The Art of the Iron Giant

Brad Bird to jedno z najważniejszych nazwisk dzisiejszej animacji – dwukrotnie nagrodzony Oscarem: pierwszy raz w 2005 roku za Iniemamocnych, a drugi raz w 2008 za film o szczurzym kucharzu – Ratatuj. Jest również współtwórcą kultowych już Simpsonów, jednak jego debiut w pełnometrażowej animacji miał miejsce w 1999 roku, kiedy na ekrany kin wszedł Stalowy gigant, stworzony pod szyldem Warner Bros. O dziwo, boxoffice produkcji wynosił osiemdziesiąt milionów dolarów, przy nakładzie budżetowym rzędu siedemdziesięciu milionów – film nie okazał się więc szczególnym hitem kasowym. Nie oznacza to jednak, że jest on gorszy od innych animacji, które przynosiły niesamowite zyski – nic bardziej mylnego! Stalowy gigant to dzieło umiejętnie balansujące pomiędzy poważną tematyką dotyczącą zimnej wojny i obaw społeczeństwa tamtych czasów z opowieścią o przygodzie chłopca zaprzyjaźniającego się z artystą-złomiarzem oraz pozaziemskim robotem. Animacja jest nie tylko dwudaniowym daniem dla oczu, po którym następuje obfity deser, ale również bogatą ucztą dla wszystkich zmysłów. Cieszę się, że w moje ręce dostał się artbook The Art of the Iron Giant – to dzięki niemu nie tylko dowiedziałam się o istnieniu tej produkcji, ale również zdecydowałam się ją obejrzeć. Teraz pozostaje mi jedynie odpowiedzieć na jedno, zasadnicze pytanie – czy artbook wydany niemal siedemnaście lat po premierze Stalowego giganta również stanowi wizualny majstersztyk? Cóż, generalnie rzecz ujmując – zdecydowanie tak.

The Art of the Iron Giant

Zasadniczo zastanawiałabym się nad sensem wydawania artbooka do animacji sprzed prawie dwóch dekad – takie produkcje mają do siebie to, że ich fani już dawno dorośli i rzadko kiedy myślą o kupowaniu gadżetów i rzeczy związanych z filmami, za którymi dawno temu przepadali. Starym animacjom trudno jest też znaleźć miejsce w sercach młodszych widzów, notorycznie zarzucanych kolejnymi dziełami stworzonymi właśnie z myślą o nich. Niesłychanie ciekawym zjawiskiem jest dla mnie jednak fakt, że animacja ta podbija coraz więcej serc osób, które nie widziały jej wcześniej i teraz, z różnych przyczyn, sięgają po nią. Sama zaliczam się do tej rzeszy fanów i muszę przyznać, że jest to jeden z tych filmów, do których trzeba dorosnąć – głównie z powodu poruszanego wątku zimnej wojny i nieufności społecznej, co nie do końca może trafić do najmłodszego odbiorcy. Niemniej, stało się – The Art of the Iron Giant ujrzał światło dzienne, a jego premiera związana była z wypuszczeniem na rynek odrestaurowanego filmu w formacie blu-ray – The Iron Giant: Signature Edition. Prawda jest taka, że lepszego momentu na wydanie tego artbooka nie można już było znaleźć.

The Art of the Iron Giant

Znajdziemy w nim przedmowę reżysera Stalowego Giganta,, Brada Birda, oraz kilka słów od kluczowych osób, odpowiedzialnych za tworzenie animacji. Z kolejnymi kartkami poznajemy wszystko to, czego pragnie dowiedzieć się każdy fan – jak powstawało tło, jak wyglądały koncepcje poszczególnych miejsc oraz postaci i jak zmieniały się z biegiem czasu, ewoluując w to, co ostatecznie obejrzeliśmy na ekranach. Jest to zazwyczaj najciekawszy aspekt tego rodzaju publikacji i nie inaczej jest również tym razem. Możemy dowiedzieć się jak problematyczne było stworzenie robota tak, by nie ograbić go zupełnie z mimiki i pozwolić widzowi na obserwację jego emocji, co przecież stanowi często najważniejszy element danej postaci. Oczywiście dla tych, którzy mieli kiedykolwiek w rękach jakiś artbook nie jest wielką zagadką co zawiera książka tego typu – ta nie odbiega pod tym względem ani od oczekiwań, ani od znanych schematów. Nie sposób jednak obojętnie przekartkować strony, na których znajdują się grafiki dotyczące scen, które nie pojawiły się w animacji.

The Art of the Iron Giant

The Art of the Iron Giant pozwala wejrzeć w proces tworzenia produkcji, zajrzeć za kulisy i poznać wątpliwości, które pojawiały się podczas prac nad filmem. Istna gratka dla fanów. Mnie samą najbardziej urzekły jednak grafiki koncepcyjne – wykonane różnymi technikami, głównie jednak za pomocą ołówków i kredek – pozwalają wczuć się w ducha epoki, w której toczy się akcja, jednocześnie dając możliwość dostrzeżenia szczegółów, które umykają podczas oglądania produkcji. Na szczególną uwagę zasługują strony poświęcone nie tylko konceptowi robota, pokazujące jak wyglądał w pierwotnych planach i jakie jego wizerunki rozważano, ale również ta część książki, która przeznaczona została dla najważniejszych bohaterów ludzkich. Możemy przyjrzeć się jakie pomysły brano pod uwagę i jak bardzo różniły się one od tego, co ostatecznie zobaczyliśmy w filmie. Zdecydowanie miłośnicy takich ciekawostek poczują się usatysfakcjonowani, a dodatkowo uszczęśliwiono ich jeszcze częścią książki pokazującą jak wyglądały koncepty zanim Brad Bird zajął się projektem i doprowadził go do finalnej wersji.

The Art of the Iron Giant

Chociaż, jak każdy artbook, książka składa się w dużej mierze z grafik, to pewnym minusem może być fakt, że dostępna jest ona po angielsku, co może od jej kupna odstraszyć tych, którzy nie władają biegle tym językiem. Nie jest to jednak coś, czym należy się zrażać. Insight Editions zrobiło kawał naprawdę dobrej roboty, za co należy im się pochwała.

Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

wow2

Dodaj komentarz

avatar