potrafią zafascynować tak, że nawet występujące w opowieści oczywistości nie są w stanie ani odrobinę zepsuć przyjemności płynącej z lektury.

Festiwal ku czci Morzywita zbliża się wielkimi krokami, ale dochodzi do wydarzeń, które mogą zachwiać życiem mieszkańców nadmorskiej mieściny. Tokiko, która coraz bardziej przyzwyczaja się do życia w tym spokojnym miejscu i odnajduje wśród innych, wraz z kolegami odkrywa istnienie tunelu, do którego nie wolno nikomu wchodzić. Od babci dowiaduje się, że to niebezpieczne miejsce, które w każdej chwili może zawalić się na głowy dzieci, a za nim nie rozciąga się nic ciekawego – tylko pola jednego z mieszkańców. Ale dziewczynka nie daje wiary tym opowieściom. Tym bardziej, że fascynuje ją perspektywa czającego się tam potwora, o którym mówią miejskie legendy, a w relacji dorosłych kryje się wiele nieścisłości. Dzieci postanawiają więc same zgłębić sekrety tunelu i przekonać się, czyją sylwetkę widują na jej drugim końcu…
Tymczasem dorosłych niepokoi ich zainteresowanie. Robili wszystko, by dzieci nie zbliżyły się do tego miejsca, ale najwyraźniej na nic się to zdało. Zostało już tak niewiele czasu, zrobili to dla ich dobra, wybrali mniejsze zło, a teraz wszystko może zostać zaprzepaszczone. Gdy wydarzenia nabierają tempa, prawda powoli zaczyna wychodzić na jaw. Ale co tak naprawdę dzieje się w miasteczku? Na czym polega składnie ofiar Morzywitowi? I czy syreny w ogóle istnieją?

Nie spodziewałem się, że to będzie tak udana manga. W moje ręce trafiła przypadkiem, okładka nie wyglądała tak, bym od razu padł przed całością na kolana, a środek wyglądał dość nietypowo jak na komiks z Kraju Kwitnącej Wiśni – co jedni uznają za plus, inni zaś dostrzegą w tym minus. Ale pierwszy tom okazał się naprawdę przyjemnym przeżyciem – niespieszną lekturą, łączącą sentymentalne, wakacyjne klimaty, sekrety małomiasteczkowej społeczności i przełamującą to wszystko, pasującą do całości tak, jak do owoców morza pasuje sok z cytryny, nutą fantastyki mogącą przerodzić się w horror. Było zatem ciekawie, choć nie wybitnie, ale drugi tom okazał się o wiele lepszy.

Wszystkie wspomniane powyżej elementy znajdziecie na stronach tej części, ale jednocześnie autor podkręca tutaj elementy fantastyczne, dążąc ku grozie. Dzięki temu akcja wciąga czytelnika od pierwszych stron i nawet, kiedy potem wszystko zmierza do finału dość oczywistego od samego początku (choć w całości nie brak także pewnych zaskoczeń), opowieść zachowuje poziom i bynajmniej nie zawodzi. Także pod względem szaty graficznej. Owszem, kreska jest tu prostsza, niż to zazwyczaj w mangach się spotyka, design twarzy postaci bardziej obły, a i nie brak tu iście europejskich naleciałości. A jednak to wciąż manga, pełna uroku, niestroniąca (wbrew pozorom) od detali i ekspresyjna.

Miłośnicy spokojnych, sielankowych mang z niepokojącą nutą będą z Miasteczka zadowoleni. To dobra, choć krótka opowieść, w sam raz na jedno popołudnie. Lepsza, niż można by na pierwszy rzut oka sądzić.

A wydawnictwu JPF dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: W miasteczku piasku i błękitnych łusek, tom 2
Data premiery: 2018
Scenariusz i rysunki: Youko Komori
Typ: komiks / manga
Gatunek: obyczajowe / fantastyka

Dodaj komentarz

avatar