Nie taka prosta historia o morderstwie – recenzja słuchowiska Morderstwo w hotelu Santa Caterina

morderstwo1

Wojciech Malajkat (Umberto) i Grzegorz Małecki (Franco) podczas pracy nad słuchowiskiem, fot. Krzysztof Sielicki

Na wstępie czuję się w obowiązku wyjaśnić młodszym czytelnikom, czym jest Teatrzyk Zielone Oko. Upraszczając: to radiowa, młodsza o dekadę odmiana telewizyjnego Teatru Sensacji, czyli popularnej Kobry. Program III Polskiego Radia pod tym szyldem emitował słuchowiska o tematyce przede wszystkim kryminalnej i sensacyjnej, czasami z odrobiną science fiction. Działo się to z przerwami, w latach 1967-1987. Wprawdzie później próbowano wielokrotnie reaktywować cykl, ale nie osiągał takiej popularności, jak w latach 80. Piszę o tym, bo słuchowisko, którym dzisiaj się zajmę, narodziło się w ramach ostatniej próby wznowienia TZO w 2015 roku.

Morderstwo w hotelu Santa Caterina to radiowa adaptacja debiutanckiej powieści Ireneusza Iredyńskiego Ryba płynie za mordercą z 1959 roku. Wydanej pod pseudonimem Umberto Pesco, czyli… imieniem i nazwiskiem głównego bohatera. Dziwne? Nie tak bardzo, jeśli zna się choć trochę specyficzny świat polskich kryminałów. W podobną sugestię, że mamy do czynienia z zapiskami zagranicznego detektywa, bawił się chociażby Maciej Słomczyński jako Joe Alex. Ciekawostką jest, że Iredyński poszedł w innym kierunku niż pozostali autorzy. Kiedy reszta skłaniała się ku byciu bardziej amerykańskimi niż sama Ameryka, on skierował się na Półwysep Apeniński.

Fabuła, z perspektywy współczesnego odbiorcy, obeznanego ze schematami opowieści kryminalnych, może się wydać nieszczególnie porywająca. Cieszący się popularnością prywatny detektyw otrzymuje zlecenie od znanego producenta filmowego, który – nękany pogróżkami – prosi o ochronę. Nazajutrz klient zostaje znaleziony martwy w podmiejskim hotelu o wątpliwej reputacji. Umberto, mając w ręku wypisany zawczasu przez producenta czek, mógłby odpuścić sobie śledztwo, ale oczywiście postanawia odnaleźć mordercę. Dodajmy do tego galerię mniej lub bardziej konwencjonalnych postaci. Jest zaprzyjaźniony z Pesco i jednocześnie rywalizujący z nim policjant. Młodziutki i bystry asystent detektywa. Gangster, który z pewnych względów został informatorem Umberta. Wtykający nos w nie swoje sprawy dziennikarz. Otoczenie ofiary – kochanka (której żałoba nie przeszkadza w podrywaniu protagonisty), mało przejęty całym zajściem brat, teoretycznie niezwiązany ze sprawą lowelas żony. Do tego jeszcze kilku typków spod ciemnej gwiazdy, mających coś wspólnego z przeszłością zamordowanego… Skądś to znamy, nieprawdaż? Zapewne z tego względu wydawać się może, że zarówno przebieg akcji, jak i jej zakończenie są łatwe do przewidzenia.

morderstwo2

Katarzyna Dąbrowska (Maria), Wojciech Malajkat (Umberto) i Tomasz Olejnik podczas pracy nad słuchowiskiem, fot. Krzysztof Sielicki

Otóż nie. Sądzę, że tylko zaprawieni w boju starzy wyjadacze rozgryzą zagadkę przed czasem. Przynajmniej w dokonanej przez Krzysztofa Sielickiego adaptacji tekstu. Natężenie postaci i wątków jest umiarkowane, ale nie brakuje wśród nich fałszywych tropów, które okażą się nie mieć wiele wspólnego ze sprawą. Inne z kolei łączy związek z zabójstwem, ale daleki od tego, którego można by oczekiwać. Uspokajam jednak wszystkich obawiających się mętliku w głowie – nadany słuchowisku podtytuł Radiowy komiks kryminalny nie wziął się znikąd. Świat przedstawiony jest wyrazisty; ponieważ akcja osadzona jest w umownie opisanym Rzymie schyłku lat 50., realizatorzy na podobnych zasadach kreują rzeczywistość bardzo „vintage”. Podstawowym środkiem komunikacji jest trzeszczący nieco telefon, papierosy odpala się od otwierającej się ze szczękiem zapalniczki, a knajpy wypełnione są gwarem i dźwiękami dziarskich włoskich piosenek. Podobnie obrazowo skonstruowani są bohaterowie, a często do zarysowania charakterystyki wystarczy tylko kilka cech. Nie powiedziałabym, że to rażące uproszczenie. Po prostu taka konwencja, w praktyce sprawdzająca się bardzo dobrze. Nie zaciemnia niepotrzebnie fabuły, która jest tu istotniejsza niż prezentowanie zawiłości ludzkich charakterów.

Z tego powodu trudno powiedzieć, aby role w tym słuchowisku stanowiły duże pole do popisu dla aktorów. Mamy do czynienia z historyjką kryminalną, a nie ze wzniosłą klasyką literatury. Jednak to wcale nie upoważniało do traktowania tekstu pobłażliwie, czego reżyser oczywiście uniknął. Marcin Hycnar, sam będący aktorem, zebrał do pracy nad Morderstwem… silną ekipę swoich kolegów po fachu. Miłośnikom małego i dużego ekranu takich nazwisk jak Wojciech Malajkat, Grzegorz Małecki czy Krzysztof Wakuliński przedstawiać nie trzeba. Wiążą się one z gwarancją jakości, bo ci panowie nie schodzą nigdy poniżej dobrego poziomu aktorstwa. Podobnie jest w wypadku tych, którzy bardziej niż z występami filmowymi kojarzeni są z pracą głosem – w dubbingu czy w słuchowiskach właśnie. Jacek Mikołajczak, Przemysław Stippa i Robert Jarociński udowadniają, że nie bez powodu cieszą się w wyżej wymienionych dziedzinach opinią aktorów uzdolnionych i solidnych warsztatowo. Żadnego kreskówkowego fałszu; sama rzetelna, wiarygodna robota.

morderstwo3

Reżyser Marcin Hycnar podczas pracy nad słuchowiskiem, fot. Krzysztof Sielicki

Ciekawą grupę stanowi ta część obsady, na którą składają się artyści mało rozpoznawalni poza środowiskami teatralnymi. Po wysłuchaniu Morderstwa… chciałoby się powiedzieć: póki co mało rozpoznawalni. W najmniejszym stopniu nie odstają oni aktorsko od reszty składu i na tyle, na ile ich role na to pozwalały, prezentują odbiorcom swoje atuty. Kamil Mrożek urzeka młodzieńczą werwą, zaś Oskar Hamerski z klasą zaprzecza teorii o rzekomym niedoborze dobrych, niskich głosów wśród braci aktorskiej. Jedynym poważniejszym zgrzytem jest dalszy plan – wszystkie drobne rólki typu kelnerzy brzmią bardzo podobnie, jakby grane były przez dwóch czy trzech aktorów na krzyż. Ale to jedyna łyżka dziegciu w tej beczułce miodu.

Trzeba koniecznie wspomnieć o pewnym smaczku. Choć słuchowisko zrealizowano w 2015 roku, w obsadzie znajdziemy nazwisko zmarłego osiem lat wcześniej Marka Obertyna. Jak to wyjaśnić? Uważne śledzenie całości to klucz do rozwiązania zagadki.

Morderstwo w hotelu Santa Caterina to trochę jakby reprezentacja podstawowego zestawu cech, które powinno posiadać dobre słuchowisko. Niekoniecznie wybitny, ale całkiem obiecujący materiał literacki, odpowiednio połączony z wyrazistą konwencją oraz konsekwentnie prowadzoną realizacją, do tego mocny, utalentowany skład aktorski i et voilà! Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, aby stworzyć atrakcyjny dla odbiorcy kryminał na wczesny wieczór. Najlepiej niejeden, bo zapewne różne drobne niuanse okażą się łatwiejsze do wychwycenia za drugim, trzecim i kolejnym wysłuchaniem.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Morderstwo w hotelu Santa Caterina
Realizacja: Teatr Polskiego Radia
Typ: Słuchowisko
Gatunek: Kryminał
Data premiery: 9 sierpnia 2015
Autor: Umberto Pesco (Ireneusz Iredyński)
Adaptacja tekstu: Krzysztof Sielicki
Reżyseria: Marcin Hycnar
Obsada: Wojciech Malajkat, Katarzyna Dąbrowska, Grzegorz Małecki, Barbara Zielińska, Kamil Mrożek, Krzysztof Wakuliński, Jacek Mikołajczak, Przemysław Stippa, Oskar Hamerski, Sławomir Głazek, Robert Jarociński, Filip Kosior, Tomasz Olejnik oraz Marek Obertyn

Dagmara „Daguchna” Niemiec

Dagmara „Daguchna” Niemiec

Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Aktualnie uczy się w Akademii Filmu i Telewizji, jak zostać reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się 100-stronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych (http://daguchnatoja.blog.onet.pl).