Piękny Małaszyński w gangu Scooby’ego – recenzja serialu Belle epoque

Belle epoque

Przyznam szczerze, że z reguły nie oglądam telewizji, a co za tym idzie – polskich seriali, nie licząc może rodzinki.pl. Pod wpływem pozytywnych opinii sięgnąłem jednak po Belfra i zostałem przyjemnie zaskoczony tym, że Polacy potrafią jednak zrobić dobry serial, inspirując się zachodnimi trendami. Mając w pamięci tę niezwykle udaną produkcję z Maciejem Stuhrem, postanowiłem sięgnąć po wyprodukowaną przez TVN Belle epoque, licząc na to, że i ta kalka okaże się równie udana. Niestety, gdyby niewypały, z którymi przychodzi mi obcować, były minami, po szumnie zapowiadanym serialu z Pawłem Małaszyńskim nie miałbym już nogi.

Kraków, rok 1898. Jan Edigey-Korycki bierze udział w pojedynku z Lucjanem Morawieckim, bratem swojej narzeczonej – Konstancji. Morawiecki ginie w wyniku strzału oddanego przez ukrywającego się za drzewami snajpera, ale winą za jego śmierć obarczony zostaje Jan. Konstancja zrywa z nim wszelkie kontakty, a ponieważ przylgnęła do niego łatka zabójcy, mężczyzna opuszcza miasto i zaczyna żeglować. Do Krakowa wraca po dziesięciu latach, kiedy dowiaduje się, że została zamordowana jego matka. Chociaż policja uważa sprawę za zakończoną, Janowi udaje się powiązać śmierć matki z innymi morderstwami, które miały miejsce na terenie Krakowa. Dzięki pomocy swoich przyjaciół, rodzeństwa Henryka i Weroniki Skarżyńskich, udaje mu się doprowadzić do ujęcia sprawcy. Sędzia Wernicki, będący pod wrażeniem umiejętności Edigeya, proponuje mu posadę w nowoczesnym dziale kryminalistycznym krakowskiej policji, którą Jan przyjmuje – głównie ze względu na możliwość spotykania się z Konstancją.

Belle epoque 2

Belle epoque pomyślany został jako serial kryminalny typu procedural, trudno jednak o odcinek, który potrafiłby zaskoczyć, co jest ogromną wadą tego typu produkcji. Źle świadczy o serialu fakt, że sprawcę często potrafimy rozpoznać, kiedy po raz pierwszy pojawi się na ekranie. A nawet jeżeli zajmie nam to dłużej, to i tak zawsze udaje nam się ustalić jego tożsamość na długo przed bohaterami, nawet jeżeli ci nie zebrali jeszcze poszlak wskazujących na taką czy inną osobę. Producenci ponad wszelką wątpliwość celowali w postać kojarzącą się z Sherlockiem Holmesem czy Herkulesem Poirot, ale niestety Janowi i jego zespołowi oraz zagadkom, jakie rozwiązują, bliżej do tego, z czym zmaga się paczka Scooby’ego-Doo.

Przeciętne scenariusze poszczególnych odcinków to i tak absolutne majstersztyki w porównaniu z wątkiem przewodnim, koncentrującym się na romansie Jana i Konstancji oraz próbie wyjaśnienia tego, co tak właściwie stało się podczas pamiętnego pojedynku. Sama relacja dwójki bohaterów jest tak groteskowa, że aż głowa mała. Konstancja odrzuca Jana, potem uprawiają seks, potem znów go odrzuca, ale jeszcze w tym samym odcinku do niego wraca, potem znów głównie uprawiają seks, [pokaż spoiler]. Miło, że scenarzyści planując wątek główny sięgnęli po wydarzenia z końcówki belle époque, silnie osadzając go w realiach tamtych czasów, szkoda jednak, że całość jest po prostu nudna i poprowadzona tak, że sceny rozwijające fabułę nadrzędną powplatane w odcinki typu prodecural zazwyczaj jedynie drażnią.

Belle epoque 3

Dużym problemem serialu jest poziom realizacji, całość sprawia bowiem wrażenie niezwykle sterylnej. Bez wątpienia jest to kwestia budżetu: BBC może pozwolić sobie na realistyczne odwzorowanie XIX-wiecznego Londynu, dysponuje bowiem znacznie większymi środkami, a wszelkie wydatki zwrócą się z nawiązką, ponieważ taki czy inny serial zostanie sprzedany do dwustu krajów. TVN (czy ogólnie polskie telewizje) nie mają nawet co liczyć na to, że ich produkcje osiągną tak wielki międzynarodowy sukces, co wymusza ogromne cięcia. Oglądając chociażby Sherlocka i upiorną pannę młodą czuć klimat wiktoriańskiej Anglii, widać dbałość o szczegóły. Przy Belle epoque widzę tylko współczesnych aktorów poprzebieranych w stroje z epoki, przechadzających się po ulicach na chwilę zaaranżowanych na Kraków z początku XX wieku, oraz bardzo oszczędne kadrowanie, żeby kamera przypadkiem nie wyjechała na mogące znaleźć się w jej obiektywie lamborghini czy kable wysokiego napięcia. Same zdjęcia również bardziej kojarzą się z dowolnym polskim tasiemcem, aniżeli serialem aspirującym do miana „superprodukcji”.

„Światowość” serialu miała chyba podnieść oprawa muzyczna. Twórcy podjęli dość odważne założenie, żeby serial rozgrywający się w belle époque zilustrować muzyką rockową. Decyzja o tym, żeby w czołówce wykorzystać „Psycho Killer” jednej z legend rocka, zespołu Talking Heads, to zabieg ciekawy i nawet się sprawdza. Również właściwy serial uzupełniany jest jakimiś licencjonowanymi anglojęzycznymi autorami, które co prawda brzmią nieźle i wpadają w ucho, tyle że ani trochę nie sprawdzają się jako tło dla scen, które mają ilustrować. Nie wiem, co kierowało producentami, kiedy decydowali się na taki krok, ale ogólne wrażenie jest raczej mizerne.

Belle epoque 4

Są jednak rzeczy, które realizatorom się udały. Kostiumy i rekwizyty prezentują się solidnie, podobnie jak próby odwzorowania Krakowa z początku XX wieku w małej skali. Chociaż, nie oszukujmy się, serial operuje tylko w małej skali – jak już wspomniałem wcześniej, ogranicza się do kilku skrawków zaaranżowanych na potrzeby zdjęć jako dawny Kraków i nie wychodzi poza nie. Stąd też dużo lepiej prezentują się sceny mające miejsce poza miastem, chociażby w okolicznych wioskach, gdzie kamerzyści mogą pokazać nam więcej. Całkiem solidnie przygotowano też zmaltretowane i okaleczone ciała ofiar.

W klimat nie pomaga się wczuć nie tylko ta hermetyczność i sztuczność, ale również dialogi. Nie licząc z rzadka wplatanych w wypowiedzi anachronizmów, dialogi, jakie prowadzą ze sobą bohaterowie, niewiele różnią się od tych, którymi posługują się postacie z Pamiętników z wakacji. Przeczytajcie sobie dowolny polski tekst z początku poprzedniego stulecia, a następnie porównajcie z językiem, jakim posługują się bohaterowie Belle epoque. Mało tego, bohaterowie posługują się słowami, których w tamtym czasie nie używano, stosują również współczesną fleksję. Czy przyjrzenie się tekstom sprzed stu lat albo zatrudnienie jakiegoś konsultanta, który dostosowałby dialogi do tamtych realiów, było aż tak trudne? A może twórcy wyszli z założenia, że współczesny Polak nie zrozumie polszczyzny sprzed stu lat? Może to błahostka, bo różnice nie są ogromne i tamten język bez problemu zrozumie dzisiejszy widz, ale te pozornie nieistotne zmiany chociaż trochę urealniłyby świat przedstawiony.

Belle epoque 5

Pawła Małaszyńskiego można nie lubić, ale nie sposób odmówić mu tego, że jeśli chce, to potrafi dobrze zagrać. Problem w tym, że w Belle epoque wybitnie mu się nie chciało. Snuje się po planie, wygłasza mierne dialogi, na potrzeby sceny wybierając jedną z kilku min, które przygotował dla postaci Jana. Jego zadanie w serialu sprowadza się głównie do tego, żeby dobrze wyglądać. Magdalena Cielecka jest dokładnie taka sama jak we wszystkich innych produkcjach, w których ją widziałem. Zastanawiam się, czy ta aktorka potrafi w ogóle zagrać kogokolwiek innego, niż Magdalenę Cielecką. Taki zarzut niestety można postawić większości bohaterów pierwszoplanowych, a dalszoplanowe potrafią być jeszcze gorsze. W zasadzie jedynymi osobami w całej obsadzie, które wybijają się z tej przeciętności i starają się nadać swoim postaciom jakiegoś charakteru, są Eryk Lubos i Olaf Lubaszenko. Przez dziesięć odcinków zobaczyć można jeszcze kilku znanych aktorów, w tym Cezarego Pazurę, Edwarda Lindego-Lubaszenkę czy Weronikę Rosati. Linde-Lubaszenko i Rosati pojawiają się na ekranie łącznie na trzy minuty, sam Pazura dostał tyle samo czasu ekranowego co pozostała dwójka razem wzięta, więc w zasadzie żadne z nich nie miało nawet szansy się wykazać.

Mimo wszystkich wad, które wymieniłem, tak naprawdę największą bolączką Belle epoque jest fakt, że ten serial to zmarnowany potencjał. Korzysta ze sprawdzonych wzorców i miał na siebie pomysł, co w zasadzie powinno być gwarantem sukcesu. Niestety, większość jego elementów składowych jest wykonana słabo albo wręcz fatalnie, przez co otrzymaliśmy produkcję zawodzącą oczekiwania na całej linii. Co prawda całość da się obejrzeć w miarę bezboleśnie (całą serię łyknąłem w dwa dni) i czerpać z tego satysfakcję, ale bezustannie będzie towarzyszyć nam uczucie niedosytu. TVN ponad wszelką wątpliwość zdecyduje się na drugą serię, ponieważ pierwsza kończy się cliffhangerem, dobrze by było, gdyby jednak w trakcie jej realizacji wzięto poprawki na rzeczy, które się nie sprawdziły i poprawiono te, które da się poprawić: scenariusz, postacie, muzykę, montaż. Biorąc jednak pod uwagę, że TVN patrzy wyłącznie na wyniki oglądalności, z których jest zadowolony, obawiam się, że druga seria powieli wszystkie błędy pierwszej.

Belle epoque 6

Szczegóły:

Tytuł: Belle epoque
Stacja telewizyjna: TVN
Odcinki: 10 × 44 min
Pierwsza emisja: 15 lutego 2017 – 19 kwietnia 2017
Główne role: Paweł Małaszyński, Magdalena Cielecka, Anna Próchniak, Eryk Lubos, Olaf Lubaszenko

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.
  • Bardzo długa, wyczerpująca i ciekawa recenzja.
    Przyznam, że oglądałam tylko jeden odcinek tego serialu i podziękowałam.
    Najbardziej irytowały mnie trzy rzeczy: gra aktorska (zdecydowanie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Małaszyńskiemu nie za bardzo się chciało), to, że w przeważającej części nie mogłam zrozumieć, co mówią bohaterowie (bolączka polskich produkcji) i oczywiście to całe prześwietlenie. Wszyscy aktorzy są bardziej biali niż Edward w “Zmierzchu”.

    • Pottero

      Niemożność zrozumienia, co mówią bohaterowie, to ponad wszelką wątpliwość bolączka polskich produkcji (przynajmniej filmowych, bo seriali prawie nie oglądam), ale przy Belle epoque akurat nie miałem z tym problemu. Ba, chwalony w recenzji Belfer wypadł pod tym względem moim zdaniem gorzej, tam niestety miewałem problemy ze zrozumieniem, co zostało powiedziane. Przy czym ja serial oglądałem na TVN-owski VOD (za tę usługę powinienem w sumie obniżyć temu serialowi ocenę do 3/10…) na komputerowym zestawie głośników, może w telewizji brzmiało to gorzej. Trudno orzec, bo nie mam porównania.

  • Obejrzałam cały sezon Belle Époque, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby ten serial mi się podobał. Niesamowicie denerwował mnie brak archaizacji języka i nie stosowanie się do charakterystycznych realiów kulturowych wieku (siostra przyjaciela głównego bohatera pracowała jako ktoś w rodzaju lekarza medycyny sądowej i nikogo to nie dziwiło? Przecież w tamtych czasach nie było to “normalne”zajęcie – kobiety były dyskryminowane). Może się czepiam, ale takie szczegóły nie pozwoliły mi z radością oglądać tego serialu. Już pomińmy przewidywalność fabuły, ale naprawdę mogło być lepiej. Szkoda, bo zwiastuny obiecywały wiele więcej.

    • Pottero

      Ale akurat to, że Weronika pracowała w policji i że nie podobało się to wielu ludziom, było w serialu poruszane. Co prawda rzadko, ale parę razy się zdarzyło. Chociażby w którymś odcinku, w którym Jelinek mówi jej, żeby się nie odzywała niepytana, bo już wystarczającym powodem do wstydu jest to, że w ogóle pracuje w policji. Sama Weronika też zwraca uwagę na to, jak się traktuje kobiety.