Sense8: Szczęśliwego pierdolonego Nowego Roku

Sense8 to w moim osobistym rankingu nie tylko najlepszy serial 2015 roku, ale też najlepsza jak dotąd produkcja sygnowana nazwiskiem Wachowskich. Skala przedsięwzięcia – w końcu serial kręcony był w co najmniej dziewięciu miastach na czterech kontynentach – pozwalała uzasadniać obawy, że chociaż całość zaplanowano na co najmniej pięć serii, to nie będą się one pojawiać co rok. Przypuszczenia te się potwierdziły, a chociaż druga seria zadebiutuje dopiero za trzy miesiące, czyli prawie dwa lata po premierze pierwszej, to z okazji Bożego Narodzenia dla wygłodniałych fanów przygotowano „specjalny odcinek świąteczny” o wdzięcznym tytule Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku.

Odcinek ten, wbrew pozorom, nie jest „specjalem” z rodzaju tych, które przedstawiają jakąś luźną opowiastkę, niemającą związku z główną osią fabularną, tudzież alternatywną historię – to bezpośrednia kontynuacja pierwszej serii, która wyjaśnia, co działo się z bohaterami po jej widowiskowym finale. Stąd też trudno streścić fabułę, nie zdradzając zbyt wiele z poprzednich dwunastu odcinków, tym niemniej Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku rozgrywa się w okresie od końca sierpnia (czyli ponad miesiąc po zamieszaniu w placówce OOB na Islandii) do sylwestra 2015 roku. W tym czasie sensates nie tylko nadal uciekają przez Whispersem i zmagają się ze swoimi prywatnymi problemami, ale przeżywają też kilka ważnych wydarzeń, takich jak urodziny, Boże Narodzenie i sylwester właśnie.

Chociaż powiedziałem, że nie jest to odcinek specjalny typu „mało znaczące”, to jednak mimo uderzania w poważne tony, jest on znacznie luźniejszy od poprzednich. I nie chodzi tutaj tylko o sporo beztroskich momentów, jak chociażby impreza urodzinowa, która dzięki zdolnościom bohaterów ma miejsce na kilku kontynentach, ale też sceny typowo komediowe, jak na przykład ta, w której pewien nieszczęśnik lamentuje, że złamał sobie penis. Klasą samą w sobie jest pierwsza scena z Capheusem, początkowo pokazywanym tak, że jego twarz ukryta jest w cieniu, a ujawnia ją dopiero w momencie, kiedy Jela mówi mu, że ostatnio wygląda jakoś inaczej. Kiedy w końcu twarz zostaje pokazana, zdecydowanie wygląda inaczej – Aml Ameen odgrywający tę postać w pierwszej serii zrezygnował, podobno ze względu na konflikt z Laną Wachowski, a rolę przejął wyglądający zupełnie inaczej Toby Onwumere.

Na dobrą sprawę największą bolączką Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku jest to, że twórcy nie oduczyli się jeszcze zapychania odcinków niepotrzebnymi scenami. Pamiętacie chociażby odcinek Co to znaczy być człowiekiem?, w którym przez blisko dziesięć minut oglądaliśmy orkiestrę wykonującą V koncert fortepianowy Beethovena i retrospekcje przedstawiające narodziny sensates z gromady 8/8, co może i było ładne i widowiskowe, ale nadmiernie rozwleczone? Odcinek specjalny niestety nie stroni od tego typu scen i zanim cokolwiek zacznie się w nim dziać, minie ponad pięć minut – dwie minuty czołówki i trzy, podczas których widz raczony jest może i efektownymi, ale absolutnie nic niewnoszącymi do całości scenami pływania. O ile jestem w stanie zrozumieć kilkuminutową sekwencję urodzinowej imprezy, będącej w końcu ważnym wydarzeniem w życiu bohaterów, czy kolejną kilkuminutową scenę orgii, to jednak nagromadzenie tego typu wstawek, zwłaszcza jeżeli niczemu nie służą, po prostu męczy.

Sense8: Szczęśliwego pierdolonego Nowego Roku

Ponieważ odcinek kręcony był razem z resztą drugiej serii, w żaden sposób nie odstaje jakościowo od tego, do czego przyzwyczaiło nas Sense8. Chociaż Lilly Wachowski zrezygnowała z reżyserii i pisania scenariuszy, żeby zająć się życiem prywatnym, przez co odcinek reżyserowany był przez samą Lanę, która wraz z J. Michaelem Straczynskim napisała scenariusz. Różnice nie są jednak w żaden sposób zauważalne. To w dalszym ciągu bardzo dobrze wyreżyserowana historia, która robi ogromne wrażenie przede wszystkim ze względu na wielość lokacji, w których się rozgrywa. W dodatku całość jest świetnie obsadzona i zagrana.

Tak naprawdę jedynym zgrzytem jest wspomniany już Toby Onwumere. Być może to dlatego, że przed Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku przypomniałem sobie całą pierwszą serię, przygotowując się na drugą, zmiana aktora grającego Capheusa praktycznie z odcinka na odcinek została tak źle przeze mnie odebrana. Wydaje mi się jednak, że aktorowi nie wychodzi oddanie tego, co potrafił jego poprzednik, który sprawiał, że ta postać była urocza w swojej naiwności i zachwycie nad tym, co nieznane. Onwumere nie potrafi tego z siebie wykrzesać, chociaż nie wykluczam, że po następnych odcinkach jednak przekonam się do tej zmiany.

Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku to coś, od czego z dala powinni trzymać się nieznający Sense8, ponieważ wymaga znajomości poprzednich odcinków, a dla fanów rzecz, z którą zdecydowanie powinni się zapoznać. A wręcz muszą, jeżeli chcą oglądać drugą serię, ponieważ nie jest to zapchajdziura, a pełnoprawna kontynuacja. Tym, co wyróżnia odcinek na tle poprzednich, jest nieco lżejszy ton – chociaż nie brakuje dramatów, to jednak sporo w nim scen lekkich i komediowych, i chyba właśnie to czyni go „specjalnym”.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
lomcia Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
lomcia
Gość

nie miałam okazji oglądać…. ciekawe.