Sherlock Holmes: Odcienie czerni

Sherlock Holmes, będący jedną z najbardziej znanych postaci książkowych, nie ma szczęścia do słuchowisk. A przynajmniej nie w Polsce. Od dawna marzy mi się komplet utworów Arthura Conana Doyle’a w wersji słuchowiskowej, z Mariuszem Bonaszewskim w roli Sherlocka. Albo chociaż Pies Baskerville’ów… Jak dotąd Holmesa na słuchowisko adaptowano tylko w latach 60. i 70. dla Polskiego Radia. Główną rolę powierzono w nich Piotrowi Fronczewskiemu, były to jednak autorskie adaptacje, luźno bazujące na oryginale albo skracane tak, żeby trwały po dwadzieścia kilka minut. Nie tak dawno temu Audioteka postanowiła zaprezentować nam Odcienie czerni – pierwsze od dawna słuchowisko ze słynnym detektywem w roli głównej. Czy warto było na nie czekać ponad czterdzieści lat?

XXI-wieczny Londyn. Miasto zamieniło się w molocha rodem z Metropolis, a stałym elementem jego panoramy stały się neogotyckie wieże. Nadużywanie węgla doprowadziło do zanieczyszczenia powietrza, a w konsekwencji – do wielkiego podziału klasowego. Górne poziomy wież, czyste i ciche, zamieszkuje elita, środkowe uboższa klasa wyższa. Ponieważ wszystko napędzane jest parą, na dolnych poziomach, pamiętających jeszcze XIX wiek, nigdy nie cichną odgłosy tłoków maszyn parowych, przez co biedota żyje w wiecznym hałasie. W takim właśnie mieście Sherlock Holmes zostaje oskarżony o współudział w spisku przeciwko Imperium Brytyjskiemu i osadzony w Tower, skąd ucieka po jednym dniu i prowadzi życie zbiega. Po pięciu latach ponownie spotyka się z Watsonem. Razem zaczynają śledztwo w sprawie spisku na wielką skalę, mogącego zmienić oblicze całego świata.

Jak nietrudno domyślić się po powyższym opisie, Odcienie czerni nie stanowią adaptacji żadnego opowiadania ani książki Doyle’a. Jest to autorska historia napisana przez Adama Chylińskiego i Bartosza Szpaka, przenosząca Sherlocka w realia steampunkowe. Łączy ona w sobie jednak wątki z wielu oryginalnych utworów brytyjskiego autora, a wyłapywanie do nich nawiązań może być miłym smaczkiem dla fanów postaci. Zatwardziali miłośnicy mogą być niezadowoleni, że znów postanowiono „wymyślić Holmesa na nowo”. Ale bądźmy szczerzy: Sherlock BBC przeniesiony we współczesność się udał, podobnie przeniesienie akcji słuchowiska do steampunkowego XXI wieku również sprawdza się nieźle. Wykreowane na potrzeby Odcieni czerni miasto jest naprawdę interesujące i z wielkim zainteresowaniem słucha się jego opisów. Bo tak naprawdę to właśnie miasto jest najbardziej interesujące, jeśli idzie o historię – sam scenariusz niestety jest raczej płytki i mało wciągający. Chylińskiemu i Szpakowi niestety nie udało się dorównać Doyle’owi.

Z tego też powodu dla mnie najciekawsze były mniej więcej dwie pierwsze godziny, które służyły zawiązaniu akcji oraz zarysowaniu świata przedstawionego. W opowiadaniach i książkach Doyle’a nie trzeba było tego robić, rozgrywały się one przecież w świecie rzeczywistym, więc autor niemal od razu przechodził do zarysów sprawy. W słuchowisku początkowo sporo czasu przedstawiono temu, żeby wprowadzić odbiorcę w ten nietypowy Londyn. I to właśnie było naprawdę fajne, ale im głębiej w historię, im mniej opisów świata, a więcej fabuły, tym częściej chciało mi się ziewać. Sami przyznacie, że to nie świadczy zbyt dobrze o ponadsześciogodzinnym słuchowisku.

Słuchowiska stoją przede wszystkim obsadami, a ta w Odcieniach czerni jest nierówna. Największą wpadką realizatorów jest to, że mając Mariusza Bonaszewskiego, wprost idealnego do roli Holmesa, obsadzili go jako postać drugoplanową. Główną rolę powierzono za to Robertowi Więckiewiczowi, który angaż dostał najpewniej tylko po to, żeby można było nim promować całe przedsięwzięcie. Niestety, do Sherlocka pasuje on jak sandały do zdobywania Mount Everestu. Więckiewicz, jak zawsze w słuchowiskach i w dubbingu, jest nieciekawy, gra jakby znudzonym głosem i ani trochę nie pasuje głosowo do Holmesa. Mało tego, ma obrzydliwą manierę do mówienia strasznie cicho, niby to tajemniczo, co przekłada się na to, że nierzadko trudno zrozumieć, co w ogóle powiedział – i to nawet w scenach, którym nie towarzyszą efekty dźwiękowe. Niestety, to kolejne – po Karaluchach, Grze o tron i Blade Runnerze – słuchowisko, które udowadnia, że Więckiewicz się do tej formy nie nadaje.

Mimo całej mojej sympatii do Jacka Braciaka, nie mogę powiedzieć, żeby był on dobrym Watsonem. Ze względu na swój charakterystyczny głos, w słuchowiskach i w dubbingach powierza mu się raczej role komediowe, łapserdaków i postaci niespecjalnie rozgarniętych. Nie trzeba chyba mówić, że Watson z jego głosem niespecjalnie się sprawdza. Fakt, jest o niebo lepszy od Więckiewicza, ale niestety – to nie to. Trzecim najważniejszym aktorem jest Miłogost Reczek jako narrator – miłośnicy Holmesa pewnie widzą już tutaj, że w odróżnieniu od Doyle’a, to nie Watson jest narratorem. Reczek jest poprawny w swojej roli i w zasadzie niewiele więcej można o nim powiedzieć. Z pozostałej obsady zdecydowanie na plus wybijają się tylko Mariusz Bonaszewski jako premier Bellinger i Adam Bauman jako Mycroft. Reszta jest w mniejszym lub większym stopniu poprawna. Nie robi przesadnego wrażenia, ale też nie powoduje dysonansu, jak w przypadku Więckiewicza i Braciaka.

Twórców trzeba jednak pochwalić za realizację. Przede wszystkim za muzykę, która jest naprawdę świetna. Czasami przywodzi ona na myśl kompozycje Hansa Zimmera do Sherlocków Holmesów Guya Ritchiego, żeby chwilę później przejść w coś, co kojarzy się z muzyką Danny’ego Elfmana do Batmanów Burtona. I, wbrew pozorom, takie pomieszanie sprawdza się naprawdę świetnie. Niewiele zarzucić można również reszcie udźwiękowienia, w tym przede wszystkim odgłosom. No, nie licząc może wspomnianego już zbyt cichego Więckiewicza. Warto jednak pochwalić twórców za sprytne sztuczki, dzięki którym w telegraficznym skrócie potrafią streścić dość sporo materiału. Ot, chociażby krzykacze wykrzykujący nagłówki gazet, z których dowiadujemy się m.in. o przebiegu procesu Holmesa i jego ucieczce.

Sherlock Holmes: Odcienie czerni może pochwalić się interesującymi realiami, niezłą częścią obsady i bardzo dobrą muzyką. Niestety, słabuje pod względem dwójki głównych aktorów i scenariusza, który jest niezbyt interesujący. Dla miłośników detektywa wszech czasów może być wartą zapoznania się ciekawostką, ale raczej niczym więcej. Dla mnie jest to spory zawód. Akceptowalny, ale mimo wszystko zawód. Po przesłuchaniu Odcieni czerni jeszcze bardziej wzmógł się mój apetyt na słuchowiska na podstawie oryginalnych historii Arthura Conana Doyle’a, w których role obsadzi się z głową, a nie według zasady „weźmy kogoś znanego, żeby mieć czym promować, nawet jeśli ani trochę nie pasuje do postaci”. Droga Audioteko – bardzo, bardzo proszę: Pies Baskerville’ów z Mariuszem Bonaszewskim jako Sherlockiem i Krzysztofem Gosztyłą jako narratorem!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Sherlock Holmes: Odcienie czerni
Reżyseria: Bartosz Szpak
Scenariusz: Adam Chyliński, Bartosz Szpak (na motywach twórczości Arthura Conana Doyle’a)
Realizacja: studio Tort
Czas: 6 godz. 19 min
Premiera: 21 marca 2018
Główne role: Robert Więckiewicz, Jacek Braciak, Miłogost Reczek, Mariusz Bonaszewski, Adam Bauman

Dodaj komentarz

avatar