Jest dobra fantastyka i jest fantastyka humorystyczna. Pewnie w tym momencie miłośnicy tej jej odmiany zaczną zgrzytać zębami, ale nie oszukujmy się, 90% historii, które można do niej zaklasyfikować jest niskiej jakości czytadłem dla odreagowania. Czymś, co równie szybko się czyta, co zapomina. Zmęczyłem kilka takich fabuł i jedyne, co mi po nich zostało, to żal straconego czasu i zmarnowanych pieniędzy. Jednakże i tu zdarzają się znakomite wyjątki, które pokazują, że warto czasem pogrzebać w błocie za perełkami. Jedną z nich są zdecydowanie dzieła Terry’ego Pretchetta, drugim rozpisana na pięć tomów trylogia Douglasa Adamsa Autostopem przez galaktykę. Już niedługo na księgarskie półki trafi zbiorcze wznowienie dwóch ostatnich jej części i to doskonała okazja, aby przypomnieć sobie całość. Nie dość bowiem, że książki te biją na głowę każde humorystyczne science fiction, jakie spotkałem, to jeszcze okazują się lepsze niż masa rasowych, poważnych przedstawicieli fantastyki naukowej.

Zacznijmy jednak od tego, o czym rzecz traktuje. W skrócie jest to opowieść o pewnym życiowym nieudaczniku, Arturze Dencie, który pewnego dnia został wmieszany w niezwykłe wydarzenia, gdy okazało się, że Ziemia znajduje się na drodze planowanej budowy hiperprzestrzennej obwodnicy galaktycznej. Planeta została „wyburzona” przez Vogonów, a nasz bohater, wraz z kosmitą Fordem Prefectem, ruszył autostopem przez galaktykę, pakując się w kolejne tarapaty, poznając niezwykłe miejsca i stworzenia, i odnajdując w kosmosie pewną Ziemiankę.

Teraz, osiem lat po tych wydarzeniach, Artur znów trafia na Ziemię, lądując gdzieś w deszczowej Anglii. Czemu glob w ogóle istnieje? To tylko jedno z wielu pytań, na które trzeba będzie znaleźć odpowiedź. Kiedy zostaje podwieziony przez niejakiego Russela, nie wie, jak bardzo spotkanie jego siostry zmieni wszystko. Fenny jest ładna, piękna wręcz, ale nie o to chodzi. Jest też wariatką i o to chodzi bardziej. Całkiem niedawno temu siedziała w barze, kiedy nagle dostała olśnienia, jak uczynić świat dobrym i szczęśliwym miejscem. Niestety doszło do masowych halucynacji z żółtymi statkami kosmicznymi (Vogonie!), a dziewczyna, profesjonalnie rzecz ujmując, sfiksowała. Od tamtej pory ma koszmary i dziwaczne majaki, że żyje w realnym świecie i nikt ani nic nie potrafi jej pomóc. Los chce, że by drogi Artura, Russela i jego siostry się rozchodząrozeszły, ale nasz bohater nie zamierza pozostawić spraw własnemu biegowi. Uważa, że coś łączy go z Fenny, intryguje go jej stan i postanawia ją odnaleźć, żeby ją i przekonać się, co właściwie się dzieje…

Autostopem przez galaktykę powstało dokładnie czterdzieści lat temu jako rodzaj radiowego słuchowiska. Na pomysł całości autor wpadł po pijaku, kiedy to zwiedzał Stary Kontynent z przewodnikiem Autostopem przez Europę. Z myśli, że powinien powstać odpowiednik takiej publikacji traktujący o galaktyce i… Wszystko to ostatecznie doprowadziło do powstania w 1979 roku powieści opartej na pomyśle wcześniejszej audycji, a potem także komiksów, serialu, gry, a nawet filmu. Powieść wkrótce przerodziła się w serię i w 1992 roku to, co było miało być trylogią, liczyło już pięć części – siedemnaście lat później co prawda inny pisarz dopisał ciąg dalszy, ale to już materiał na oddzielny tekst.

Jak widać po powyższym, Autostopem zyskało całkiem sporą popularność (gdyby było inaczej, umarłoby śmiercią naturalną już w fazie radiowej), ale nie stało się to przypadkiem. Oczywiście patrząc na sam opis fabuły, można by powątpiewać w jakość dzieła Adamsa, ale nie dajcie się zmylić. Owszem, całość jest śmieszna, satyryczna, lekka i dość prosta, a żarty bywają niewyszukane, jednak „trylogia” ma do zaoferowania o wiele więcej niż tylko dowcipy, choć te autentycznie śmieszą i to do tego stopnia, że sam musiałem kilka razy odłożyć tom i uspokoić się nieco, by móc czytać go dalej. Już sama akcja jest tu ciekawa, do tego mamy szybkie tempo, liczne przygody, ciekawych (acz nieskomplikowanych) bohaterów, ale to, co liczy się przede wszystkim, to głębia. Douglas Adams ma coś do powiedzenia, chce coś przekazać, nie boi się filozofować i komentować rzeczywistości, a fakt, że robi to w sposób wywołujący ataki śmiechu, wcale nie umniejsza siły wymowy całości. Cześć, i dzięki za ryby / W zasadzie niegroźna tak, jak i poprzednie części serii, na równi bawi, co skłania do myślenia, a to cenię przede wszystkim.

Przy okazji całość jest też znakomicie napisana. Styl autora jest lekki, dość prostu prosty i przyjemny, ale zapadający przy tym w pamięć. Jego książek nie zapomina się szybko, choć pochłania się je w szaleńczym tempie. Zapadają w pamięć, potrafią też poruszyć, a uwagi rzucane przez autora trafiają w cel ze stuprocentową precyzją. Może czasem się z nim nie zgadam, może chciałbym z nim polemizować, ale zawsze doceniam zawsze. Dlatego polecam całość miłośnikom dobrej fantastyki. To świetna seria, coś, do czego chce się wracać i co przy okazji znakomicie prezentuje się na półce (twarda oprawa, dodatkowa obwoluta, ładne, choć ascetyczne ilustracje). Szkoda tylko, że Autostopem doczekało się tak nijakiej filmowej adaptacji.

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Cześć, i dzięki za ryby / W zasadzie niegroźna
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Typ: Książka
Gatunek: Fantastyka / humorystyczne science fiction
Data premiery: sierpień 2018
Autorzy: Douglas Adams
Liczba stron: 656

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
jasijasi Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
jasijasi
Gość

Czytałem, spokojnie można polecić