Dowody zbrodni

Tajemnice z przeszłości potrafią mocno działać na wyobraźnię. To w jakimś stopniu tłumaczy zarówno popularność filmów czy książek poświęconych historycznym sekretom, jak i uwagę, którą skupiają na sobie stare sprawy kryminalne. Oczywistym jest, że ta tendencja ma swoje odbicie w popkulturze. Dlatego gdy na pierwsze strony gazet zaczęła trafiać działalność zespołów policji zwanych potocznie „Archiwum X”, zajmujących się nierozwiązanymi przestępstwami sprzed lat, pojawienie się na małym ekranie inspirowanych nią produkcji wydawało się kwestią czasu. Choć tytuł, który chciałabym dzisiaj omówić, nie był ani pierwszym tego typu serialem, ani najbardziej rozpoznawalnym, na pewno w ciekawy sposób wpisał się w trend opowieści o policjantach powracających do dawnych śledztw. Oto Cold Case – czyli po polsku Dowody zbrodni.

Zazwyczaj fabuła zaczyna się od tego, że po latach – kilku, kilkunastu, czasem nawet kilkudziesięciu – pojawia się poszlaka, rzucająca nowe światło na nierozwikłaną zagadkę kryminalną, najczęściej morderstwo lub samobójstwo popełnione w niejasnych okolicznościach. Niekiedy okazuje się takowym sprawa dotąd uznawana za zaginięcie, gdy przypadkiem w jakimś niespodziewanym miejscu zostają odnalezione zwłoki. Ponowne przeanalizowanie zebranych dowodów, przesłuchanie żyjących świadków, i w końcu odkrycie rzeczywistego przebiegu wypadków, to zadanie grupy funkcjonariuszy z Departamentu Policji w Filadelfii pod wodzą detektyw Lilly Rush – początkowo jedynej kobiety w miejscowym wydziale zabójstw.

Bywa, że sprawy różnią się od siebie w niemal każdym możliwym aspekcie. Oczywiście poza tym, że zazwyczaj śledztwa nie wychodzą poza granice Stanów Zjednoczonych. Najmłodsza ze spraw, którymi zajmują się detektywi z wydziału, dotyczy wydarzeń, które miały miejsce rok przed czasem akcji serialu. Najstarsza – 88 lat wcześniej. Ofiarami są przedstawiciele wszelakich warstw społecznych, grup etnicznych i zawodowych. Skrajnie różne potrafią być też okoliczności towarzyszące ich śmierci. Nie boję się powiedzieć, że niezależnie od preferencji potencjalnych widzów, każdy znajdzie historię, która go zainteresuje. Młody hokeista, zabity w 1980 roku na lodowisku, kijem jednego z kolegów z drużyny? Gospodyni domowa, która zaginęła w zamieszaniu wywołanym emisją słuchowiska Wojna światów w 1938? Akrobatka, której śmierć na cyrkowej arenie w 1971, po latach okazała się nie być wypadkiem? Dla zespołu detektyw Rush nie ma spraw nie do rozwiązania.

Dowody zbrodni

Mimo napisu „Osoby i wydarzenia przedstawione w odcinku są fikcyjne”, pojawiającego się na początku, fabuły niektórych epizodów mniej lub bardziej nawiązują do prawdziwych zbrodni. Jednak zazwyczaj są to jedynie swobodne inspiracje. Wyjątkiem jest odcinek czerpiący ze sprawy tzw. „Chłopca z pudełka” („Boy in the Box”) – bezimiennego kilkulatka, którego schowane w kartonowym pudle ciało odkryto w lesie w Filadelfii w 1957 roku. Niezależnie jednak od tego, ile twórcy zapożyczają z rzeczywistości, nigdy nie jest to proceder rażący. Nie ma mowy o natrętnym i mało kreatywnym zrzynaniu z nagłówków, na podobieństwo tego, które mogliśmy obserwować chociażby w naszym polskim serialu Pitbull.

Wiele odcinków Dowodów zbrodni to wciągające historie, które potrafią mocno zaskoczyć. Niestety nie wszystkie, co jednak przy liczbie 156 epizodów nie powinno dziwić. Nie wiedzieć czemu, sprawy, które miały miejsce stosunkowo niedawno od czasu akcji, najczęściej są dość nieciekawe. Jest oczywiście kilka chlubnych wyjątków – chociażby Frank’s Best i Willkommen z serii trzeciej – ale niewiele. Wygląda to trochę tak, jakby scenarzyści mniej się starali przy pisaniu tych odcinków, robiąc z nich bardzo typowe dla amerykańskich seriali kryminalnych opowiastki,a wręcz, brzydko mówiąc, zapchajdziury. W zestawieniu z niekiedy znakomitymi odcinkami „historycznymi” budzi to u widza bardzo nieprzyjemny dysonans. Bo jak to, nie zależało twórcom? Poszli na łatwiznę? Czy o co chodzi? Nie wiem. Rozumiem, że człowiek jest istotą omylną i przy bardzo długim serialu mogą się zdarzyć słabsze epizody, ale…

Konstrukcja odcinka rzadko odchodzi od pewnego utartego schematu – do tego stopnia, że po paru epizodach można bez trudu określić, w której minucie poznamy rzeczywistego sprawcę zbrodni, czy kiedy nastąpi zasadniczy zwrot akcji. Ogólnie serial należy do tych produkcji, które dość sztywno trzymają się raz przyjętej formuły budowy pojedynczego odcinka. Choć trzeba przyznać, że Dowody mają tu parę całkiem niebanalnych elementów. Jednym z nich są bardzo ciekawie zrealizowane retrospekcje. W chwilowych przebłyskach możemy zobaczyć właśnie przesłuchiwanego bohatera takim, jakim był w czasie, gdy popełniono daną zbrodnię. Przy krótszym odstępie czasowym między wydarzeniami z przeszłości a czasem akcji, jest to oczywiście jeden aktor z odpowiednią ilością charakteryzacji. Ale przy dłuższym na ekranie pojawiają się dwie osoby w różnym wieku. W większości przypadków doskonale dobranych pod względem wyglądu – od razu wierzy się, że to ten sam bohater na różnych etapach życia. Gdybyśmy jakimś cudem nie zdążyli się przyjrzeć uważnie, to nic straconego. W finale odcinka zobaczymy podobne flashbacki z udziałem wszystkich osób powiązanych z opisywanym śledztwem, a ponadto ofiara, jako duch czy inne złudzenie, odejdzie w spokoju, rozpływając się w powietrzu. Trochę pretensjonalne, owszem. Ale niewątpliwie oryginalne.

Dowody zbrodni

Retrospekcje w swojej konwencjonalnej formie również są zrobione z dużą dbałością o szczegóły. Mamy nie tylko dobrze oddane wnętrza, stroje i fryzury z epoki, ale również muzykę, wykorzystaną w ścieżce dźwiękowej. W każdym odcinku możemy usłyszeć nawet kilka piosenek, często prawdziwych przebojów, rozpoznawalnych również poza Stanami Zjednoczonymi. Zdarza się, że są dopasowane niekoniecznie do czasu, w którym rozgrywa się badana przez policjantów zbrodnia, ale bardziej do nastroju przedstawianych scen – jednak na tyle dobrze, że tylko wytrawni melomani wyłapią takie anachronizmy. Playlista ze wszystkich siedmiu serii jest naprawdę długa i solidna: Johnny Cash, Duran Duran, Bob Dylan, Donna Summer, Frank Sinatra, Enigma, U2… Niestety ta koncepcja zaszkodziła później całej produkcji – ze względu na narosłe przez lata kwestie licencyjne dotyczące muzyki, praktycznie niemożliwe jest ponowne wydanie serialu na jakichkolwiek nośnikach, co utrudnia potencjalnym widzom dotarcie do niego. Okazjonalnie, jeżeli fabuła odcinka tego wymaga, pojawiają się również utwory stylizowane na daną epokę, napisane specjalnie na potrzeby serialu. Bodaj najbardziej udanym jest wdzięczna ballada Scarlet Rose z odcinka Static, zgrabnie naśladująca brzmienie rodem z późnych lat 50.

Dowody zbrodni przez anglojęzyczną widownię bywały porównywane do innej produkcji serialowej, która zadebiutowała w podobnym czasie, i oferowała zbliżony punkt wyjścia – a mianowicie do omówionych już na łamach NTG brytyjskich Nowych trików. Na motywie ponownego badania nierozwiązanych spraw jednak podobieństwa się kończą. Niestety. To, co było siłą przygód detektywów z Wielkiej Brytanii, czyli konstrukcja postaci, w amerykańskim serialu stanowi piętę achillesową. Lilly Rush i jej ekipa to w większości zbieranina tak schematycznych i typowych dla gatunku bohaterów, że chwilami aż boli. Początkowo myślałam, że, jakby nie patrzeć, Dowody parę ładnych lat już mają i może na początku XXI wieku takie charakterystyki postaci nie były jeszcze wyświechtane, ale… Nie. W tamtym czasie też już brzydko zalatywały zużytym szablonem. Gliniarze z rodzicami-alkoholikami, rozbitymi rodzinami, nieudanymi małżeństwami, krewnymi będącymi ofiarami przestępstw – mówiąc dosadnie, to wszystko już było, i w dodatku lepiej napisane. Jeśli dodamy do tego fakt, że poza poczciwym Nickiem Verą, pełnym klasy Willem Jeffriesem i swojską Kat Miller żadna z ważniejszych postaci zdaje się nie mieć własnej, realistycznej osobowości, okaże się, że nijak nie przywiązujemy się do głównych bohaterów, a śledzenie ich perypetii na przestrzeni kolejnych serii nie przynosi żadnej satysfakcji.

Biorąc pod uwagę takie słabości wątków stałych, Dowody zbrodni można bez wyrzutów sumienia oglądać na wyrywki i nie po kolei. Ale które odcinki najlepiej wybrać? Większość krążących po Sieci zestawień najlepszych epizodów faworyzuje niektóre bardziej ze względu na poruszane w nich kwestie społeczne, niż na jakość fabuły samej w sobie. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć kilka tytułów z mojej puli ulubieńców, które poleciłabym osobie zaczynającej swoją przygodę z Dowodami zbrodni, aby mogła poznać serial od najlepszej strony. W kolejności chronologicznej: Maternal Instincts (seria 1), Who’s Your Daddy?, Time to Crime (seria 2), Willkommen, Colors, The River (seria 3), The War at Home, Baby Blues, Static i Shuffle, Ball Change (seria 4), Spiders (seria 5), Pin Up Girl (seria 6), Dead Heat, The Runaway Bunny oraz Methamorphosis (seria 7).

Dowody zbrodni

Dowody zbrodni z jednej strony wręcz zachwycają pomysłami, wcale nie tak typowymi dla seriali kryminalnych. Z drugiej jednak, rażą powielaniem schematów w sferach związanych z wątkami głównych bohaterów. Więc, o ile jako wieloodcinkowa opowieść o policjantach ta produkcja nie za bardzo się sprawdza, o tyle jako zbiór zamkniętych historii kryminalnych już tak. I to nawet bardzo. Dlatego jeśli intrygują was śledztwa, w których grzebanie w starych brudach i wyciąganie trupów z szafy jest podstawą, Dowody zbrodni zdecydowanie są serialem dla was. Bo czego jak czego, ale wszelkich tajemnic tu nie brakuje.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Cold Case (Dowody zbrodni)
Produkcja: Jerry Bruckheimer Television, CBS Productions, CBS Paramount Network Television, CBS Television Studios, Warner Bros. Television (w Polsce emitowany przez TVN, TVN7, Hallmark Channel i 13 Ulicę)
Typ: serial
Gatunek: kryminał
Data premiery: 28.09.2003
Liczba odcinków: 156 (7 serii)
Twórca: Meredith Stiehm
Obsada: Kathryn Morris, Danny Pino, John Finn, Jeremy Ratchford, Thom Barry, Tracie Thoms, Justin Chambers i inni

PRZEGLĄD RECENZJI
NASZA OCENA
7.0
KOREKTAMara
Poprzedni artykułOstatni klucz. Recenzja filmu Przebudzenie dusz
Następny artykułW pizzy nadzieja. Recenzja komiksu Wrapped Up Volume 1
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się 100-stronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych (http://ostatniazzielonych.pl).

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Nadia Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Nadia
Gość

Uwielbiam ten serial 🙂 jeden z lepszych jaki kiedykolwiek widziałam