George R.R. Martin jest pisarzem tak popularnym, że co i rusz na księgarskich półkach pojawiają się nie tylko jego nowe dzieła, ale także i wznowienia dawno już nieobecnych. Ledwie w styczniu pojawiła się druga część Ognia i krwi, rozbudowująca uniwersum Gry o tron (czy jak ktoś woli Pieśni lodu i ognia), a także reedycja zbioru opowiadań Żeglarze nocy, a już w ręce czytelników w Polsce trafia Przystań Wiatrów, powieść pierwotnie wydanej w roku 1981. I chociaż nie jest to najwybitniejsza z książek amerykańskiego pisarza, miłośnicy jego twórczości i dobrej, lekkiej fantastyki na pewno powinni bliżej się jej przyjrzeć.

Witajcie w Przystani Wiatrów, planecie, pełnej małych wysepek, na których swoje życie poukładali ludzie, otoczonych przez wody pełne bestii, z jakimi nikt nie chciałby mieć nic wspólnego. Ludzkość jak zawsze jednak dała sobie radę i znalazła sposób na zachowanie łączności z rozrzuconymi po wodnym świecie mieszkańcami. Wykorzystując słabą grawitację, wspierani przez gęstą atmosferę i metal zabrany z rozbitego statku kosmicznego, który posłużył im do budowy skrzydeł, spełniają odwieczny sen każdego nielota – sen o lataniu. Ale i oni nie mają lekko, bo w Przystani Wiatrów powietrze może być równie pomocne, co groźne, a na dodatek nie każdy może stać się posiadaczem skrzydeł. Wręcz przeciwnie, latanie to przywilej nielicznych, którzy nie chcą nikogo z zewnątrz dopuścić do swojego grona.
I tu na scenę wkracza Maris z Amberly, która od zawsze marzyła o lataniu. Kiedy jej opiekun a zarazem posiadacz skrzydeł, Russ, nie jest już w stanie korzystać ze skrzydeł, to właśnie jej przypada przejęcie jego roli. Zaczyna się szkolenie dziewczyny i przygotowanie jej do życia, które stanie się ciągłą walką o przetrwanie. Ale, jak się wkrótce okaże, nie tylko jej własne…

Co prawda na początku pisałem, że Przystań Wiatrów to powieść, jednak prawda o tym dziele jest trochę inna. Rzecz w tym, że całość jest co prawda jedną opowieścią, ale skompilowaną z trzech nowel, napisanych na przestrzeni niemal siedmiu lat. George Martin pracę nad pierwszy z tekstów zaczął razem z Lisą Tuttle, kiedy oboje zaprzyjaźnili się w roku 1973, już wtedy planując ciąg dalszy i wydanie całości w takiej formie, w jakiej możemy czytać całość dzisiaj. Tekst wygrał wówczas Locusa, a także zgarnął nominację do Nebuli i Hugo, a autorzy stworzyli dwie jego kolejne części, które ostatecznie zostały połączone prologiem i epilogiem w powieściową formę. Na tym przygoda obojga ze światem Przystani Wiatrów dobiegła końca, bo choć mieli pomysły na ciąg dalszy, najpierw zabrakło im czasu, a potem style obojga zaczęły tak bardzo się różnić, że współpraca była niemożliwa. Została jednak ta książką i jest to rzecz całkiem udana, choć trudno nazwać ją czymś wybitnym.

Przede wszystkim Przystań to po prostu typowa fantastyka rozrywkowa, a to zawsze stanowi pewien zarzut. Science fiction w szczególności, powinno bowiem zawierać w sobie głębię i zadumę nad ludzką kondycją i kierunkiem jej ewolucji, których tutaj niestety zabrakło. Natomiast jako rozrywka, oparta zresztą na całkiem interesującym pomyśle, lekka i szybka w odbiorze, ani przez chwilę nienudząca i potrafiąca wciągnąć. Jest przygoda, są niebezpieczeństwa, nie brakuje klasycznych motywów wybrańca i podróży stającej się drogą ku dojrzałości – czyli wszystko to, czego oczekuje się od tego typu dzieł. Nie ma natomiast zbyt wiele głębi – tak fabularnej, jak i psychologicznej. To po prostu niewymagająca książka dla fanów fantastyki, zdecydowanie lepsza od większości nowości z tego gatunku. Tylko tyle i aż tyle.

Dziękuję wydawnictwu Zysk za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Przystań Wiatrów
Data premiery: luty 2019
Autor: George R.R. Martin, Lisa Tuttle
Typ: beletrystyka
Gatunek: science fiction

Dodaj komentarz

avatar