Kajko i Kokosz: Szkoła latania

Studio Sound Tropez, zajmujące się produkcją dźwięku oraz tworzeniem słuchowisk i audiobooków, stałą się popularne za sprawą zrealizowanego przez siebie słuchowiska na podstawie Żywych trupów. Wyszło ono całkiem nieźle, zainteresowało zagraniczniaków, ale studio nie spoczęło na laurach i zaczęło szukać kolejnych komiksów, które można by przedstawić w formie mówionej. Traf chciał, że trafiło m.in. na Szkołę latania, czyli pierwszy tom Kajka i Kokosza, kultowego polskiego komiksu Janusza Christy.

Szkoła latania jest dla słuchowisk tym, czym dubbing do Shreka dla filmów animowanych. Twórcy nie trzymali się sztywno pierwowzoru, biorąc z niego jedynie samą fabułę i tworząc na jej podstawie autorski scenariusz. Jednym z najlepszych elementów takiego rozwiązania jest Piotr Fronczewski w roli nieobecnego oryginalnie narratora, który fenomenalnie wczuł się w komediowy klimat słuchowiska i naprawdę żałuję, że nie było go w Szkole latania więcej, bo całość prowadzona jest tak, że opiera się głównie na dialogu i odgłosach, a nie na posuwającej fabułę do przodu czy rozwijającej wydarzenia narracji. Ale nie samym narratorem słuchowisko stoi – chcąc uczynić je atrakcyjnym i zabawnym dla współczesnego odbiorcy, scenarzyści wrzucili do niego całą masę przenajróżniejszych odniesień do popkultury i świata rzeczywistego. Maszerujący przez las zbójcerze śpiewają piosenkę parodiującą „My, Słowianie”, Jaga, szukając czegoś w kufrze, znajduje tam m.in. maść na ból dupy, Mirmił odbierając nowy środek lokomocji otrzymuje go od ekipy parodiującej Odpicuj mi brykę, a bohaterom zdarza się użyć sformułowań „lub czasopisma” i innych nawiązujących do polityki. Słuchacze bez problemu znajdą tutaj nawiązania chociażby do „Ostatniej niedzieli” Fogga, Pani Twardowskiej, Pana Tadeusza, a nawet Bękartów wojnyTerminatora. A wszystko to dodatkowo okraszone okazjonalnymi wstawkami, takimi jak np. pierwszy lot Mirmiła stylizowany na rozmowę wieży radiowej z pilotem proszącym o pozwolenie na lądowanie, uzupełniony podniosłą muzyką. Dodać do tego należy samo udźwiękowienie, które bardzo często stylizuje Szkołę latania na kreskówkę, tyle że dźwiękową, plus świetną muzykę.

Fenomenalni są również prawie wszyscy aktorzy. W dużej mierze na obsadę składają się doświadczeni aktorzy głosowi, którzy swoje postaci odgrywają żywiołowo i z jajem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że na pewien czas dosłownie stali się tymi postaciami, przez co brzmią one naturalnie i realistycznie. Cały ten efekt psują niestety odtwórcy tytułowych postaci. Przeglądając zapowiedzi i widząc, że słuchowisko reklamowane jest jakimiś Abelardem Gizą i Wojciechem Tremiszewskim, zapaliła mi się lampka, że to pewnie jacyś celebryci, bez których słuchowisko by się obeszło, ale dzięki nim można je czymś promować. No i okazało się, że miałem rację, bo ci dwaj kabareciarze są tutaj najsłabszym ogniwem. Chociaż do Tremiszewskiego ostatecznie da się przyzwyczaić, bo z czasem chyba wczuł się w konwencję słuchowiska i brzmiał coraz lepiej, o tyle Giza przez cały czas beznamiętnie wygłasza swoje kwestie. Za każdym razem, kiedy się odzywa i duka ten swój tekst, pozostali aktorzy dosłownie miażdżą go swoją fenomenalną i żywiołową interpretacją, jeszcze bardziej pogrążając Kajka i Gizę. O ile Tremiszewski wypada w tym słuchowisku jak Karolak na tle Marlona Brando i Helen Mirren, o tyle Giza sprawia przy nich wrażenie „aktora” z filmu Tromy. Swoje robi również bardzo powtarzalne tło – chociaż pierwszoplanowe postaci mają „unikalne” głosy, to już bohaterowie dalszoplanowi nazbyt często przemawiają głosem chociażby Zbigniewa Suszyńskiego. Co prawda jest to świetny aktor głosowy, który nieźle potrafi modulować głos, ale dla wprawnego ucha wyłapanie go w dwudziestu rolach nie będzie problemem. Na całokształt odrobinę rzutują również nieco gorsze głosy kobiece czarownic w Szkole Latania, tym niemniej mają one stosunkowo niewiele do powiedzenia.

Mimo wymienionych w ostatnim akapicie potknięć, Szkoła latania w ogólnym rozrachunku jest fenomenalnym słuchowiskiem. Gwarantuje ono dwie i pół godziny świetnej zabawy, a podczas słuchania niejednokrotnie będziecie śmiać się do rozpuku. Z tego też względu nie polecam słuchać w nocy, jeżeli mieszkacie z kimś czy podczas jazdy samochodem – zachodzi niebezpieczeństwo obudzenia współlokatorów albo spowodowania wypadku drogowego! Osobiście mam nadzieję, że Sound Tropez weźmie się za adaptacje kolejnych tomów Kajka i Kokosza, ale już z lepszymi aktorami w rolach głównych.

wow2

Dodaj komentarz

avatar