Plakat

Jakiś czas temu jeden z obserwowanych przeze mnie recenzentów (Pan Kajetan, co to skutecznie Kusi na Kulturę) popełnił kojąco trzeźwą nie-recenzję nowego filmu z Deadpoolem stwierdzając, że “nie wszystko jest tworzone dla nas”. Umiejętność umiarkowanego obiektywizmu jest rzadka i godna pochwały. Wspominam o niej, bo telewizyjny The Tick w pewnym stopniu cierpi z powodu dokładnie przeciwnego zjawiska. Pomimo doskonałej średniej ocen znalezienie malkontenckich głosów krytyki nie wymaga wielkiego wysiłku. Superbohaterski fandom niczym ryby w najbardziej przesyconym pokarmem bajorze prycha, kicha i wybrzydza nawet na specjalnie dostosowane do ich potrzeb kulki proteinowe premium. Takimi przewrotami w obszarach dolnych pleców niemalże gardzę i nawet w obronie serialu niezupełnie wybitnego muszę się z tymi nielicznymi bzdurami możliwie dobitnie rozprawić, dla własnej satysfakcji.

Czujecie to? To charakterystyczne uczucie, setki naładowanych prądem igieł wędrujących przez całe ciało – od stóp, aż po sam czubek szlachetnej, wypełnionej ambicjami główki. Tym razem to nie prąd, wywabiony z gniazdka niewinną ciekawością, dzierżącą błyszczący widelec. Nie, tym razem to przeznaczenie we własnej, bezlitosnej osobie. Wielka, stalowa, napędzana pozorami codzienności lokomotywa, która w przeciągu ludzkiego  żywota zwalnia tylko na chwilę. Nie lękaj się, jedz warzywa i wskocz do niej, mały rozedrgany druhu, wskocz, póki czeka i z uśmiechem na ustach przyj do przodu w rytmie łoskotu żeliwnych kół sprawiedliwości!

The Tick 01

Rzeczoną lokomotywę napotyka na swojej drodze Artur, niepozorny człowieczek nękany problemami natury psychicznej. Ponoć większość społeczeństwa boryka się z jakimś zgrzytem sfery umysłowej, jednak u naszego sympatycznego protagonisty neuronowe wygibasy nie wynikają ze stresu związanego z wyścigiem szczurów. Nie – Artur (w tej roli Griffin Newman) jako pocieszny berbeć był naocznym świadkiem zmiażdżenia swojego ojca przez latającą fortecę Terrora (czołowego superzłola w Mieście) i jednocześnie okrutnej śmierci sztandarowej ekipy peleryniarzy. Minęły lata, Terror teoretycznie już dawno gryzie piach, ale Artur w to nie wierzy i drąży, śledzi, popada w coraz większą paranoję ku rozpaczy swojej kochającej siostry. Tu do akcji wkracza tytułowy Kleszcz, czyli potężny wysłannik przeznaczenia. Dzięki jego motywującej prezencji niepozorny wariat, początkowo roztrzęsiony stopniowym potwierdzaniem się podejrzeń, stawia pierwsze kroki na ścieżce do odkrycia swojego własnego heroizmu. W międzyczasie w fabułę wtacza się brutalny, bootlegowy edgy Deathstroke i elektryzująca pani Lint (Kłaczek?), a na horyzoncie rośnie widmo gargantuicznych, nagich pośladków.

The Tick 03

Brzmi absurdalnie? Dokładnie tak, tak jak powinno brzmieć jakiekolwiek usiłowanie streszczenia fabuły czegokolwiek, co związane z niebieskim kolosem. Już w tym momencie wrócę do wspomnianych we wstępie malkontentów, bo pomimo ogólnie pozytywnego odbioru serial spotkała też mała, ale zdecydowana fala krytyki ze strony “prawdziwych fanów”. Ci w pierwszej kolejności czepiają się rozbieżności fabularnej między tą nową adaptacją a serialem animowanym. Przecież tak doskonałym pomysłem byłoby powtórzenie tego, z czego i w jaki sposób autorzy kpili w latach dziewięćdziesiątych, prawda? Świeży The Tick oferuje parodię prostą i trafną, odbijającą piłeczkę zarówno schematycznych oczywistości i archetypów, jak i samego trzonu fabularnego. W przeciwieństwie do, uhm, oryginału tutaj mamy wyraźną, główną oś historii. Znajdujący się w jej centrum Artur jest lekko wyłączonym everymanem, z prawdziwymi rozterkami tylko ubranymi w kolorowy absurd. Przed zanurkowaniem w żywot superbohatera powstrzymują go bardziej logiczne wątpliwości niż tchórzostwo. W przypadku serialu aktorskiego takie rozwiązanie jest niemalże oczywiste, bardziej angażuje widza i zachęca do śledzenia toku wydarzeń. To podkreśla fakt, że całość została z rozmysłem uszyta na miarę dla miłośników kreskówki, którzy w teorii powinni wydorośleć razem z nią, a w praktyce pozostali częściowo na poziomie jeża kanałowego.

Zgodzę się, wkradła się tutaj początkowo zaskakująca dawka realizmu i nawet umiarkowana brutalność. Z drugiej strony to tylko podkreśla absurdalność bardziej kolorowej części wykreowanego świata: prawdziwe życie jest autentyczne, a szaleńcy w barwnych ciuszkach wyróżniają się tak samo mocno, jak mogliby się wyróżniać w prawdziwym świecie. Mniejszych i większych nawiązań do motywów z kreskówki jest pełno, ale Ben Edlund (twórca komiksu, animacji, jak i samej postaci Kleszcza) nie dopuścił do głównej osi fabularnej ani jednej kalki z przeszłości. Nie poznamy historii Złego bombowca, który bombarduje o północy, czy gościa z krzesłem zamiast głowy. Jako nemesis (właściwie nie Kleszcza, a Artura) jest nowa, bardziej kompetentna wersja mniej zapisanego w pamięci fanów Terrora. To doskonale zagrana (Jackie Earle Haley uświetni dla mnie każdą obsadę) parodia megalomana; przerysowana, ale niepozbawiona wyrazistej osobowości i ambicji rozciągających się od radosnej destrukcji, aż do nauki gry na perkusji. Sprzymierzeńcy są zupełnie nowi, a to wszystko oznacza dla mnie jedynie, że twórcy nie chcieli odcinać kuponów od kultowego, ale mocno przeterminowanego humoru. Zrealizowanej z gracją premedytacji w scenariuszu dowodzi nawet zabawnie i banalnie usprawiedliwiona zmiana stroju Kleszcza (ten użyty w odcinku pilotażowym mało komu się podobał), jak i zręczne zabawy w kotka i myszkę odnośnie pytań o to, czy muskularny heros z czułkami nie jest jedynie wytworem chorego umysłu głównego bohatera.

The Tick 04

Pomimo mało porywającego, prostego scenariusza czekałem na każdy kolejny odcinek. Plusem na pewno jest sprawna realizacja i maksymalne wykorzystanie telewizyjnego budżetu w zakresie oszczędnie, acz skutecznie używanego CGI. Najwięcej uwagi przyciągają jednak promieniujące urokiem postacie poboczne, których kreacje (oprócz nieprzekonującego Overkilla) zręcznie operują umiarkowaną tendencyjnością. Nawet siostra Artura, przynajmniej początkowo służąca za kaganiec dla jego heroicznych ambicji, nie jest w minimalnym stopniu tak irytująca, jak jej odpowiedniki w zdecydowanej większości fikcji. Dostajemy nawet szalonego geniusza o quasi-słowiańskim akcencie, który w końcu ląduje w egzoszkielecie ze względu na znaczną dysproporcję rozmiaru w relacji głowa-ciało. Perfekcyjnie zagrany przez Petera Serafinowicza Kleszcz jest paradoksalnie drugim z największych magnesów chybionej krytyki. Trochę rozumiem żal spowodowany zepchnięciem tytułowego bohatera niemalże na drugi plan, jednak wiąże się to nierozerwalnie z podkreśleniem centralnej roli Artura. Nie oszukujmy się zresztą, na ile skutecznym protagonistą mógłby być niezniszczalny siłacz, którego główną mocą zdaje się być błędna interpretacja większości prostych sytuacji? W tym przypadku nowa adaptacja jest zdecydowanie bliżej komiksu niż kreskówka, a i to nie zostało zbyt dobrze przyjęte. Czepianie się tego, że nowy Kleszcz jest skrajnie głupi przemilczę, bo wynika chyba tylko i wyłącznie z przekłamanego, wypaczonego nostalgią obrazu którejś z poprzednich adaptacji. Biorąc pod uwagę to, jak perfekcyjnie wyeksponowano równoważące jego idiotyzm poczucie sprawiedliwości i niezawodny kompas moralny, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że gra Serafinowicza zrodziła wzorową, wręcz ostateczną wersję niszczącego gzymsy mściciela.

The Tick 02

Chociaż nowy The Tick od Amazona nie jest w żadnym wypadku perfekcyjnym, przesyconym głębią serialem z najwyższej półki działu popkulturowego, to nosi znamiona doskonałości dopasowane do swoich znajdujących się na linii wzroku sąsiadów. Niezobowiązująco angażująca fabuła pcha sprawnie zlepioną humorem kulkę smaczków, odniesień i ogromnej charyzmy. Oddaje pełen szacunku, ale wyraźnie odrębny hołd uwielbianej przez wielu kreskówce ciesząc świetnymi (jak na swoją klasę) efektami specjalnymi, rozmyślnie rozlokowanymi dawkami kiczu i pastiszu oraz wieloma nowymi pomysłami. Jeśli, tak samo jak ja, wychowaliście się czekając przed odbiornikiem na donośne “ŁYCHAAA!”, zignorujcie negatywne opinie sugerujące, że to kolejna adaptacja z gatunku tych, co to jakoś magicznie miałyby mieć moc niszczenia dzieciństwa. Otwórzcie się na coś nowego, przeczytajcie przy pierwszej możliwości komiks, przyszykujcie na masowe wyłapywanie użytych z premedytacją tropesów, potraktujcie całość jak utrzymany w identycznym klimacie remake i powinniście być przynajmniej w połowie tak zadowoleni jak ja.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Tick (Kleszcz)
Produkcja: Amazon Studios, Sony Pictures Television
Typ: serial
Gatunek: akcja, komedia
Data premiery: 25.08.2017
Liczba odcinków: 12 (1 sezon)
Twórca: Ben Edlund
Obsada: Griffin Newman, Peter Serafinowicz, Valorie Curry, Jackie Earle Haley, Yara Martinez, Scott Speiser i inni.

Dodaj komentarz

avatar