Botoks 1

No tak, Botoks… Film, który część redaktorów NTG co prawda obejrzała w kinie, ale ostatecznie jakoś nikt nie zdecydował się napisać recenzji – stanęło bodajże na tym, że nie warto recenzować takiego szkodliwego społecznie bubla. Osobiście się na niego nie wybrałem, bo uznałem, że nie będę dopłacał do interesu Patrykowi Vedze. Nawet jeżeli udaje mu się nakręcić filmy dobre albo chociaż znośne, jak Pitbulle, to jednak częściej wypluwa z siebie abominacje, takie jak Ciacho, Last minute czy Hans Kloss. Jeśli wierzyć recenzjom, do tych drugich należy również Botoks. Ale ponieważ i tak posiadam wykupioną subskrypcję na Showmaksie, pomyślałem: „A co mi tam, obejrzę serialową wersję”. I wiecie co? Okazało się, że jest to rzecz o wiele lepsza, niż się spodziewałem.

Botoks 2

Produkcja posiada assemble cast, co znaczy, że opowiada o kilku równorzędnych bohaterach. W tym przypadku bohaterkami jest w zasadzie pięć kobiet – ginekolog Magda, szukająca swojego miejsca w świecie Daniela, chirurg Patrycja, lekarka Beata i pielęgniarz Marek, początkowo będący pielęgniarką Małgorzatą. Losy wszystkich tych bohaterów prowadzą do ich spotkania w jednym z warszawskich szpitali, całość skupia się jednak przede wszystkim na ich życiu osobistym. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że sytuacja z Botoksem jest identyczna jak z niesławnym Wiedźminem. Vega nakręcił wystarczająco dużo materiału, że wystarczyło na miniserial, ale ponieważ dystrybucja kinowa przynosi duże zyski, wybrano co zabawniejsze scenki i posklejano z tego jakąś dwugodzinną historyjkę, żeby dać coś widzom spragnionym kontrowersji. I tak oto powstał jeden z najgorszych polskich filmów ubiegłego roku, wczoraj, akurat w dniu premiery ostatniego odcinka serialu, „uhonorowany” dziesięcioma nominacjami do Węży.

Cała ta opowieść miała potencjał, ale ten ujawnia się dopiero w wersji odcinkowej. Bohaterowie są znacznie głębsi i bardziej rozbudowani, niż to pokazano w kinie. W filmie poznaliśmy ich już na pewnym momencie ich życia, jako postacie ukształtowane, podczas gdy serial sięga w przeszłość. Najbardziej zyskują na tym Marek, którego wątek z filmu niemal całkowicie wycięto. Serialowa wersja jednak bardzo konkretnie przedstawia jego postać, a dokładniej czasy, kiedy zmagał się ze swoją płciowością, miał przez to problemy i wszedł nawet na drogę sądową, żeby uznano go za mężczyznę. Poza Markiem, najwięcej zyskują Daniela i jej brat Darek, którzy również otrzymują sporo czasu antenowego, m.in. wypełniającego lukę pomiędzy „też będę ratownikiem” a cięciem i przejściem do migawek z ich akcji ratunkowych. Ale tak naprawdę każdy bohater zostaje tutaj znacznie lepiej zarysowany, zyskuje osobowość czy motywacje.

Botoks 3

Całość rozgrywa się na przestrzeni trzech lat, chociaż – tak jak i w filmie – dość często widoczne są przeskoki czasowe, mogące nieco wytrącić z równowagi. W jednej scenie mamy bohaterkę w ciąży, która w następnej już rodzi. Niektórzy bohaterowie znikają na zawsze albo bez żadnego wyjaśnienia, albo po bardzo lakonicznym, rzuconym mimochodem. Ogólnie rzecz biorąc, fabularnie jest akceptowalnie, chociaż przeskoki, sceny czasami wyjęte z kapelusza oraz część postaci wyraźnie potraktowana mniej konkretnie niż inne sprawiają, że nie można uznać scenariusza za specjalnie wyszukany. Serial posiada również zupełnie inne zakończenie, związane z wątkami, które z filmu usunięto. Nie zmienia to jednak faktu, że i ono jest… słabe – ot, nadal w pewnym momencie fabuła po prostu się urywa, jakby scenarzystom zabrakło pomysłu na to, co dalej, albo żeby zostawić sobie jakąś furtkę do Botoksu 2.

Z całą pewnością można przytaknąć tym, którzy krytykowali Botoks jako film szkodliwy, szkalujący polskich lekarzy. Nie oszukujmy się – polska służba zdrowia jest, jaka jest, ale mimo wszystko nie brak w niej ludzi z powołaniem, którzy może i chcieliby inaczej, ale ograniczają ich budżety, ordynatorzy, przepisy, prawo itd. W Botoksie próżno jednak szukać choćby jednego pracownika służby zdrowia, który budziłby pozytywne skojarzenia (nie licząc może nienazwanego z imienia trzeciego planu). Pod tym względem jest to z całą pewnością produkcja szkodliwa, a reklamowanie jej jako inspirowanej faktami i wypuszczanie w czasach zarazy pseudonaukowego bełkotu antyszczepionkowców może mieć potencjalnie fatalne konsekwencje. Czy ktoś wątpi, że w Polsce mogą znaleźć się osoby, które po obejrzeniu Botoksu zamiast do szpitala pójdą do znachora, żeby zalecił wsadzenie do pieca na trzy zdrowaśki?

Botoks 4

Wiele kobiet, zwłaszcza tzw. celebrytek, będących autorytetami od wszystkiego, zarzucało Botoksowi seksizm i mizoginizm. Już sam film miał zgoła inny wydźwięk, ale wersja serialowa jeszcze bardziej podkreśla, że to produkcja o silnych kobietach. Każda z nich prędzej czy później odnosi sukces, jednak życie każdej z nich w jakiś sposób zostało naznaczone przez mężczyzn. Dla jednych będzie to seryjny gwałciciel, dla innej ordynator, dla pozostałych ogólnie patriarchalne społeczeństwo, w którym uznawane są za gorsze. Bohaterki na każdym kroku spotykają się z przejawami seksizmu, mizoginii i dyskryminacji. I chociaż każda z nich ma coś za uszami i żadnej z nich nie można uznać za wzór do naśladowania, to jednak one są tutaj bohaterkami pozytywnymi. Są zaradne, solidarne i dzielnie znoszą każde łajno, którymi mężczyźni rzucą im w twarz, żeby odrzucić je, kiedy tylko nadarzy się dogodna okazja. Nie bez powodu pierwotny tytuł filmu brzmiał Botoks: Kobiety rządzą światem.

Paradoksalnie to mężczyźni powinni krzyczeć najgłośniej, bo Botoks to produkcja na wskroś mizoandryczna. Prawda, zdarzają się tutaj mężczyźni, którzy nie są źli „do szpiku kości”, ale mimo to każdy z nich ma jakąś wadę. Michał jest tak metroseksualny, że aż głowa mała, Marek po operacji zmiany płci zaczyna zachowywać się jak typowy facet, wyzywający w komunikacji miejskiej od „ped…ów”. I chyba tak naprawdę jedynym pozytywnym bohaterem męskim jest Darek. Co prawda jest on typowym sebiksem, niegrzeszącym rozumem homofobem i oszustem, ale przynajmniej do samego końca pozostaje tym, kim był od początku. Tak naprawdę jako jeden z nielicznych nie traktuje kobiet jak przedmioty, a jego ewentualne niewłaściwe zachowania wobec nich wynikają po prostu z ograniczonej inteligencji – nigdy nie są intencjonalne.

Botoks 6

Pod szeroko rozumianym względem technicznym Botoks jest produkcją bardzo nierówną. Aktorstwo jest całkiem przyzwoite. Tutaj moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje dość udana kreacja Sebastiana Fabijańskiego, który przez pierwsze odcinki de facto gra kobietę. Ale większość głównych aktorów również daje radę i tworzy niezłe kreacje. Zdjęcia i scenografie również są dobre – Patryk Vega ma rozmach, więc wybrał się do Paryża, a nawet do Afryki, żeby nakręcić tam kilka minut ujęć. Całkiem nieźle wypada też podkład muzyczny. Co prawda składa się na niego jakieś umpa-umpa i plimkaniem, ale ciekawie komponuje się to z obrazem. Z drugiej strony mamy jednak dialogi, które niekiedy błyszczą i skrzą się inteligentnym, chociaż wulgarnym dowcipem, żeby chwilę później pukać w dno od spodu.

Niestety, mamy tutaj też przypadłość właściwą polskiej kinematografii: dźwięk zmontowany tak, że niekiedy nie da się zrozumieć, co mówią bohaterowie. Dodajmy do tego jeszcze nieumiejętność zrobienia polskich napisów do tych nielicznych scen, w których bohaterowie rozmawiają po angielsku. Tak się jakoś złożyło, że sceny te często rozgrywają się w jasnych pomieszczeniach czy miejscach, a ktoś uznał, że biały Arial bez żadnej obwódki będzie wprost idealnie zlewał się np. z lekarskim kitlem. Jeśli ktoś nie radzi sobie z językiem angielskim na tyle, żeby zrozumieć, co mówią bohaterowie, takie sceny będą dla niego „czarną dziurą” ze względu na niemożność przeczytania napisów. A dodajmy do tego jeszcze, że zdarzają się w nich błędy ortograficzne…

Jednym z największych problemów Botoksu jest jego niespójność. Reżyser pod płaszczykiem „historii inspirowanej faktami” serwuje nam groteskę. Tematy ważkie stara się poruszać w sposób poważny i subtelny, czynić komentarze społeczne, co nawet mu się udaje, ale chwilę później toczy z nich bekę na poziomie kloacznym. Czasami miałem wręcz wrażenie, że tak mogłaby wyglądać aktorska wersja South Parku – wszystko jest tutaj szyte grubymi nićmi, przerysowane, a powaga miesza się z chamstwem. O ile jednak u Parkera i Stone’a to się sprawdza, bo taka jest specyfika ich serialu, u tyle u Vegi już niekoniecznie. Nie w sytuacji, kiedy reżyser próbuje nam wmówić, że jest to poważna opowieść. Zrozumiałbym, gdyby sceny kontrowersyjne wnosiły coś do fabuły, ale ich jedynym celem jest szokowanie albo rozbawienie widzów o inteligencji fistaszka.

Botoks to serial z jednej strony przeciętny, mający spore wady, a z drugiej często miewa przebłyski geniuszu. Nastawiałem się na megagniota, ale okazało się, że to nieoszlifowany diament. Przede wszystkim jest nierówny. Gdyby zrezygnować z nadmiernego „veganizmu” i postawić na poważniejszy ton poprzez pozbycie się zbędnej kloaki, mógłby to być naprawdę niezły serial. A tak jest tylko poprawny – ze sporą dozą zmarnowanego potencjału. Dla jednych mimo wszystko będzie to bardzo ciężkostrawna pozycja, ale miłośnicy wisielczego humoru i przesadzonej satyry prawdopodobnie będą zadowoleni. Ogólnie rzecz biorąc: sprawdza się wybornie jako kwintesencja guilty pleasure.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Botoks
Kraj produkcji: Polska
Stacja telewizyjna: Showmax
Reżyseria: Patryk Vega
Scenariusz: Patryk Vega, Olaf Olszewski
Odcinki: 6 (ok. 4 godz. 30 min)
Pierwsza emisja: 31 stycznia – 7 marca 2018
Główne role: Agnieszka Dygant, Sebastian Fabijański, Tomasz Oświeciński, Olga Bołądź, Marieta Żukowska, Katarzyna Warnke

Dodaj komentarz

avatar