1

Recenzja może zawierać spoilery.

Odcinek piąty szóstego sezonu rozpoczął się konfrontacją Sansy i Petyra, na którą czekałam od dawna. Ich rozmowa była nie tylko dobrze napisana, ale przede wszystkim bardzo poruszająca. Dopiero teraz widzimy, że Sansa wzięła przykład ze swojego dawnego nauczyciela i coraz śmielej zaznacza swoją pozycję na planszy tej niebezpiecznej gry. Liczyłam, że skoro scena otwierająca okazała się tak intensywna, reszta musi być tylko lepsza. Tym razem (mimo że rzuciły mi się w oczy pewne ujemne aspekty niektórych wątków) nie zawiodłam się.

2

Z Muru przenosimy się do Bravos, żeby zobaczyć wymianę ciosów między Aryą, a jej „trenerką”, i scena ta nie różni się od wielu innych walk, jakie stoczyły ze sobą w Domu Czerni i Bieli. Muszę przyznać, że byłam trochę rozczarowana tym, jak szybko Arya odzyskała wzrok i że z jej oślepieniem nie wiązały się żadne głębsze konsekwencje. Jak spora część fanów książki sądziłam, że utracenie wzroku przez nią to doskonała okazja, żeby, podobnie jak Bran, nauczyła się przenosić swój umysł do ciał zwierząt, na przykład Nymerii, której nie widzieliśmy od pierwszego sezonu. Tym razem jednak młoda Starkówna ma do wypełnienia kolejną misję, od której powodzenia zależy jej przyszłość. W związku z tą misją raz jeszcze wychodzimy na ulice wolnego miasta, żeby wraz z Aryą zobaczyć sztukę wystawioną przez aktorów na ulicach miasta.

3

Sceny takie jak właśnie to przedstawienie komediantów z Bravos, czy opowieść jednego z mieszkańców Królewskiej Przystani o tym, jak z jego perspektywy wyglądał marsz wstydu Cersei, dodają niesamowitej głębi i atmosfery całej historii. Poznajemy punkt widzenia społeczeństwa, zwykłych ludzi, którzy słyszeli o ważnych wydarzeniach, mających miejsce gdzieś w Westeros, z drugiej ręki i mogą nigdy nie poznać prawdy. Nie odróżniają tych „dobrych” od tych „złych”, nigdy nie poznali kulis rozgrywek politycznych tak dokładnie, jak widz oglądający Grę o tron od pierwszego odcinka.
Jak to w historii bywa: nasze dzieje pisane są przez tych, którzy zwyciężają, i mogą całkowicie różnić się od prawdy. Możliwe, że wszystko, co czytamy w historycznych podręcznikach to po prostu taki sam punkt widzenia, jaki przedstawiali aktorzy z Bravos?

4

Sceny w Mereen były przede wszystkim napisane w taki sposób, w jaki liczyłam, że będą. Nareszcie Tyrion i Varys brzmią, jak Tyrion i Varys, których pamiętam z poprzednich sezonów, a przede wszystkim robią to, do czego zostali stworzeni. Tyrion chce użyć religii jako propagandy, żeby przygotować miasto na powrót Matki Smoków. Czerwona Kapłanka, która mogłaby im w tym pomóc, wydaje się wiedzieć o wiele więcej, niż powinna. Sytuacja w Królewskiej Przystani i Stanis, który poniósł klęskę przez dobre rady Czerwonej Kapłanki, to wystarczające dowody na to, że lepiej nie dzielić się władzą z religijnymi fanatykami. Czy Lannister i Eunuch na pewno wiedzą, co robią?

5

Sporo czasu poświęcono w tym odcinku Branowi i wydarzeniom za Murem. Dzięki kolejnej wizji młodego Starka dostaliśmy odpowiedź na to, jak powstali Biali Wędrowcy. Może uznacie, że trochę się czepiam, ale mam wrażenie, że David Benioff i D.B. Weiss nie uznają widzów Gry o tron za wystarczająco inteligentnych, żeby dać im możliwość domyślania się pewnych rzeczy, spekulowania, lub wyłuskiwania odpowiedzi z samego kontekstu różnych sytuacji. Historia powstania Innych to tylko kolejny przykład nieco… leniwego pisania. Z jednej strony rozumiem, że twórcy zapewne nie chcą komplikować już i tak zawiłej fabuły, jednak podawanie nam odpowiedzi na tacy, zwłaszcza jeśli chodzi o wątek tak bardzo owiany tajemnicą i inspirujący wielu widzów i czytelników do snucia teorii, sprawia, że osobiście czuję się trochę zawiedziona. Więc tak to było? To tyle, nic więcej? Poza tym, w moim odczuciu wątek tworzenia broni masowego rażenia, która wymyka się spod kontroli i zwraca przeciwko swojemu twórcy był używany tak często i tak powszechnie, że myślałam, że nie zostanie wpleciony w Grę o tron. A jednak.

6

Teraz parę słów o wydarzeniach na Wyspach. Wprawdzie wątek Żelaznych Ludzi jest skonstruowany znacznie lepiej niż zeszłoroczny niewypał z Dorne, ale równocześnie wciąż czuję pewien niedosyt, wiążący się zwłaszcza z postacią Eurona. Od początku sezonu zapowiadał się na interesującą postać i żałuję, że na razie przedstawiany jest jak bardziej zrównoważona podróbka Ramsaya Boltona. Rozumiem, że niemożliwe jest rozbudowanie charakteru każdego bohatera, zwłaszcza drugoplanowego, bo oczywiście – czas antenowy swoje kosztuje, ale naprawdę, D&D, obetnijcie parę kwestii Dany, w których wymienia swoje niekończące się tytuły i odbierzcie kilka nudnych dialogów między Samem i jego dziewczyną, a zapewniam, że w ten sposób zorganizujecie pięć ładnych minut na wykreowanie przynajmniej niektórych aspektów charakteru Eurona Greyjoya. Pomijając ten minus: elekcja nowego króla Wysp była pełna napięcia i ciekawych zwrotów akcji i jestem ciekawa, jak potoczą się losy Yarry i jej brata.

7

Zakończenie odcinka należało do Brana… Nie chcę zdradzać szczegółów, ale powiem jedno: trudno będzie powstrzymać się od łez. Zgodnie ze słowami Trójokiej Wrony, Bran nie zostanie w jaskini na zawsze.

Reasumując, odcinek piąty zatytułowany „Drzwi” to bez wątpienia jeden z lepszych, jakie mogliśmy oglądać tej wiosny. Po finałowej scenie wiemy na pewno, że zima nadchodzi i nie ma przed nią ucieczki.

Autor: Aya

Dodaj komentarz

avatar