Salem

Procesy „czarownic” w Salem, podczas których miłujący Boga purytanie zamordowali dwadzieścia niewinnych kobiet, skazując je za uprawianie czarów, pozostają wydarzeniem żywym w świadomości ludzi aż do dziś. Po motyw ten chętnie sięgają pisarze i scenarzyści, w tym m.in. twórcy Salem – pierwszego serialu produkowanego dla stacji telewizyjnej WGN America, którego emisja zakończyła się przed kilkoma dniami. Czy ten, kto dotychczas nie zainteresował się tą produkcją, powinien nadrobić zaległości?

Wielka miłość Mary Sibley i Johna Aldena zostaje przerwana, kiedy ten wyrusza na wojnę króla Wilhelma, obiecując, że wróci nie później niż za rok. Czas jednak mija, John nie wraca, a brzuch Mary, noszącej jego dziecko, robi się coraz większy. Mieszkająca w rządzonym przez purytanów Salem kobieta narażona jest na napiętnowanie jej symbolem nierządnicy, dlatego – chcąc tego uniknąć i wierząc, że jej ukochany zginął na wojnie – za namową swojej służki Tituby postanawia usunąć dziecko i oddać je diabłu, w zamian za co zyskuje magiczne moce. Z czasem Mary wychodzi za burmistrza miasteczka i niewoli go, przejmując faktyczną władzę nad Salem i knując spiski, mogące mieć katastrofalne konsekwencje. Kiedy miasteczko ogarnia szaleństwo wieszania niewinnych kobiet, które za sprawą Mary i pozostałych czarownic zostają oskarżane o uprawianie czarów, powraca John.

Chociaż osobiście nie miałem najmniejszych problemów z obejrzeniem wszystkich trzydziestu czterech odcinków Salem, w ogóle się przy tym nie nudząc, to jednak część moich znajomych serialfilów odpuściła sobie najpóźniej w drugiej serii. Dobrze widać to zresztą w wynikach oglądalności – premierowy odcinek obejrzało w Stanach Zjednoczonych półtora miliona widzów, a finał pierwszej serii nieco ponad czterysta tysięcy. Przyczyną tego może być fakt, że serial rozkręca się dość mozolnie, a bohaterów początkowo trudno może być polubić. Mary, chociaż świetnie zagrana przez Janet Montgomery, przez pewien czas jest postacią, do której trudno wykrzesać chociaż odrobinę sympatii, John jest dość nudny, a pozostali bohaterowie pazury pokazują dopiero później. Nie trudno się więc dziwić, że otrzymując na dzień dobry coś takiego, wielu widzów bardzo wcześnie spasowała.

Pierwsza transza dodatkowo cierpi na wyraźny „kryzys tożsamości” – twórcy nie wiedzieli chyba, czy bardziej chcą iść w horror, czy w dramat romantyczny, a chociaż próbowali stworzyć serial poważny, to przez niektóre rozwiązania fabularne potrafił on setnie rozbawić. Dopiero w drugiej serii całość została jako tako naprostowana – twórcy uznali prawdopodobnie, że warto jednak będzie pójść w stronę campu, aniżeli silić się na powagę, co wyszło serialowi na dobre. I chociaż dalej była to mieszanka horroru, dramatu i romansu, a scenariusz w dalszym ciągu raził idiotyzmami, w takiej konwencji było to znacznie bardziej strawne.

Salem

Serial co prawda odnosi się do wydarzeń historycznych i, podobnie jak chociażby Assassin’s Creed, wśród bohaterów umieszcza prawdziwe osoby, które w jakiś sposób były powiązane z procesami czarownic w Salem, przedkłada jednak własny scenariusz nad trzymanie się takich nieistotnych szczegółów jak to, kiedy kto umarł. Takie bardzo luźne potraktowanie historii sprawia jednak, że w zasadzie otrzymujemy serial o girl power, w którym większość najważniejszych graczy to kobiety – żony czy córki wpływowych mężczyzn, potężniejsze o tyle, że są czarownicami. A chociaż przez większość czasu bywają bezwzględne, to mimo wszystko pozostają ludźmi, którym szyki bardzo poważnie mogą pomieszać sprawy sercowe.

Salem

WGN America nie jest dużą ani nawet średnią stacją telewizyjną – to taki amerykański odpowiednik naszego Pulsu. Nie dziwi więc, że Salem nie posiadało ogromnego budżetu, ale na uwagę zasługuje fakt, że nie jest to produkcja kiczowata – przynajmniej nie pod względem technicznym (fabularnie to już inna sprawa=. Stworzone na potrzeby serialu miasteczko i kostiumy są urokliwe, a ograniczenie CGI do minimum na rzecz praktycznych efektów specjalnych wyszło całości na dobre. WGN starało się stworzyć serial w stylu HBO czy Showtime, pełny seksu, nagości i brutalnej przemocy, co udało się przyzwoicie. Całość okraszono niezłą muzyką, w tym m.in. utworem „Cupid Carries a Gun” Marilyna Mansona, pełniącym rolę motywu przewodniego i napisanego po części właśnie pod serial.

Spisują się również aktorzy – chociaż najjaśniej błyszczy tutaj Janet Montgomery, to trudno odmówić czegokolwiek Tamzin Merchant, Sethowi Gabelowi czy Ashley Madekwe. Obsada główna uzupełniona jest takimi nazwiskami jak Lucy Lawless, Stephen Lang czy Marilyn Manson we własnej, nieucharakteryzowanej osobie. W zasadzie jedyny aktor, który przez cały czas irytował i mało przekonującym aktorstwem rujnował wszystkie sceny ze swoim udziałem, był Oliver Bell – obecnie dwunastoletni. Powierzenie tak ważnej roli dziecku, które jeszcze nie opanowało porządnie sztuki aktorskiej, niestety zaszkodziło serialowi.

Salem

Salem z całą pewnością nie jest serialem, który zapisze się w historii telewizji i który zapamiętacie na długo. Niewykluczone, że przestaniecie go oglądać po kilku odcinkach, ponieważ pierwsza seria rozkręca się powoli i nie do końca wie, w jakim kierunku chce podążać. Scenariusz pełny jest różnych idiotyzmów, ale od momentu, kiedy twórcy stwierdzili, że wolą iść w kierunku campu i podkreślali tę campowość, można przymknąć na to oko i traktować tę produkcję jako jedno wielkie guilty pleasure. Mimo wymienionych wad, w ogólnym rozrachunku jest to nieźle zrealizowany i zagrany serial, któremu warto dać szansę i nie zrażać się początkowymi odcinkami, bo z czasem powinno być lepiej i może nawet zauroczyć.

Podsumowanie
7/10

Nasza ocena

Plusy:
+ obsada aktorska (za wyjątkiem Olivera Bella)
+ rzetelna realizacja
+ muzyka
+ praktyczne efekty specjalne
+ seks, przemoc i Marilyn Manson

Minusy
– mnogość naprawdę idiotycznych wątków
– zanim się rozkręci, możecie już go rzucić w diabły
– początkowo cierpi na „kryzys tożsamości”

Sending
User Review
0 (0 votes)

Dodaj komentarz

avatar