Żeby zmienić zachowanie i system wartości człowieka oraz otworzyć jego zalepione egoizmem oczy na rzeczy inne niż własne odbicie w lustrze, trzeba naprawdę radykalnych działań. Niektóre przypadki są na tyle ciężkie, że pomóc może dopiero wywrócenie rzeczywistości do góry nogami.

Imprezy z okazji 36. urodzin potrafią być niezwykle nieprzyjemne, przykre i dołujące. W końcu czas, gdy z przodu będzie królowała „czwórka”, zbliża się wielkimi krokami, a wspomnienia cudownej i beztroskiej „dwudziestki” zaczynają zacierać się w pamięci. W zasadzie to już niemal połowa ziemskiej drogi, której ostatnim przystankiem (w najlepszym przypadku) będą wiecznie zielone pastwiska. Nadii więc w obecnej sytuacji wcale nie jest do śmiechu. Tym bardziej że zważywszy na jej, niesłabnące mimo wieku, zamiłowanie do papierosów, alkoholu, przygodnego seksu oraz wszelkich środków odurzających, linia mety może być znacznie bliżej, niż życzyłaby sobie solenizantka. Ratunkiem w takiej sytuacji może być wyparcie. Dlatego Nadia hołduje zasadzie, że ma tyle lat, na ile się akurat czuje. Jej życie jest niedojrzałe, wulgarne, nieodpowiedzialne, niezdrowe i nieprzyzwoite. Unika ona odpowiedzialności, stałych związków, a przyjaciół darzy egoistyczną miłością. Jest osobą toksyczną i destruktywną zarówno dla siebie, jak i dla otaczających ją ludzi. Życie postanawia nagrodzić ją stosownie do zasług. Kobiecie spełnia się marzenie, które mogłoby ucieszyć ją dziesięć lat temu. Zostaje ona na swojej urodzinowej imprezie i za każdym razem, gdy umrze (a zdarzać jej się to będzie naprawdę często) wróci na nią cała i zdrowa.

Motyw Dnia Świstaka w kinie przewijał się bardzo często. W Śmierć nadejdzie dziś Tree musiała zmierzyć się z mordercą w masce uroczego bobasa, Tom Cruise w Na skraju jutra próbował rozgryźć ofensywę obcych, a dla Jess Piąty Wymiar w ramach kary za bycie złą matką zmienił się w niekończące się piekło. Działanie takiej pętli jest już nam doskonale znane. Główni bohaterowie, niczym postaci przechodzące po raz kolejny ten sam poziom gry, muszą odnaleźć rozwiązanie w nieustannie powtarzającym się schemacie. Dni wyglądają identycznie, a każdy wcześniej czy później otrzyma linię dialogową, w której będzie uprzedzał wypowiedź swojego rozmówcy. Zabawę z restartującym się czasem można rozegrać na różne sposoby. Raz bywa zabawnie, raz przejmująco innym razem strasznie, jednak pojawia się pytanie, jak długo można do tego wracać?

Russian Doll ze swoimi dwudziestopięciominutowymi odcinkami, niedojrzałą i komiczną w swym stylu bycia bohaterką oraz obietnicą licznych zgonów zapowiada komediowy spektakl czarny niczym serce samego Lucyfera. Serial jednak zasady działania Dnia Świstaka ma głęboko w norce. Upycha je zaraz obok pierwszego wrażenia, jakie zrobi, produkcja nie jest bowiem tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka. Początkowo wszystko jest idealnie absurdalne i komiczne. Nadia zalicza pierwszy, tym razem permanentny (w pewnym sensie) zgon i ląduje z powrotem na imprezie. Mózg, mimo ciężaru życiowo-alkoholowego, zwraca kobiecie uwagę, że coś tu mocno nie gra i podsuwa jej pierwsze rozwiązanie: stara, coś jest nie tak z twoimi dragami. To dopiero pierwszy raz, gdy serial zasugeruje nam, że niekoniecznie mamy do czynienia ze zwykłą pętlą. Robi się coraz zabawniej, chociaż Nadia czasem może irytować swoim zachowaniem. Jednak z każdym odcinkiem śmiejemy się już coraz rzadziej.

Serial zaczyna dryfować na międzygatunkowych wodach. Odbija się od czarnej komedii, by coraz wyraźniej podpływać w stronę dramatu, dając się z czasem znieść w okolice horroru. Oprócz zgonów śmiesznych są też przerażające. Pomiędzy sekwencjami przygłupich dialogów kręcą się przykre retrospekcje w przyblakłych kolorach, by na kilka chwil ustąpić miejsca koszmarowi rodem z psychologicznego filmu grozy. Russian Doll nie ma zamiaru bawić widza. Oczywiście będziemy mieli okazję zaśmiać się częściej niż tylko na początku, nowa produkcja Netfliksa pod płaszczykiem fantastyki i czarnej komedii opowiada jednak przede wszystkim historię dwójki złamanych ludzi, ich pełnej kontrastów przyjaźni oraz próby wyciągnięcia wniosków z przeszłości.

Dwójki, ponieważ Nadia w trakcie rozwiązywania zagadki restartującego się życia spotyka Alana zmagającego się z tym samym problem. Oboje są swoimi całkowitymi przeciwnościami. Zupełnie odmienni, wyrwani z innych światów i mający zupełnie inne problemy. Normalnie by się nie spotkali, a nawet gdyby, to najwyżej minęliby się na ulicy i o sobie zapomnieli. Ich relacja jest jaskrawa, całkiem komiczna, lecz również pełna ciepła. Oboje wyczuwają, że mogą być dla siebie brakującymi elementami układanki. Tyle tylko, że bagaże życiowych doświadczeń utrudniają im komunikację. Nam natomiast dane jest obserwować, jak (bardziej po omacku niż z premedytacją) naprawiają samych siebie, próbując pomóc temu drugiemu. To właśnie w tym miejscu okazuje się, czym jest (lub może być) tytułowa matrioszka. To podróż do swojego własnego wnętrza, dotarcie na sam koniec i próba poskładania się ponownie w całość, warstwa po warstwie.

Dużo czasu zajmie nam próba rozszyfrowania, z czym bohaterowie mają do czynienia. Alternatywne rzeczywistości, równoległe czasy, zbyt mocne narkotyki, a może po prostu czyściec dla niedoskonałych dusz? Nawet jeżeli Nadia oglądałaby Dzień Świstaka z Billem Murrayem, niewiele by jej to dało. Zbyt wiele rzeczy się nie zgadza. Jednoznacznych odpowiedzi i rozwiązań nie dostaniemy podanych na tacy. Interpretacji wydarzeń będziemy musieli w dużej mierze doszukać się sami. Dlatego jeżeli szukacie rozrywki w oglądaniu niedojrzałej wariatki, która podczas walki z „tykającym zegarem” będzie umierała na coraz głupsze sposoby, koniecznie zmieńcie imprezę.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Russian Doll
Produkcja: 3 Arts Entertainment, Jax Media, Netflix
Reżyseria: Leslye Headland, Natasha Lyonne, Amy Poehler
Występują: Natasha Lyonne, Charlie Barnett, Rebecca Henderson, Greta Lee i inni
Typ: Serial
Gatunek: Czarna Komedia, Dramat, Psychologiczny
Data premiery: 01.02.2019

PRZEGLĄD RECENZJI
Nasza Ocena
8.0
KOREKTALilavati
Poprzedni artykułSATYRYCZNA UMOWNOŚĆ. Recenzja komiksu Złota kolekcja, tom 1
Następny artykułTam, gdzie King mówi dobranoc. Recenzja serialu Castle Rock
Wojciech
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

Dodaj komentarz

avatar