Thunderbolts, tom 3: Nieskończoność – recenzja komiksu

Thunderbolts tom 3

Na czas trwania Nieskończoności kilka tytułów Marvela przyjęło na siebie część pobocznych wątków i nazwę całego eventu. Pod tym względem to rzeczywiście największe wydarzenie komiksowe roku w Polsce, bo w naszym kraju, obok głównej miniserii i mocno z nią związanych dwóch albumów: Avengers i New Avnegers, pojawiły się także luźniej łączące się tomy – pierwszy z nich to Strażnicy Galaktyki, drugi przedstawia losy Thunderbolts, Marvelowskich antyavengersów stosujących metody dalekie od superbohaterskich, muszących stawić czoła kosmicznej inwazji.

 1

Zaczyna się dość niewinnie. Agent Venom stara się dowiedzieć prawdy o tajemniczej kobiecie, która najpierw podczas jednej akcji wymordowała cały oddział, a teraz pojawia się tam, gdzie on. Zapytany o jej obecność Thaddeus Ross, dowódca Thnderboltsów, decyduje się wyjawić Venomowi wszystkie fakty. Niestety to dopiero początek kłopotów; w toku rozważań, jaką misją zająć się teraz, do głosu dochodzi Punisher, który proponuje, by udali się do Nowego Jorku i zajęli się – definitywnie, oczywiście – najbardziej wpływową rodziną mafijną, jaka ocalała z jego rzezi dokonywanych na przestępcach. Wszystko idzie dobrze, broń gotowa, plany zjedzenia pizzy poczynione, ekipa rusza do Wielkiego Jabłka i… Los chce, że zaczynają się wydarzenia Nieskończoności, a miasto z kosmosu atakują siły Thanosa. Wybucha wielka walka, zagrożenie czai się wszędzie i tylko Punisher nie zamierza rezygnować z wybicia członków mafii…

 2

Trudno ten komiks brać na poważnie, ale i sami twórcy nie mieli takiego zamiaru. Dlatego też otwierający całość zeszyt trzynasty, który opowiedziany został w tonacji „na serio” – choć najlepiej narysowany z całego zbioru – wypada gorzej niż reszta. Wyjaśnia wprawdzie wiele odnośnie Mercy, ale nie robi tego w odkrywczy sposób, sprawiając wrażenie zapychacza przed właściwą akcją. Potem na szczęście zaczyna się zabawna opowieść o walce z mafią i najeźdźcami, a historia staje się bardziej deadpoolowa. Strzelaniny, walki, humor… Czy klimatem pasuje to do reszty Nieskończoności? Ani trochę, ale ma swój urok i nadaje się znakomicie do samodzielnego czytania. Oczywiście o ile ktoś ma ochotę na taką wesołą interpretację czołowych antybohaterów Marvela, napisaną na dodatek przez autora, który dał się dotychczas poznać jako twórca poważnych komiksów (Death of Wolverine, Star Wars: Lando).

 3

Strona graficzna budzi jeszcze większe kontrowersje. Początek w wykonaniu Phila Noto (Star Wars: Chewbacca ) jest dość prosty, ale realistyczny, natomiast grafiki Fefte’a Palo wyglądają na kanciaste i niechlujne. A jednak do opowieści pasują całkiem dobrze, trafnie oddając jej humorystyczny klimat – co podtrzymuje finał w wykonaniu Walta. Oczywiście warstwa rysunkowa znajdzie swoich przeciwników, to nie ulega wątpliwości, niemniej nie zabraknie także jej zwolenników. Wszystko to kwestia gustu. I przyzwyczajenia do nowego, lubiącego dziwne eksperymenty Marvela.

Podsumowując: fani Thunderbolts czy „poważnych parodii” – a także wszyscy ci, którzy chcą przeczytać każdą dostępną część Nieskończoności – znajdą tu coś dla siebie. Szczególnie, że Egmont postarał się o konkretne wydanie – pogrubione, choć w tej samej cenie, z galerią szkiców i okładek. Trzeba tylko zaakceptować umowność fabuły tego albumu i można się dobrze przy nim bawić.

 4

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/