Tomb Raider: The Amulet of Power

Rok 1999 nie był szczęśliwy dla Lary Croft, o czym możecie się przekonać chociażby z poświęconego jej artykułu, opublikowanego na naszych łamach dawno temu. Wtedy na rynku ukazała się gra Tomb Raider: The Last Revelation, która – jak się okazało – naprawdę miała stanowić ostatnie odkrycie seksownej archeolog. Ale że pieniądz nie śpi, a postać pozostawała żywa w pamięci fanów, chociażby za sprawą filmu kinowego, Core Design i Eidos nie odpuszczali. Chcąc zdążyć na hype train, jaki towarzyszył premierze drugiej ekranizacji – Kolebce Życia – zdecydowano się wypuścić kolejną część, The Angel of Darkness, jak również powieść The Amulet of Power, mającą stanowić łącznik pomiędzy grami. Chociaż dzisiaj książki powiązane z grami nie są niczym nadzwyczajnym, powieść Mike’a Resnicka, amerykańskiego pisarza science-fiction, była jednym z pierwszych zwiastunów tego trendu.

The Amulet of Power reklamowany był jako powieść wypełniająca luki pomiędzy The Last Revelation i The Angel of Darkness. Problem w tym, że to, co stało się z Larą, zostało wyjaśnione w szóstej odsłonie cyklu – została uratowana i uzdrowiona przez beduinkę, która użyła do tego egipskiego amuletu. Po tytule książki można by pomyśleć, że koncentruje się ona właśnie na rzeczonym amulecie, ale nie: przedstawia całkowicie inną historię. Trudno powiedzieć, czy Resnick dostał wolną rękę odnośnie fabuły, nie chciał pisać czegoś na podstawie gry, czy może książka naprawdę miała stanowić łącznik, ale chaos, jaki panował podczas produkcji gry, spowodował zmianę przedstawionej w niej historii, a Resnick napisał już tyle, że pisanie od nowa nie wchodziło w grę.

W powieści Lara odzyskuje więc świadomość w kairskim szpitalu, gdzie poznaje swojego wybawcę – Kevina Masona, również będącego archeologiem, a przy okazji synem jednego z jej idoli. Życie poszukiwacza przygód nie należy jednak do łatwych i Larze nie jest dane odzyskać pełni sił – w jej szpitalnym pokoju pojawiają się zabójcy, których udaje jej się pokonać dzięki pomocy Masona. Dwójka ucieka ze szpitala i wyrusza w Podróż Pełną Przygód™, która poza Egiptem obejmie również Sudan, Kenię, Seszele i Francję. Okazuje się, że Lara ścigana jest przez mahdystów, fanatycznych muzułmanów wierzących, że zdobyła ona Amulet Mareisza (albo przynajmniej wpadła na jego trop) – artefakt, który rzekomo zapewnia właścicielowi wielką władzę i nieśmiertelność. Nieprzyjaciele chcą go wykorzystać, żeby mógł go nosić ktoś godny, kto poprowadzi świętą wojnę przeciwko niewiernym i oczyści z nich świata.

Na to, że książka w żaden sposób nie łączy się z The Angel of Darkness, można przymknąć oko – zawsze wolałem czytać opowieści rozwijające serie, aniżeli stanowiące adaptacje gier. Problem w tym, że nie udało się z tego zrobić czegoś więcej, niż tylko niezobowiązującej czytanki. Resnick bez wątpienia dobrze oddał i nakreślił charakterystykę Lary, która w tamtych czasach była niesforna, zawadiacka, sarkastyczna… Taka sama jest w powieści, co na pewno spodoba się fanom i miłośnikom tego typu postaci. Szkoda, że to jedna z niewielu pozytywnych rzeczy, jakie można powiedzieć o postaciach, bo cała reszta jest bardzo szablonowa.

A to niejedyny minus powieści. Schemat fabuły w postaci „ucieczka – strzelanie – powtórz” sprawdzał się w grach, ale osadzenie na nim całej książki niestety w pewnym momencie może zacząć męczyć. Nawet rzecz tak ważną jak Niespodziewany Zwrot Akcji™ da się przewidzieć na długo przed tym, zanim w ogóle nastąpi. Resnick niepotrzebnie sugerował też jakieś romantyczne uczucie pomiędzy Larą a Masonem. Wiadomo, nasza bohaterka jest tylko człowiekiem i może jej nowa inkarnacja, którą poznajemy od 2013 roku, zaangażuje się w jakiś związek, ale do tamtej „starej” Lary zupełnie to nie pasuje. Jakby tego wszystkiego było mało, to dialogi – nie licząc może niektórych, w których Lara pokazuje pazur – są na ogół dość drętwe.

Autor jest zafascynowany Afryką, którą wielokrotnie odwiedzał, więc wiedzę tę skrupulatnie wykorzystał, żeby nadać powieści odrobinę autentyzmu. Widać też, że przed przystąpieniem do pisania pogrzebał co nieco w historii, żeby dowiedzieć się więcej o wydarzeniach, na których osnuł powieść. Takie osobiste „odautorskie” akcenty, w połączeniu z tym, że Resnick ma dość lekkie pióro, sprawia, że mimo wad z poprzednich akapitów, książkę czyta się szybko i nawet z pewną dozą przyjemności, stanowi więc idealny przykład literatury „pociągowej”.

The Amulet of Power można docenić za to, że nie jest książką z popularnego dziś gatunku „scenariusz gry komputerowej”. Chociaż reklamowana jako łącznik pomiędzy dwiema częściami, stanowi zupełnie osobną, oryginalną historię. Jej problemem jest to, że to powieść bardzo przeciętna – może nudzić powtarzalnością, razić drętwymi dialogami i zawieść zwrotem akcji, którego domyślamy się zdecydowanie przedwcześnie. Tym niemniej czyta się ją dość szybko, a mimo wspomnianych mankamentów, nawet z pewną dozą przyjemności.

Dodaj komentarz

avatar