Krew, pot i łzy – recenzja serialu Kingdom

kingdom

Kingdom, serial stworzony na zamówienie amerykańskiego operatora satelitarnego DirecTV, wyprodukowany przez Byrona Balasco, producenta m.in. Bez śladu, był jednym z największych i najprzyjemniejszych serialowych zaskoczeń, jakie spotkały mnie w 2014 roku. Ponieważ emitowany był na niezbyt liczącym się kanale, przez wielu widzów pozostał niezauważony, zyskał sobie jednak grupkę oddanych fanów. Wyboista droga, jaką przebył, zakończyła się 2 sierpnia tego roku.

Fabuła Kingdom koncentruje się na rodzinie Kulinów prowadzącej siłownię o nazwie Navy Street, trenującej zawodników i pasjonatów mieszanych sztuk walki. Jej właścicielem jest były mistrz MMA Alvey Kulina (Frank Grillo), a w zarządzaniu pomaga mu jego znacznie młodsza dziewczyna Lisa Prince (Kiele Sanchez). Starszy syn Alvey’ego – Jay (Jonathan Tucker) – również był zawodnikiem, ale przerwał karierę, z kolei młodszy – Nate (Nick Jonas) – pod okiem ojca dopiero szykuje się do jej rozpoczęcia. W międzyczasie z więzienia wychodzi Ryan Wheeler (Matt Lauria), były chłopak Lisy i niegdysiejszy mistrz. Alvey, zdając sobie sprawę, że siłownia desperacko potrzebuje reklamy i inwestorów, decyduje się go trenować i zarządzać jego karierą.

Kingdom 01

Pierwsza seria była znakomitym dramatem sportowym, w którym idealnie wyważono proporcje pomiędzy „dramat” a „sportowy”. Walki i treningi mieszały się z problemami rodzinnymi, a wszystko zostało poprowadzone przez scenarzystów tak, że nie pozostawiono miejsca na nudę czy przestoje w akcji. Sprawiało to, że kolejne odcinki chłonęło się z niesłabnącym zainteresowaniem, w efekcie czego całą serię, liczącą zaledwie dziesięć odcinków, można było połknąć jednego dnia. Finał pozostawiał ogromny niedosyt, sprawiając, że druga seria była jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie serialowych wydarzeń 2015 roku – zaraz obok kolejnych odsłon Gry o tron, Sposobu na morderstwo i premiery Daredevila. No i nastała druga seria, licząca dwadzieścia odcinków podzielonych na dwie transze, emitowane w 2015 i 2016. Pierwsze dziesięć odcinków tej serii było tak nudne, a serial tak bardzo zatracił swój klimat, że całkowicie porzuciłem oglądanie go, zakładając, że tego trupa nie da się już reanimować.

Dopiero kiedy trzecia seria zbliżała się ku końcowi, siostra namówiła mnie, żebym mimo wszystko obejrzał do końca, bo rzekomo od drugiej połowy drugiej serii serial wrócił do formy. I rzeczywiście, gdzieś odeszły ta nuda i rozlazłość. Ta transza odcinków miała nieco inaczej rozłożone akcenty, koncentrując się bardziej na dramacie, a mniej na sporcie, ale mimo wszystko potrafiła utrzymać przed ekranem. Trzecia seria dla odmiany uderzyła w jeszcze inne tony, stała się bardziej, powiedzmy, „mroczna”, i również nie pozwalała się oderwać. Koniec końców Kingdom jako całość uważam za serial dobry, mający swoje niezaprzeczalne plusy, ale niestety też trochę wad, które sprawiają, że nie był to aż taki killer, jakim mógłby być.

Kingdom 02

Zacznijmy może od tego, co zagrało znakomicie: obsady. Główną rolę gra tutaj Frank Grillo, który wypada bardzo dobrze, ale mam wrażenie, że największą „gwiazdą”, haczykiem zachęcającym do oglądania, był Nick Jonas. Co ciekawe, Grillo początkowo stwierdził, że nie ma opcji, żeby Jonas wystąpił w serialu i powiedział, żeby nawet nie przychodził na casting. Chłopaczek z boysbandu jednak przyszedł i wykosił konkurencję, Grillo nie widział w roli Nate’a nikogo innego. Jonasa można nie lubić, ale trzeba przyznać, że poradził sobie świetnie. Przypadła mu w udziale postać raczej stoicka i opanowana, rzadko się uśmiechająca, więc ograniczony warsztat aktorski Jonasa nie był tutaj wadą – pasował wprost idealnie do zamkniętego w sobie chłopaka z problemami. Ale to nie Jonas jest królem tego królestwa – ten tytuł należy się Jonathanowi Tuckerowi, wcielającemu się w Jaya. Bezbłędnie udało się oddać wszystkie emocje, które targały jego postacią – gniew, smutek, namiętność, zazdrość…

Największym problemem serialu, począwszy od drugiej serii, jest natłok postaci i wątków, nierzadko mało interesujących, które odbierają czas antenowy potencjalnie ciekawszym wydarzeniom i bohaterom. Dodatkowo scenarzyści dość często nie potrafią takich wątków sensownie zamknąć. W drugiej serii do głównej obsady dołączyła niejaka Alicia, z którą można było się zżyć przez dwadzieścia odcinków po to tylko, żeby na koniec serii usunąć ją ze scenariusza w mało przekonujący sposób. W trzeciej wprowadzono postacie Kayli i Dominica, moim zdaniem mało interesujące i wepchnięte chyba na siłę. Ich wątki nie doczekały się jednak żadnej satysfakcjonującej konkluzji, ponieważ twórcy nie przewidzieli, że serial zostanie skasowany. Postacie te więc stały się zapychaczami, których obecność w serialu tak naprawdę była zupełnie zbędna.

Kingdom 03

Inną bolączką jest niewykorzystany potencjał postaci Nate’a, który ukrywa przed rodziną swój homoseksualizm, obawiając się, że może on przekreślić jego szanse na zawodowstwo. Był to bez wątpienia jeden z największych „haczyków” serialu, o którym szeroko rozpisywano się w Internecie. Sam Grillo przyznał w jednym z wywiadów, że Kingdom i Nate stanowią znakomity pretekst do poruszenia tematyki homoseksualizmu w świecie sportu, który „jest pod tym względem zacofany”. No i prawda, wątek Nate’a był jednym z bardziej interesujących, sama postać sympatyczna i jako jedyna z rodziny Kulinów nie miała autodestrukcyjnych zapędów. Nigdy jednak nie udało jej się przedrzeć na pierwszy plan – bywały odcinki, w których w ogóle się nie pojawiał, często służył jako tło do rozbudowywania wątków innych bohaterów. Sam Nate nigdy jednak nie zyskał tyle czasu antenowego, co Ryan czy Jay, a jego wątek, mam wrażenie, był traktowany po macoszemu. Zadziałało to chyba na takiej zasadzie, że twórcy uznali, iż ciekawym rozwiązaniem będzie poruszenie takiej tematyki, ale nie bardzo wiedzieli, jak to ugryźć.

Do wad zaliczyć można również okazjonalną rozlazłość. Jak wspomniałem wcześniej, pierwsza połowa drugiej serii była dość nudna i pełna mało interesujących, przeciąganych ponad miarę scen. W kolejnych dwudziestu odcinkach element ten ograniczono, ale nie zniknął on całkowicie. W dalszym ciągu zdarzały się więc przydługie i, przynajmniej moim zdaniem, niepotrzebne ekspozycje postaci, które miały chyba łopatologicznie wyjaśnić widzom coś, co doskonale wiedzieli, bo bohaterowie co i rusz o tym rozmawiali.

Kingdom 04

Pod względem technicznym serial jest jednak bardzo dobry. Dobrze zagrany, ze świetnie dobranymi lokacjami, znakomitą licencjonowaną muzyką jako tło. Niezłe były choreografie walk, a twórcy starali się, żeby nie były one takie same, toteż w miarę możliwości próbowali z różnymi kątami kamery, żeby każdy pojedynek w klatce był jak najbardziej ekscytujący, albo eksperymentowali z takimi elementami jak chociażby krew pozostająca na obiektywie kamery po tym, kiedy uderzony zawodnik zaczął krwawić. Pewną niedoskonałością jest to, że początkowo twórcy nie wiedzieli chyba do końca, do jakiej grupy wiekowej chcą skierować swoją produkcję. Chociaż bohaterowie co i rusz rzucali „fuckami”, to przemoc nie była zbyt dosadna, a sceny seksu zrealizowane w taki sposób, że spokojnie przeszłyby w filmie z kategorią wiekową PG-13. Dopiero pod koniec serial dostał pazura, stał się brutalniejszy i „seksowniejszy”.

Kingdom to serialowy roller-coaster. Zaczyna naprawdę wysoko, opada gwałtownie w dół, a potem znów się podnosi, chociaż już nie na taką wysokość, z jakiej zaczynał. Tym niemniej jest to sprawnie zrealizowany dramat z elementami sportowymi. Może pochwalić się naprawdę dobrą obsadą, niezłą realizacją i postaciami, które zawsze będą wzbudzać emocje. Raz możecie je kochać, kiedy indziej nienawidzić, ale nie pozostawią Was obojętnymi. Chociaż pierwsza połowa drugiej serii to droga przez mękę, warto ją przeboleć i obejrzeć serial do końca. Jeśli lubicie dramaty sportowe, krew, pot, łzy, spoconych walczących facetów i produkcje o problemach rodzinnych, istnieją spore szanse na to, że się Wam spodoba.

Kingdom 05

Szczegóły:

Tytuł: Kingdom
Stacja telewizyjna: Audience Network
Odcinki: 40 × 45-60 min
Pierwsza emisja: 8 października 2014-2 sierpnia 2017
Główne role: Frank Grillo, Kiele Sanchez, Matt Lauria, Jonathan Tucker, Nick Jonas, Joanna Going, Natalie Martinez

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.