Legion-16

Schizofrenia (stgr. σχίζειν, schizein, „rozszczepić” i stgr. φρήν, φρεν-, phrēn, phren-, „umysł”) – zaburzenie psychiczne zaliczane do grupy psychoz, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości. Osoby będące w stanie psychozy mają poważnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogą nie być do niej zdolni. Schizofrenia ma bardzo zmienny przebieg i różne jej objawy mogą dominować w zależności od osoby. Początek zaburzenia występuje najczęściej we wczesnej dorosłości, dotykając 0,4-0,6% populacji. Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą współcześnie dostępnych badań laboratoryjnych.
[1]

Legion-17

Po pierwsze: obejrzyjcie serial. Zróbcie to, nawet jeśli nie jesteście fanami komiksu. Obejrzyjcie go, zwłaszcza jeżeli nie jesteście fanami komiksu jako medium czy formy sztuki. Nic, co tutaj napiszę, nie zastąpi Wam tego doświadczenia. Fox ma ostatnio doskonałą passę jeśli chodzi o filmowe produkcje. Wytwórnia długo odstawała na tle konkurencji, ale wreszcie złapała rytm i zaczyna nadrabiać straty. Wystarczy zobaczyć Deadpoola czy Logana: Wolverine’a. To filmy nowe, świeże, stanowiące zupełnie inną jakość. Nie ma znaczenia, czy jesteś fanem kina superbohaterskiego – to po prostu dobre filmy, dlatego zanim zaczniesz czytać tę recenzję, obejrzyj Legion. Warto.

Jeżeli dalej tu jesteś i czytasz ten tekst, zakładam, że nie byłeś na tyle nierozważny i skorzystałeś z mojej rady: obejrzałeś serial. Jeżeli nie, możesz winić tylko siebie. Zostałeś ostrzeżony. Mówię to szczerze: Legion jest jednym z najlepszych seriali dekady. Wszystko dlatego, że najnowsza produkcja Foksa jest tak rewolucyjna, że nawet trudno to opisać słowami – to trzeba zobaczyć. Studio dołączyło do wyścigu bardzo późno, ale zdecydowanie ma przed sobą najlepszy okres. Legion jest odważny, burzy wszystkie schematy, przesuwa granice gatunku. To ważne – ten serial jest inny od wszystkich dlatego, że kreatywnie podchodzi do konwencji. Oczywiście jest to spowodowane wnioskami, jakie Fox wyciągnął z wcześniejszych filmowych produkcji studia 20th Century Fox, które na tle dokonań konkurencji były klapą. Sytuację zmienił dopiero niewątpliwy sukces Deadpoola w ubiegłym roku. Ten film pokazał, że produkcje ze stajni Fox mają szansę na rynku, a odważne decyzje marketingowe przynoszą ogromny zwrot w postaci zysków finansowych. Oczywiście nie obyło się bez potknięć na nowo obranej drodze, bo tak należy traktować X-Men: Apocalypse, ale wraz z powrotem do sprawdzonej formuły za sprawą Logana, znów jesteśmy na właściwej drodze. Czemu to wszystko jest ważne w kontekście serialu? Otóż Legion jest opowieścią o jednym z najpotężniejszych mutantów klasy Omega. Jednak nigdzie we wczesnej fazie promocji nie użyto typowych narzędzi marketingowych, żeby uniemożliwić odbiorcy zaszufladkowanie serialu. I bardzo dobrze.

Legion-14

Legion miał być bowiem serialem takiego typu, który nie ma swojego odpowiednika na rynku w ramach szybko rozwijających się produkcji superbohaterskich. Miał nie być przeznaczony jedynie dla fanów komiksu. Jeżeli studio chce przyciągnąć nowych widzów, a co za tym idzie – zwiększyć potencjalne zyski – musi sięgać również do grup społecznych spoza ustalonej widowni. Za produkcję Legionu odpowiedzialny jest sztab ludzi i to im należą się gratulacje. Po pierwsze za to, że udało im się stworzyć serial o superbohaterach, który nie musi używać mocno zużytej marki X-Men do promocji. Po drugie za to, że faktycznie udało się im stworzyć serial, którego jeszcze nie było na rynku: „a deconstruction of a villain… and a love story”[2]. Możesz wraz z bohaterem odbywać najdziwniejszą podróż życia, wyruszyć w głąb króliczej nory wprost do Krainy Czarów. Jeżeli jesteś uważnym czytelnikiem, pewnie nie umknął Ci ten niewyraźny tekst na samym początku recenzji, pisany strasznie małą czcionką. Oglądanie Legionu jest bowiem jak niezwykła podróż pełna zakrętów. Na każdym kroku musisz być niezwykle czujny, jest to najbardziej surrealistyczny serial jaki widziałem. To zdecydowany plus całej produkcji. Twórcy nie zdecydowali się na pójście utartą, bezpieczną drogą, co czyni ten serial nie tylko ciekawym, co wręcz niezwykle wiernym ideałom komiksowego pierwowzoru.

Legion-4

David Haller/Legion jest postacią stworzoną przez Chrisa Claremonta i Billa Sienkiewicza – dwóch twórców komiksowych, którzy za życia stali się legendą. Serial niewątpliwie czerpie garściami z ich dorobku. Claremont jest odpowiedzialny za wprowadzenie do komiksów Marvela w latach 70. ubiegłego wieku dużo dojrzalszych wątków niż te, do których przyzwyczaił nas Stan Lee. Bill Sienkiewicz jest klasą samą w sobie i artystą z jednym z najbardziej rozpoznawalnych stylów, jaki możemy obserwować w komiksie. To dzięki niemu medium zyskało nowe oblicze, które nigdy nie było z nim kojarzone, jak chociażby wykorzystanie fotografii, kolażu czy innych technik. Psychodeliczny charakter prac grafika mocno wpłynął na kształt postaci oraz serialu. Sam Sienkiewicz jest wiernym fanem najnowszej produkcji Foksa i aktywnie śledzi jej losy, korzystając z różnych form przekazu, żeby okazać swoje poparcie dla tytułu. Zachęcam wszystkich fanów serialu, żeby zaczęli obserwować jego Twitter bądź profil na Facebooku. To nadaje zupełnie nową perspektywę i intensyfikuje doświadczenie. W ramach medium komiksowego nie ma lepszej formy uznania dla tytułu niż uznanie oryginalnych twórców. Tym bardziej, że zdarza się to w tym przemyśle tak rzadko. Nikt nie lubi przecież oddawać swojego dziecka w cudze ręce. Cieszy więc, że Sienkiewicz jest tak aktywnym członkiem społeczności fanów serialu.

Ma do tego konkretny powód: nie dość, że oprawa wizualna jest wierna duchowi jego prac, to dodatkowo zapiera dech w piersiach. Legion estetycznie jest ucztą dla oczu, która składa niemy hołd nie tylko Sienkiewiczowi, ale też pracy innych wielkich artystów, w tym przede wszystkim Davida Lyncha. To arcydzieło w dziedzinie kompozycji, pracy z kolorem, rozwiązań koncepcyjnych czy synergii wynikającej z zestawienia tych wszystkich elementów. Dodatkowo robi to w sposób subtelny i, wydawać się może, pozbawiony wysiłku. Wszelkie surrealistyczne elementy są tutaj tak niezwykle naturalne, że nie sposób ich kwestionować. Nie ma znaczenia, czy mówimy o szpitalu psychiatrycznym, groteskowych scenach mordu czy psychodelicznej latarni morskiej. To złudzenie udaje się utrzymać przez wszystkie osiem odcinków i jest tak silne, że odbiorca wraz z postaciami kwestionuje założenia rzeczywistości. Nikt nie jest w stanie ocenić, co jest prawdziwe, a co nie. Wszyscy bowiem uczestniczą w szaleństwie Davida – a to świadczy, że serialowi udało się przekroczyć granice rzeczywistości. Udało mu się zburzyć kolejną ścianę pomiędzy odbiorcami a sztuką, po raz kolejny skrócić dystans, pozwalając nam, fanom, w pełni zanurzyć się w tym doświadczeniu.

Legion-43

Niewątpliwie Legion jest serialem trudnym. Nie ucieka się do banalnych rozwiązań, porusza drażliwe i niewygodne tematy. Robi to z premedytacją, intensyfikując każdy element do niewyobrażalnych rozmiarów. Powtarzające się sekwencje i zmiany kadrów tylko potęgują wrażenie osaczenia. Wybór tematów – od przemocy, poprzez choroby psychiczne, depresje, problemy narkotykowe, wybuchy agresji, aż do rozważań na temat seksualności – nie daje nam wytchnąć. Po raz kolejny powiem: i bardzo dobrze. Wędrujemy bowiem po umyśle człowieka, który jest niezwykle nadwrażliwy i chory. Mimo całej sympatii do postaci Davida, musimy pamiętać, że nie jest to historia o superbohaterze. Jest to historia złoczyńcy, a jeżeli tego nie dostrzegamy, to znaczy, że może być dla nas za późno. Legion bowiem posiada niezwykłą moc. I nie chodzi tu o to, że jest to kolejny mutant, którego potęga wykracza daleko poza nasze wyobrażenie. Chodzi o to, w jaki sposób ten człowiek jest nam przedstawiony, jak wygląda świat z jego perspektywy i w jak subtelny sposób wpływa ta perspektywa na nas. To jest prawdziwa siła Legionu, jego prawdziwa moc. To, że pod koniec serialu identyfikujemy się z największym złoczyńcą, jednym z najgroźniejszych wrogów X-Men i że chcemy wierzyć w to, że to przeczucie, które odczuwamy, jest prawdziwe. Chcemy wierzyć, że David jest dobrym człowiekiem, że jest ofiarą, a wszelkie zło zostało z niego wygnane. Tak wygląda dobrze wykonana dekonstrukcja postaci złoczyńcy. Wierzymy, że zło jest dobre.

Tak naprawdę, po poprzednim akapicie mógłbym zakończyć recenzję. Jeżeli nie przekonałem Was do tej pory i potrzebujecie dodatkowych powodów, żeby obejrzeć serial, równie dobrze możecie przejść niżej, do sekcji z plusami i minusami. Jest jednak jeszcze jedna sprawa: mutant klasy Omega jest istotą, która wymyka się klasyfikacji. Jest tak potężny, że jego moc nie ma wyraźnych ograniczeń. Jest bogiem. Spróbujcie zamknąć boga w jakiekolwiek ramy, pokazać jego moc. Z samej swej definicji nie jest to możliwe, albo przynajmniej jest niezwykle trudne. Legion robi to właściwie. Co więcej, robi to przy użyciu prostych narzędzi, subtelnie, nie popadając w przesadę. Nie wykorzystuje nachalnie techniki, która odpowiada za dzisiejszą magię kina. Wszystko osiąga ciężka pracą, dobrym kadrowaniem i ogromnym warsztatem. Wszyscy ci, którzy pracują nad kinem superbohaterskim, powinni obejrzeć ten serial. To byłaby dla nich cenna lekcja, być może najcenniejsza dla ich przyszłej kariery.

Legion-56

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Legion
Dystrybytor: 20th Television
Stacja telewizyjna: FX/FOX
Typ: Serial
Gatunek:Science fiction, Psychological thriller, Psychological horror, Drama, Superhero fiction
Data premiery: 08.02.2017
Twórca Noah Hawley
Obsada: Dan Stevens, Rachel Keller, Aubrey Plaza, Bill Irwin, Jeremie Harris, Amber Midthunder, Katie Aselton, Jean Smart
Liczba odcinków: 8

NASZA OCENA
10/10

Podsumowanie

Plusy:
+ najlepszy serial o superbohaterach na rynku
+ nie tylko dla fanów komiksów
+ dobra opowieść obyczajowa osadzona w świecie superbohaterów
+ nawiązania do klasyki gatunku i wierność duchowi oryginału
+ ambitne rozwiązania intertekstualne i przekraczanie granic rzeczywistości
+ doskonała narracja obrazem wraz z całą stroną wizualną
+ dojrzałe poruszanie trudnych, ciekawych tematów
+ warsztat kinematograficzny
+ przekraczanie granic gatunku
+ odważne decyzje marketingowe
+ wymykająca się opisowi warstwa fabularna
+ klasyczna dekonstrukcja bohatera i nawiązanie do monomitu

[1]Pamiętacie wszystkie te małe pomarańczowe buteleczki z lekarstwami, które widzimy w amerykańskich serialach? Traktujcie ten wstęp własnie w ten sposób, przecież wszyscy wiemy, że nikt ich nie czyta. Nie ma więc, znaczenia że część jest napisana w obcym języku. I tak wszyscy wiemy, że jesteście tu tylko po tabletki.

[2]Hej, jeżeli dotarłeś już tak daleko, możesz równie dobrze spojrzeć tutaj, przecież wszyscy wiemy, że Patrick Stewart pożegnał się z franczyzą. Dlatego ten wywiad i wszystkie informacje muszą być kłamstwem: „Legion: X-Men Producer on How Professor X Fits in and Future TV Plans”. Nie zawracaj sobie nim głowy, na pewno nic co tutaj napisali nie stanie się prawdą.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Agrest Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Agrest
Gość
Agrest

Świetnie napisana recenzja. W zupełności zgadzam się z panem Rafałem, bo ten serial jest, jak mutanci poziomu omega – wymyka się poza nasze wyobrażenie na temat wieloodcinkowych produkcji telewizyjnych. Szczerze mówiąc: sam bardzo sceptycznie podchodziłem do niego, bo nie lubiłem i nie “trawiłem” jakichkolwiek produkcji sygnowanych logiem Marvela. Uważałem, że komiksy i historie przedstawione nam – czytelnikom i widzom(w sumie, można też nas nazwać konsumentami, którzy bardziej cenią sobie rozrywkę niż powód do myślenia)są proste i niekoniecznie ładne. No cóż: po obejrzeniu pierwszego odcinka zmieniłem swoje podejście do tej wytwórni. “Legion”, jako serial bardzo mi się spodobał i skłonił do… Czytaj więcej »