Rok pierwszy po raz kolejny. Recenzja Wonder Woman Volume 2: Year One (Rebirth)

Wonder Woman tom 2

Parę miesięcy temu na łamach tego bloga w dość ostrych słowach pisałam o Wonder Woman vol. 1 The Lies (z serii Rebirth). Moim głównym zarzutem był fakt, że rozdzielenie dwóch przeplatających się w wydaniu zeszytowym historii bardzo zaszkodziło kontekstowi The Lies. Mówiąc wprost – czytanie tego bez równoległej historii o przybyciu Diany do Ameryki było niestrawne. Wreszcie jednak doczekałam się uzupełnienia lektury. Drugi tom wydania zbiorczego, Year One, to uwspółcześniona historia spotkania Diany i Steve’a, pierwsze przygody Diany w Ameryce i wprowadzenie do narracji jednego z jej największych wrogów*. Jak tym razem Greg Rucka poradził sobie z tematem Amazonki?

*Czy jeśli powiem, że to Ares, to będzie to straszny spoiler? Chyba nie… Fani Wonder Woman i tak się tego pewnie już domyślili, a nowym czytelników taka sucha informacja wiele nie powie 🙂

1

Pod względem fabularnym historii nie mam nic do zarzucenia. Rucka zgrabnie ominął zarysowany w The Lies problem pochodzenia Amazonki (która wersja kanonu jest prawdziwa? Ulepienie dziewczyny z gliny czy spłodzenie przez Zeusa? A może to wszystko kłamstwa?) i zaczyna historię na krótko przed dramatycznym wypadkiem na Themiscyrze. Wszystkich bohaterów przedstawia, by od razu było wiadomo, jaki charakter ma dana postać. Żadna z nich nie wydaje się wciśnięta na siłę, a co ważniejsze – każda ma swój indywidualny charakter. Najwięcej uwagi Rucka poświęca rzecz jasna Dianie i Steve’owi. Oboje są niemal obrzydliwie perfekcyjni, ale równocześnie pełni wrażliwości, która sprawia, że nie mogę ich za tę doskonałość znienawidzić. Trzeba przyznać, że interakcje między nimi są zdecydowanie zbyt romansowe na mój gust, ale pod względem fabularnym trudno mi zarzucić temu wątkowi coś więcej. Co innego, jeśli chodzi o przedstawienie graficzne… ale do tego jeszcze wrócę.

Bardzo podoba mi się wprowadzony przez Ruckę wątek bariery językowo-kulturowej między Themiscyrą a Ameryką. Steve nie rozumie nic z tego, co się dzieje na wyspie Amazonek, a i Diana musi w nowym miejscu pokonać wiele przeszkód, chociażby znaleźć kogoś, kto mówi w jej języku. Niby drobna rzecz, a w znaczący sposób kształtuje fabułę tomu. Sprawia, że wydaje się dużo bardziej realistyczna, co jest rzadkim określeniem w stosunku do komiksów superbohaterskich. Z wątkiem różnic kulturowych łączy się też przedstawienie wiary Amazonek w starożytne bóstwa. Doceniam, że Rucka postanowił uczynić ich obecność na ziemi nieco mniej… dosłowną. Znaki, interpretacje omenów, patroni przychodzący pod postacią zwierząt – to bardzo ciekawy i powiązany z autentycznymi wierzeniami starożytnych Greków i Rzymian sposób patrzenia na świat, który czyni księżniczkę Dianę jeszcze ciekawszą postacią.

2

Chociaż sama fabuła naprawdę mi się podoba, na ostatecznej ocenie komiksu zaważyła szata graficzna, która jest problematyczna w dwóch aspektach. Pierwszy z nich to uwaga czysto techniczne do rysowniczki. Przy tworzeniu Year One Rucka współpracował z Nicolą Scott, która odpowiadała za takie tytuły jak Secret Six czy Birds Of Prey. Nie znam jej innych prac ale, patrząc na Year One, zastanawiam się, jakim cudem poziom jej rysunków jest tak… nierówny. Niektóre plansze są całkiem zgrabne, inne zaś… wyglądają niemal jak karykatury. Szczególnie bolały mnie szerokie uśmiechy bohaterów, wyglądają bowiem, jakby miały za dużo zębów. I to startych. Może w tajemnicy pani Scott przekazywała niektóre plansze praktykantom? Albo kolorysta nie wiedział, co ma zrobić ze światłocieniem? Nie wiem, ale używając angielskiego słowa, efekt jest bardzo uncanny.

Drugi zarzut odnośnie aspektów wizualnych wchodzi już nieco głębiej w treść. W poprzednich recenzjach komiksów o Wonder Woman zdarzało mi się wrzucić kilka gorzkich słów odnośnie rysowników, którzy czynili z Amazonki obiekt swoich marzeń erotycznych. W Year One Nicola Scott robi obiekt seksualny ze Steve’a. Nie żartuję. Nie dość, że w wykonaniu Grega Rucki młody Trevor robi niejako za księcia w opresji (co można by potraktować jako ciekawe odwrócenie schematu księżniczki w opresji), to jeszcze w fantazji Scott nieustannie ktoś zdziera mu koszulkę, łapie za gardło, malowniczo bije i znowu zdziera koszulkę. Jest to dla mnie równie irytujące jak dawanie wszystkim bohaterkom rozmiaru stanika „I”, zwłaszcza, że sześciopak Steve’a wyłaniający się spod koszulki też nie wygląda zbyt realistycznie. A można by pomyśleć, że kobiety rysujące komiksy są ponad takie sztuczki… W bonusie dostajemy też Wonder Woman emanującą różową poświatą niczym Czarodziejka z Księżyca. Sama nie wiem, czy to dobrze czy też źle.

3

W przeciwieństwie do części pierwszej wydania zbiorczego, ten tom powinien przypaść do gustu zarówno zagorzałym fanom i fankom Amazonki, jak i osobom zupełnie z tą postacią niezaznajomionym. Narracja poprowadzona jest zgrabnie, postaci są sympatyczne, można wyłowić wiele ciekawych smaczków. Gdyby jeszcze ten komiks był lepiej narysowany, naprawdę polecałabym go wszystkim. A tak… zatwardziałym estetom lektura może sprawić sporo trudności.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Wonder Woman vol. 2 Year One (Rebirth)
Wydawnictwo: DC Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Superhero
Data premiery: 3.05.2017
Scenariusz: Greg Rucka
Rysunki: Nicola Scott, Bilquis Evely (“Interlude”)
Liczba stron: 170

Joanna Kaniewska

Joanna Kaniewska

Japonistka, tłumaczka, badaczka popkultury, rocznik 1991. Nie boję się słowa na F (kończącego się na „izm”). Nie zgorszy mnie też słowo na G (kończącego się na „er”). Lubię pisanie, podróże, muzykę, kwiaty i pocztówki. Czasem dzielę się przemyśleniami na swoim blogu: typebnegativenowonderland.wordpress.com