Nicholas Eames nie ma litości dla swoich bohaterów. Zamiast wysłać dotkliwie nadszarpniętych przez ząb czasu emerytowanych wojowników na zasłużony odpoczynek, stawia przed nimi zadanie absolutnie niemożliwe do wykonania. Co w tych okolicznościach pozostaje starym dziadygom? Chwytają za miecze oraz topory i mówią… że jakoś to będzie.

Clay Cooper to kawał chłopa o gęstej brodzie i barach szerokich niczym bramy Mordoru. Barbarzyńca z niego byłby jak się patrzy. Prowadzi on jednak całkiem spokojne życie u boku wyrozumiałej żony oraz ukochanej córeczki. Dni spędza na murach miasta, gdzie wypatruje potencjalnych zagrożeń nadciągających od strony monotonnego krajobrazu – swoją aparycją sprawia, że każdy powinien poczuć się bezpieczniej. W przeciwieństwie do wielu innych strażników strzała wymierzona w kolano nie przekreśliła jego szansy na awanturnicze i pełne przygód życie. Och, Cooper w pełni wykorzystał młodość i wycisnął od losu wszystko, co ten miał do zaoferowania. Przed laty należał do Sagi – legendarnej drużyny najemników, której niestraszne były żadne wyzwania. Opowieści o wyczynach Claya i jego kompanów do dziś wzbudzają zachwyt, luzują szczęki i wypychają gałki z oczodołów. Mężczyzna na starość zamienił walkę z potworami, krew, pot, błysk stali i żar chętnych kobiecych ciał na ciepło domowego ogniska. Spokój i monotonię codziennego życia zaburza wizyta Gabriela – dawnego towarzysza broni i przyjaciela. Jego córka znalazła się w śmiertelnej pułapce i aby ją uratować, musi przerąbać się przez ogromną armię potworów zwaną Hordą z Wyldu. Nie będzie jednak w stanie zrobić tego sam, więc postanawia reaktywować starą ekipę.

Nie od dziś wiadomo – a Piotr Fronczewski nie raz o tym przypominał – że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Im trudniejsze jest zadanie, tym bardziej wyjątkowa powinna być kompania, która się go podejmie. Lecz tym razem poziom niewykonalności misji jest tak wysoki, że proporcje zostały nieco zachwiane. Saga oczywiście jest drużyną niezwykłą, ale w nieco inny sposób… Opiewani niegdyś w pieśniach najemnicy dzierżą nie tylko miecze, tarcze i topory, ale również nadmierne kilogramy, problemy z piciem, siwe włosy, zastałe stawy i bóle pleców. Dla przykładu Martick poza bogactwem dorobił się potężnego brzuszyska, a mordercze niegdyś sztylety lecą mu z rąk, natomiast Korg z niegasnącym zapałem wyciąga z zaczarowanej torby kolejne potężne artefakty, jednak rzadko który działa jak należy – a już na pewno nie wtedy, gdy naprawdę tego potrzeba. Niegdyś wielcy, dziś są starzy, zmęczeni i łapią zadyszkę przy większym wzniesieniu – niewielkie mają szanse na powodzenie. Mimo tego nie można im odmówić odwagi, wytrwałości i męskiej przyjaźni. Tak samo jak Eamesowi nie można odmówić poczucia humoru i lekkiego pióra, dzięki któremu stworzył kawał porządnej historii spod znaku miecza, magii i reumatyzmu.

W Królach Wyldu żarty nie kończą się na przekroczonym terminie ważności głównych bohaterów. Kanadyjski pisarz w swoim debiucie fantasy przede wszystkim ubarwia i odświeża wałkowany od czasów Władcy Pierścieni schemat przygody ogromną dawką różnorodnego, błyskotliwego i co najważniejsze wcale nie przesadzonego humoru. Uwypukla gatunkowe stereotypy, rozładowuje doniosłe momenty absurdalnymi sytuacjami, rozpisuje dialogi pełne ciętych ripost, odwołuje się do popkultury i uwspółcześnia wykreowany przez siebie świat. Opisaną krainę wypełniają wszelkie stworzenia, jakie kiedykolwiek nosiła fantastyka, wliczając w to centaury, wilkołaki, harpie, smoki, syreny, ogry, orki, ettiny i kilka gatunków, których nie pamiętają nawet najstarsi Cymeryjczycy. Poza tym najemnicy natrafią na swojej drodze na grupę całkiem sympatycznych rozbójniczek, Geralta zwanego Białym Wilkorem oraz drużynę najemników o znajomo brzmiącej nazwie Poparzeni Magmą Trzy – część żartów to również zasługa Roberta J. Szmidta, który podczas tłumaczenia przeniósł niektóre z odwołań na nasze podwórko, dodając książce jeszcze więcej uroku.

Eames nie popada jednak w skrajność. Wbrew pozorom nie stworzył przesadzonej parodii, która głupio rży z każdego elementu świata, który akurat się napatoczy. Solidna dawka różnorodnego humoru stanowi dodatek do porządnie napisanej przygodowej historii. W Królach Wyldu dostajemy kawał dynamicznej akcji oraz ciekawych bohaterów. Mimo że na pierwszy rzut oka wydają się podstarzałą i komiczną zbieraniną osiłków, to każdy z nich otrzymuje solidny emocjonalny rys i odrobinę prywatnych demonów i słabości. Wszystkie te elementy świetnie się równoważą, tworząc wciągającą i interesującą całość. Chociaż Eames porusza się po sprawdzonym i prostym planie zespołowo-przygodowej fantastyki, zastosowane przez niego zabiegi wprowadzają mnóstwo świeżości w skostniałe i zakurzone schematy. Królowie Wyldu stanowią błyskotliwe, lekkie, przyjemne i relaksujące połączenie akcji, humoru, ciekawych pomysłów oraz sympatycznych bohaterów, przy którym najlepiej będą bawili się fani literatury fantasy i gier RPG.

Dziękuję wydawnictwu Rebis za egzemplarz recenzencki książki.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Królowie Wyldu
Wydawnictwo: Rebis
Autor: Nicholas Eames
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Gatunek: fantasy
Data premiery: 30.10.2018

PRZEGLĄD RECENZJI
Nasza Ocena
8.5
KOREKTASylwester Gdela
Poprzedni artykułRecenzja gry planszowej Cyklady
Następny artykułWięcej, szybciej, mocniej! Recenzja filmu Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

Dodaj komentarz

avatar