Lori Perkins, redaktorka tego zbioru opowiadań wracających do świata Deadworld i naczelna wydawnictwa Riverdale Avenue Books stwierdziła kiedyś w wywiadzie: „Jestem przekonana, że horror ma podobny potencjał konsumpcyjny co romans, ponieważ przyciąga trzy pokolenia czytelników, każdej płci. Do tego pasjonuje mnie już od dzieciństwa” („I strongly believe that horror has the potential to be as consumable as romance because it can bring in three generations of readers, of all genders. Plus, it’s been a passion of mine since childhood”). Od małego kochali zombie, duchy i potwory także autorzy opowiadań zebranych w tej antologii… A założę się, że i wielu czytelników naszych recenzji. Jeśli skrycie lub otwarcie kochacie zombiaki, zyskacie na poznaniu tej książeczki, nawet jeśli nie polubicie zgromadzonych w niej tekstów.

Trzeba nam zacząć od 1986 roku (ten komiks ma, przy okazji, tyle lat co ja). To wtedy, najpierw w Arrow Comics, potem Caliber Comics (gdzie już została), pojawiała się pierwsza na świecie seria komiksowa o zombie. W Tribute Anthology przeczytacie, że The Walking Dead (o którym dzielnie i sukcesywnie piszemy) nie zjawiłoby się na świecie bez Nocy Żywych Trupów ani Deadworld. Analogie pomiędzy tymi historiami są bardzo wyraźne: apokalipsa zombie, kilku stanowczo różniących się od siebie przyjaciół próbujących stworzyć społeczność, grupy i grupki ocaleńców bardziej niebezpieczne dla siebie nawzajem niż nieumarłych… Seria z lat 80. jest przy tym rockowa, motorowa, jej główny bohater wygląda jak Thorgal, a całość ma dość zinowy charakter. Kreska Vince’a Locke’a skacze pomiędzy realizmem a karykaturą (jak w mangach – zachwycona, zakochana postać wygląda jak półgłówek…), wszystko jest czarne i porysowane… W pewnym momencie zmieniają go inni rysownicy (już w serii z 1988) z nie aż tak undergroundowym, ale wciąż bardzo energicznym rysunkiem. Scenariusz? Stuart Kerr i Ralph Griffith najpierw opowiadają o grupce nastolatków (wyglądających jak amerykańscy licealiści ery disco, czyli bardzo dorośle) uciekających przed King Zombiem, mówiącym i strategicznie myślącym nieumarłym motocyklistą. To on najczęściej wraca w opowiadaniach z Tribute Anthology. W okolicach 1988 roku nastolatki wpadają w sidła postapokaliptycznej, neonazistowskiej i ogólnie złej społeczności, robi się też sporo pobocznych historii, a klimat – bardzo demoniczny. W latach 90. Deadworld podumarł, żeby Reed i Locke wyciągnęli go z grobu w 2005 roku. Trochę bardziej jak wampir, a nie zombie, komiks znowu zniknął po kilku latach, by wynurzyć się w 2012. Kolejne edycje starały się zachowywać charakter oryginału, chociaż gdy ołówek przejął Dalibor Talajić, przestały być tak undergroundowo „nagryzdane”: jego kontur jest mroczny, ale dużo wyraźniejszy i bardziej stabilny niż Locke’a. W 2015 pojawił się napój gazowany o smaku Dead… pod marką, oczywiście.

We wstępniakach do Tribute Anthology poznacie część powyższej historii, piszą o niej Perkins, Kevin van Hook (a miał Reed, niestety zmarł w 2016) i Thomas Monteleone. Dlaczego zarzucam was nazwiskami? Bo autorzy zebrani w tej antologii to wielokrotnie nagradzani przedstawiciele najwyższej klasy horroru i science fiction, także ci od poszczególnych opowiadań.

Napiszę tu o paru tekstach, które faktycznie zapadły mi w pamięć. Nie mogę opisać całości publikacji, bo trafiła do nas wersja preview mająca mniej stron od tej ostatecznej. Osiem udostępnionych w niej opowiadań nie tworzy wybitnego zbioru, nie powiedziałabym, że wyglądają jak must have wielbiciela horroru, chociaż na pewno zapewniają rozrywkę. Za to kilka zasługuje na uwagę, a może nawet warto dla nich kupić książkę. Najbardziej zaskoczyła mnie historia miłosna Jamie K. Schmidt o oszalałym z wielu uczuć, zwłaszcza tęsknoty, nieumarłym gangsterze. Jest świetnie napisana, pokazuje dramat kilku osób z różnych perspektyw, zaczniecie się nawet zastanawiać, czy ktoś się tu grubo nie pomylił w ocenie sytuacji. Będzie w niej też przemoc i krew, wiadomo. To opowiadanie najlepiej z całego zbioru przybliża, przy okazji, charakter Riverdale Avenue Books wydającego romanse, horrory i (auto)biografie…. Z kolei najbardziej rockowa i deadworldowa jest The Guitar Girl Jasona Hendersona. Opowiada o dziewczynie podróżującej po ostatnich amerykańskich miastach i śpiewającej tam Talking Heads i tym podobne. Zawiera hordy zombie i szybka jazda dyliżansem, a poza tym trochę wzruszeń. O zupełnie innej pannie opowiada The Girl Jennifer Wiliams eksplorujące bardziej demoniczno-religijne aspekty świata Locke’a i Reeda. Zdarzały się też teksty zbyt oczywiste, napisane, jakby bycie publikowanym w antologii o zombie zwalniało z uprzejmości zaskakiwania czytelnika. Takie było na przykład „tęczowe” opowiadanie Andrew Robertsona. Z kolei nagrodę dla najbardziej przewrotnego i jajcarskiego autora zdobywa u mnie Ken Haigh za Home on the Range, czyli domek na prerii pod najazdem nieumarlaków i małżeńskiego kryzysu.

Co mi dało przeczytanie A Tribute Anthology to Deadworld? Przede wszystkim poszukałam sobie oryginałów. I tak jak nigdy nie wpadłam w TWD – te komiksy naprawdę mnie ucieszyły. To chyba główne zadanie hołdów: zwrócić uwagę na oryginał, pomóc nam wejść w jego świat, zachęcić fragmentami tego, co możemy w nim znaleźć. Z kolei fanfikowy charakter przynajmniej niektórych opowiadań ze zbioru (bo naprawdę wielu wychowało się na pracy Reeda i Locke’a) pokazuje nam kolejne możliwości zombieapokalipsy. Co dla mnie ważne, zebrani autorzy nie skupiali na patologii i przemocy w społecznościach postapo (ten temat wydaje mi się trochę przegadany, do tego rzadko ciekawie), ale na konkretnych bohaterach i ich planach na siebie i świat. Ostrzegam, niektóre są wręcz pozytywne.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: A Tribute Anthology to Deadworld
Data premiery: 30 października 2017
Redakcja: Lori Perkins
Typ: opowiadania
Gatunek: horror

wow2

Dodaj komentarz

avatar