1

Recenzja może zawierać spoilery!

Odcinek ósmy szóstego sezonu Gry o tron był momentami za wolny, w innych miejscach natomiast – za szybki, niemniej jednak bawiłam się znacznie lepiej niż ostatnio.

„Nikt” rozpoczął się w bardzo emocjonalny sposób. Arya znalazła się pod opieką aktorki, którą wcześniej uratowała, narażając przez to własne życie. Rozmowa między nimi przypomniała mi, że Arya jest wciąż tylko dzieckiem. Dzieckiem zmuszonym do radzenia sobie w niezwykle trudnych sytuacjach, ale w jakiś sposób wciąż potrzebuje ciepła i bliskości.

2

Podobnie pożegnanie Tyriona i Varysa w dość wzruszający sposób zakończyło ich wspólną przygodę, chociaż mam wrażenie, że gdybyśmy w tym sezonie spędzili z nimi więcej czasu, ich ostatnia wspólna scena poruszyłaby mnie bardziej.
Do Mereen przybywa również ktoś od dawna tam oczekiwany, i to w samą porę. Jeśli myśleliście, że sprytny plan Tyriona, który pewnie zadziałałby w Westeros byłby skuteczny i tu, to w tym odcinku przekonacie się, że jednak nie…

3

Atak na Mereen zmusił mnie do zadania sobie pytania: czy w ogóle jest jakiś powód, aby Daenerys czy mały Lannister pozostali w miejscu, którego kultura jest im obca? Może już najwyższy czas dosiąść smoków i przeprawić się przez Wąskie Morze, dla ulgi miast żyjących z niewolnictwa i samych widzów serialu…
Tak, liczę na to, że możliwie szybko (może jeszcze w tym sezonie!) Dany ruszy na podbój Westeros, ale… czy rzeczywiście chcę widzieć ją na Żelaznym Tronie? Na chwilę obecną nie mogę powiedzieć „tak”. Możliwe, że jej kampania będzie skuteczna, ale jej rządy – nie całkiem, jak widzieliśmy w przypadku niewolniczych miast. Żałuję, że Tywin Lannister nie może zostać jej prawą ręką i przypominać od czasu do czasu, że „każdy kto musi powtarzać że jest królem, tak naprawdę nim nie jest”.
Clegane znowu atakuje – o ile w ostatnim odcinku spędziliśmy stanowczo za dużo czasu oglądając jak Ogar rąbie drewno, tym razem od razu przechodzimy do krwawej jatki z siekierą w roli głównej. Ponadto pojawiają się znajome twarze, których nie widzieliśmy od dłuższego czasu i nawet nie sądziłam, że ucieszę się na ich widok! Ich powrót może dać Sandorowi motywację do zostania częścią większej historii i koncepcja ta bardzo mi się podoba.

4

W Królewskiej Przystani nie musiałam oglądać po raz kolejny Wróbla, który podczas tego sezonu stał się bardziej człowiekiem z przemów i słów, zamiast z krwi i kości. Poza tym, po raz pierwszy od konfliktu z fanatykami religijnymi polała się krew, ale liczyłam na znacznie więcej, biorąc pod uwagę zapowiedź tego odcinka, jak również cały rozwój sytuacji, z wszystkimi rozmowami Małej Rady i napięciem na czele. No i do czego to doprowadziło? Żadna bomba nie wybuchła, może gdzieś daleko ktoś wystrzelił z pukawki, jeden raz…

5

W Riverrun dostaliśmy scenę między Królobójcą, a Brienne, na którą czekałam od niepamiętnych czasów (no dobra, od czwartego sezonu). Odkąd ostatni raz się widzieli, twórcy serialu kazali Brienne tułać się w poszukiwaniu Sansy Stark, co mnie osobiście szybko znudziło, Jaimie natomiast utrzymywał na swoich barkach (żałosny) wątek Dorne, a przez większość sezonu szóstego trochę był, trochę go nie było i nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Cała historia syna Tywina w którymś momencie się załamała i to w sposób tragiczny. Jaimie był w trakcie przemiany z człowieka, który bez wahania wypchnął dziecko przez okno, do osoby podejmującej decyzje w zgodzie ze swoim honorem i sumieniem. Oczywiście wymagało to od niego wiele bólu – musiał utracić rękę, pogodzić się z przeszłością, i ostatecznie odsunąć od Cersei. Na chwilę obecną Jaimie powrócił na pole z napisem „start”, tak jakby cała jego podróż z Brienne w sezonie trzecim, a co za tym idzie – wewnętrzna przemiana, nigdy nie miały miejsca; odcinek ósmy tylko ten smutny fakt potwierdził.

6

Oblężenie zamku, którego Blackfish nie chciał tak łatwo oddać, było całkiem ciekawie rozegrane, jednak gorzej prezentowało się zakończenie tego wątku. Jestem zawiedziona, że ktoś, kto został przywrócony do serialu i zasługiwał na znacznie godniejszą śmierć, umarł gdzieś poza ekranem i dowiadujemy się o tym z ust jednego z żołnierzy.

W poprzednim tygodniu wstrzymaliśmy oddech, kiedy jeden z zabójców z Domu Czerni i Bieli był na dobrej drodze do wykonania swojego zadania i pozbycia się Aryi Stark na dobre. Scena w Bravos z odcinka siódmego wzbudziła wiele emocji wśród fanów, a teorie dotyczące wątku Aryi zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Co jeśli Arya wyhodowała w sobie drugą osobowość, jak w Fight Clubie? – w końcu nikt nie widział Waif poza nią i Jaquenem! Może Jaquen testuje obie zabójczynie równocześnie? A może on sam przebrał się za właścicielkę Igły i postanawia swoim życiem spłacić dług wobec niej?
Nie. Niestety nie. Oczywiście – nie. Wszystkie przytoczone przeze mnie teorie brzmią logicznie (opierają się na paru całkiem dobrych argumentach, których już nie będę wypisywać, ale zachęcam do wyszukania ich] w Internecie) i bardzo ciekawie. Na tyle ciekawie, że byłam przekonana, że żadna z nich nie ziści się na ekranie. Serial zakończył ten wątek w dosyć niesatysfakcjonujący sposób, bo najprostszy z możliwych. Chociaż przyznam, że scena pościgu przez Bravos była świetnie przedstawiona i można sobie tylko wyobrazić, ile sprawiła trudu podczas kręcenia!

7

Ostatecznie odcinek ósmy zaserwował nam zakończenie paru wątków i powrót postaci, których od dawna nie widzieliśmy, lub których powrotu oczekiwaliśmy. Wciąż boli mnie fakt, że schowano wewnętrzną przemianę Jaimiego pod dywan, obok potencjału Sansy Stark z sezonu piątego, ale dalej mam nadzieję, że jest dla niego nadzieja. Już za tydzień: oczekiwana przez wszystkich bitwa bękartów. Nie można tego przegapić!

Autor: Aya

Dodaj komentarz

avatar