Śmierć pod palmami

Polskie kanały BBC od paru ładnych lat wydają się mocno niekochanymi dziećmi brytyjskiego nadawcy. Z rzadka zaszczycane są obecnością naprawdę gorących nowości, a jednocześnie z niewiadomych przyczyn nie mogą liczyć na autentyczną klasykę. W efekcie zazwyczaj kończą jako śmietniki na seriale wątpliwego sortu i powtórki tych samych produkcji do znudzenia. Zazwyczaj. Bo jednak zdarzają się okresy, w których pośród barachła można odnaleźć prawdziwe perełki. Właśnie tak odkryłam recenzjowany już przeze mnie na łamach NTG serial Nowe triki. Jak również inną produkcję odcinkową, którą polubiłam równie mocno i którą chciałabym zająć się dzisiaj. Dość podobną klimatem do Trików, choć w nieoczywisty sposób. Oto Śmierć pod palmami, czyli oryginalnie Death in Paradise, ale polski tytuł lepiej oddaje klimat całości.

Witajcie na fikcyjnej wyspie Saint Marie położonej w zupełnie niefikcyjnym archipelagu Karaibów. Słońce, plaża, zimne drinki… Kto nie marzy o podobnych klimatach? Czy w ogóle jest ktoś taki? Owszem. Komisarz Richard Poole, londyński policjant, który właśnie trafił tutaj z powodów zawodowych: musi rozwiązać zagadkę śmierci swojego rodaka i kolegi po fachu. Poole to wręcz chodząca kwintesencja stereotypu sztywnego Brytola. Nawet przy panujących na wyspie 30-stopniowych upałach nie zdejmuje czarnego garnituru i krawata, narzeka na wszystko i nie moczy nóg w morzu. Jedyna rzecz, która go cieszy, to perspektywa rychłego powrotu do Londynu, gdy tylko sprawa zabójstwa komisarza Hulme’a zostanie zamknięta. Zupełnie nie spodziewa się, że jego pobyt na Saint Marie się przedłuży. I to bardzo.

Choć serialowe Karaiby wyglądają bajecznie, mają również swoją ciemniejszą stronę. Zabójstwa to tutaj chleb powszedni – zarówno te oczywiste, jak również te, które początkowo wyglądają na nieszczęśliwe wypadki. Ich ofiarami padają i miejscowi, i turyści, przybywający na wyspy w poszukiwaniu wszelkich uciech. Niełatwo być detektywem na Saint Marie, o czym nasz główny bohater szybko się przekonuje. Oczywiście Poole nie rozwiązuje zagadek kryminalnych sam. Towarzyszy mu zespół śledczych z komisariatu w Honoré: bystra i sprawna Camille, kochający dobrą zabawę i kobiety wieczny kawaler Dwayne oraz odpowiedzialny i poważny jak na swój młody wiek Fidel. Nad wszystkim czuwa na pozór surowy, lecz w gruncie rzeczy całkiem wyrozumiały komendant Patterson. Grono głównych bohaterów zamykają Catherine – mama Camille i właścicielka miejscowej knajpki, troszcząca się o całą ekipę – oraz Harry, czyli… mała jaszczurka, współlokator Poole’a i od czasu do czasu powiernik jego śledczych przemyśleń (kiedy detektyw przyzwyczai się już do obecności zwierzaka).

Śmierć pod palmami

Gdzie w tym wszystkim wspomniane przeze mnie podobieństwo Śmierci pod palmami do Nowych trików? Otóż oba te seriale zgrabnie łączą w sobie solidny kryminał i dobrą komedię. Z tą różnicą, że w Śmierci nieco większa ilość humoru owocuje ogólnie lżejszym klimatem, zaś całość zostaje sowicie okraszona duchem wakacyjnej, egzotycznej przygody. Ten ostatni ma wpływ nawet na kształt niektórych spraw, z którymi mierzą się policjanci z Honoré. Bo obok takich zagadek, jak panna młoda umierająca dosłownie parę chwil po ślubie, meteorolog znaleziony martwy tuż po huraganie czy śmierć zakonnicy zamkniętej w swojej klasztornej celi, mamy kapłankę voodoo przewidującą własne zabójstwo, morderstwo podczas seansu spirytystycznego i dziwne wypadki spotykające poszukiwaczy skarbu legendarnego pirata. Takie rzeczy tylko na Karaibach!

Sprawy same w sobie są intrygujące. Dodać do tego trzeba jeszcze niebanalnie prowadzone śledztwa. Bo metody stosowane przez policjantów z ekipy komisarza Poole’a (zwłaszcza przez niego samego) nie zawsze są konwencjonalne. A na deser każdego dochodzenia finał w bardzo brytyjskim stylu – niczym w powieści Agathy Christie, wszyscy związani z daną zbrodnią zostają zebrani w jednym miejscu, gdzie komisarz wykłada im, jak doszedł do prawdy i wskazuje winnego. Rozwiązania potrafią być bardzo zaskakujące, podobnie zresztą jak tok rozumowania naszego głównego detektywa. Nigdy nie wiadomo jaki detal sprawi, że Poole wpadnie na właściwy trop.

Choć nie można odmówić Richardowi tego, że jest świetnym detektywem, a jego umiłowanie do porządku oraz racjonalnego myślenia nie raz i nie dwa pomagają w śledztwach, to właśnie ten bohater jest głównym źródłem humoru w serialu. Wesołość budzi przede wszystkim jego absolutne niedostosowanie do karaibskiego stylu życia. Wcześniej wspomniane niechęć do wyspiarskiego otoczenia i wbijanie się w ciemny garnitur nawet przy najbardziej upalnej pogodzie to tylko początek. Dalej są jeszcze kwaśny dowcip i cięty język, przez niektórych czasem odbierany jako nieuprzejmość. Drugim istotnym generatorem zabawnych sytuacji jest Dwayne, zarówno w pojedynkę, jak i w relacjach z kontrastującymi z nim postaciami, Fidelem i Richardem. To najbardziej swobodny z głównych bohaterów: tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Czasami może trochę za bardzo. Bo który policjant zabiera świadka na piwo, upija go i wtedy wyciąga od niego informacje?

Śmierć pod palmami

Ogólnie bohaterowie to kolejny duży atut serialu. Nie tylko są niejednoznaczni, ale również napisani w taki sposób, że budzą sympatię widzów. Przykładowo po wszystkich powyższych opisach może się wydawać, że Poole jest napuszonym, wiecznie nabzdyczonym gościem, który nie umie się wyluzować. Ale ta postać dużo zyskuje przy bliższym poznaniu, jak również z biegiem czasu zmienia się nieco na lepsze. Pozostali bohaterowie w miarę rozwoju fabuły serialu również otrzymują dodatkowe rysy osobowości, wzbogacające ich pierwotną charakterystykę. Zawsze prędzej czy później pojawia się coś, co sprawia, że przestają się mieścić w ramkach „dzielnej policjantki” czy „etatowego śmieszka”. Czasami są to cechy, których nie da się potraktować humorystycznie, ale wprowadzone są ze sporym wyczuciem – podczas oglądania nie ma się wrażenia, że twórcy zapomnieli o pierwotnych założeniach produkcji i zaczęli się bawić w sztuczne „pogłębianie” psychologii postaci.

Dużą zasługę w tym, że bohaterowie dają się lubić, ma świetnie dobrana obsada. Powierzenie roli komisarza Poole’a Benowi Millerowi było trafionym wyborem, nie tylko dlatego, że jako lekko neurotyczny Richard sprawdził się pierwszorzędnie, dodając mu trochę uroku. Chodzi również o to, że Miller w Wielkiej Brytanii znany jest głównie z kreacji komediowych, co nie przeszkodziło twórcom Śmierci pod palmami obsadzić go w roli postaci wprawdzie traktowanej z przymrużeniem oka, ale jednak nie komicznej. Może to nic takiego, ale pamiętajmy, że chociażby u nas bycie aktorem komediowym wciąż jest łatką, która właściwie pozbawia szans na jakiekolwiek poważne produkcje. Występ Millera w Śmierci to chyba najlepszy dowód na to, że nieszablonowe myślenie przy wyborze obsady daje naprawdę dobre efekty.
Na wyróżnienie zasługują również pozostali aktorzy pierwszoplanowi, choć mam swoich osobistych faworytów: są nimi grająca Camille portugalska aktorka Sara Martins oraz znany z Czerwonego karła Danny John-Jules jako Dwayne.

Wszystko uzupełnia duża ilość karaibskich klimatów. Nie tylko w samych intrygach kryminalnych, o czym wspomniałam wcześniej. Choć wyspa Saint Marie to wymysł scenarzystów, zdjęcia realizowane są na jak najbardziej prawdziwej Gwadelupie, a uwiecznione w filmowych kadrach lokacje cieszą oko. Ponadto swoje miejsce w fabule mają autentyczne miejscowe tradycje i tym podobne. Niekoniecznie są wykorzystywane jako kluczowy element akcji, ale świetnie uzupełniają świat przedstawiony, czyniąc go bardzo realistycznym. Nawet ścieżka dźwiękowa wypełniona jest przyjemnymi kawałkami w „wyspiarskim” stylu: obok muzyki stworzonej specjalnie na potrzeby serialu wykorzystano piosenki w klimacie od reggae i ska, aż po zbliżony do nich brzmieniowo pop. W podobnym nastroju utrzymany jest również temat z czołówki, co zresztą stało się przyczynkiem do żartów wśród widzów, wyczuwających spory dysonans pomiędzy otwierającą każdy odcinek dramatyczną sceną odkrycia morderstwa, a następującym tuż po niej wesołym i skocznym intrem. Cóż, ten kontrast można chyba nazwać Śmiercią pod palmami w pigułce.

Śmierć pod palmami

Tak sprawy się mają przez pierwsze dwie serie. Po ich nakręceniu Ben Miller postanowił z przyczyn osobistych zrezygnować z roli. Twórcy mieli do wyboru albo zakończyć Śmierć w tym momencie albo kontynuować historię z innym protagonistą. Zdecydowali się na drugą, w naturalny sposób bardziej ryzykowną opcję. Na początku serii trzeciej komisarz Poole odchodzi – by nie robić spoilera powiem tylko, że nie będzie zbyt wesoło – a jego miejsce zajmuje kolejny brytyjski glina, Humphrey Goodman. I niestety początkowo ta sytuacja może sprawić widzowi problem, bo pierwsze odcinki z nowym bohaterem wydają się napisane jeszcze pod poprzednika. Nie mam oczywiście pewności, czy tak faktycznie było, ale trudno jest uniknąć takiego wrażenia, widząc jak, mimo wysiłków grającego Humphreya Krisa Marshalla (w końcu całkiem dobrego aktora), Goodman jest bardziej Richardem Poole’m Numer Dwa niż osobną postacią. Na szczęście potem sytuacja ulega zmianie – nowy protagonista objawia się w pełnej krasie jako samodzielna, ciekawa postać sympatycznego gapy z przebłyskami geniuszu.

Zresztą, mocną stroną Śmierci pod palmami jest właśnie udane wprowadzanie zmian w obsadzie. Mimo że później jest ich dużo więcej (wystarczy powiedzieć, że w serii piątej mamy już tylko połowę pierwotnej ekipy), nie bolą one aż tak mocno, bo nowi bohaterowie są zarysowani równie dobrze co ich poprzednicy. Do zespołu śledczego z Saint Marie z czasem dołączają Florence – łącząca inteligencję, czujność, wdzięk i poczucie humoru – oraz JP – świeżo upieczony absolwent szkoły policyjnej, który niewielkie doświadczenie zawodowe nadrabia zapałem do pracy. Oboje naprawdę szybko dają się polubić. Chyba właśnie dlatego mimo wielkiej sympatii do oryginalnej drużyny z zaciekawieniem oglądałam odcinki z udziałem ich następców. Solidne podejście twórców zadziałało… ale czy na długo? Wiem, że w najnowszych seriach, jeszcze nieemitowanych w Polsce, Humphrey zostaje zastąpiony przez kolejnego, trzeciego już głównego bohatera. Nawet, jeśli twórcom ponownie udało się wprowadzić pełnokrwistą, atrakcyjną dla widza postać, trudno jest nie stwierdzić, że co za dużo, to niezdrowo.

Śmierć pod palmami zdecydowanie wyróżnia się na tle innych seriali kryminalnych ostatnich lat. Obok wciągających intryg i solidnego poziomu wykonania oferuje coś, co można by nazwać przyjemnym ciepłem. Dosłownie i w przenośni. Karaibskie krajobrazy są pełne słońca, główni bohaterowie – sympatyczni, a przestępcy koniec końców zawsze lądują za kratkami. Może w dobie tytułów skupiających się na drastycznym łamaniu wszystkich możliwych schematów gatunkowych taka produkcja nie każdemu wyda się atrakcyjna. Ale czy łagodniejszy i nieco bardziej humorystyczny serial nie jest właśnie tym, czego czasami potrzebujemy? To co, jakiś mały wypad na Karaiby?

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Death in Paradise (Śmierć pod palmami)
Produkcja: Red Planet Pictures, Atlantique Production, Kudos, France Télévisions (w Polsce emitowane przez BBC HD)
Typ: serial
Gatunek: kryminał, komedia
Data premiery: 25.10.2011
Liczba odcinków: 56 (7 serii)
Twórca: Robert Thorogood
Obsada: Ben Miller, Sara Martins, Danny John-Jules, Gary Carr, Don Warrington, Élizabeth Bourgine, Kris Marshall, Joséphine Jobert, Tobi Bakare i inni.

Dodaj komentarz

avatar