Futureworld

Recenzja może zawierać śladowe ilości spoilerów Westworld (1973)

W 1938 roku holenderski historyk Johann Huizinga wydał swoją monografię zatytułowaną Homo ludens. W dosłownym tłumaczeniu to tyle co „człowiek bawiący się”. Książka ta przedstawia znaczenie zabawy jako elementu budującego i rozwijającego kulturę. Rozrywka, jak napisał ów Holender, stanowi jedną z naturalnych ludzkich potrzeb.

Futureworld1

Świat Dzikiego Zachodu, który jest jedną z najoryginalniejszych wizji w historii kinematografii, w zaledwie 3 lata po swojej premierze doczekał się sequelu. Niestety zarówno za reżyserię, jak i scenariusz nie zabrał się twórca pierwszej części – Michael Crichton. Znany głównie z produkcji telewizyjnych i serialowych Richard Heffron zdecydował się na nakręcenie Futureworld i z pomocą dwóch scenarzystów: George’a Schencka i Mayo Simona wykreował nieco „rozszerzoną” wersję Dellos. Za oprawę muzyczną, tak samo jak w Westworld, odpowiadał Fred Karlin. Jego kompozycje opierają się w dużej mierze na jazzie, muzyce średniowiecznej, klasycznej oraz elektronicznej.

Futureworld1

Akcja Świata Przyszłości rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach znanych z pierwszej części. Gdy zbuntowane maszyny wymordowały nie tylko gości, ale i cały personel Dellos, postanowiono odbudować park rozrywki, wprowadzając nowe zasady i nowe atrakcje. W porównaniu ze swoim pierwowzorem wypada lepiej, bowiem możliwości wyboru zostały poszerzone o Rajski Ogród, gdzie przy zastosowaniu odpowiednich technik iluzji można na nowo poczuć się młodym oraz o tytułowy Świat Przyszłości, w którym klienci mogą odbyć galaktyczną podróż, pomieszkiwać na stacji kosmicznej i oddawać się jeździe na nartach po marsjańskich stokach. Głównymi bohaterami Futureworld jest dwoje dziennikarzy: Chuck Browning (grany przez Petera Fondę) oraz Tracy Ballard (w tej roli jakże urocza Blythe Danner). Chcą oni nagrać materiał o nietuzinkowej rozrywce dla bogaczy. W międzyczasie Browning otrzymuje ważną wiadomość od anonimowego mężczyzny proszącego o pilne spotkanie. W jego trakcie dochodzi do mordu na nieznajomym, który pozostawia po sobie niewiele mówiącą wskazówkę, mogącą raz na zawsze pogrążyć Dellos. Podczas podróży Chuck i Tracy zauważają, że towarzyszą im sami znani i wpływowi politycy. Na miejscu odkrywają, że cały personel obsługujący „lunapark” to człekopodobne roboty, niczym nieróżniące się od pełnokrwistych homo sapiens. Główny kierownik – Dr Duffy (Arthur Hiller) tłumaczy to tym, że za wcześniejszą katastrofę odpowiadali również ludzie z działu technicznego, którzy nie dopilnowali swoich obowiązków, a maszyny nie tylko są dokładne, ale przede wszystkim nie pobierają pensji. Podczas pobytu w Świecie Przyszłości główni bohaterowie oddają się przeróżnym rozrywkom, począwszy od holograficznych szachów, a kończąc na symulatorze boksu opartym na czynnym udziale androidów. W trakcie swojej pracy zostają zaatakowani przez cybernetycznych samurajów, lecz z opresji ratuje ich mechanik Harry (Stuart Margolin). Ocaleni dziennikarze poznają również towarzysza Harry’ego – robota o imieniu Clark (celowe nawiązanie do Supermana). Harry zdradza, że znał mężczyznę, który w chwili swojej śmierci przekazał wskazówkę Browningowi. Od tej chwili dwójka reporterów i wspierający ich lokalny pracownik serwisu starają się rozwikłać mroczną tajemnicę Dellos. Jaką cenę przyjdzie im zapłacić? Dlaczego największe polityczne autorytety zostają zaproszone do Dellos?

Rzadko się zdarza, aby sequel przebił swój pierwowzór. Futureworld jest tego doskonałym przykładem, choć kilka wątków, jak choćby wspomniana wcześniej partia szachów, na pewno zostanie w pamięci na długo. Wielkim minusem filmu jest przedstawienie Yul Brynnera (grającego znanego z pierwszej części rewolwerowca) w początkowych napisach filmu. Przyznam szczerze, że liczyłem na dość kluczową rolę tej postaci, jednak pojawia się on na kilka minut, nie wnosząc dosłownie nic do fabuły. Był to dla mnie ogromny zawód, choćby dlatego, że jestem fanem tego aktora, a to, co zrobili z nim producenci, woła o pomstę do nieba. Była to też ostatnia filmowa kreacja Brynnera, który zmarł na raka płuc kilka lat po premierze Świata Przyszości.

Futureworld2

Podsumowując, Futureworld nie zachwyca tak jak Westworld z 1973 roku. Fabuła jest nieco monotonna, choć efekty specjalne mimo krótkiej przerwy (3 lata) pomiędzy produkcjami są bardziej widowiskowe i realistyczne. Filmową wizję Heffrona mogę polecić wszystkim fanom oryginalnych scenariuszy oraz s-f w nieco innym wydaniu.

Dodaj komentarz

avatar