Uczy bawiąc, bawi ucząc, czyli klasyczny przykład upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu

Nauka przez zabawę

Jest czas na naukę i czas na zabawę. Przynajmniej tak utrzymywali moi rodzice, zwłaszcza w tych nieprzyjemnych chwilach, w których musieli zagonić mnie z podwórka do domu i skłonić do zajęcia się podręcznikami i nauką. Nudy! Jakieś literki, kilka obrazków, sucho podane fakty, wzory, reguły i definicje. Najgorsze było to, że większości z tych rzeczy trzeba było nauczyć się na pamięć. Nie ma co się dziwić, że moje myśli szybko uciekały w stronę bardziej zajmujących lektur (wiecie, zawsze można było po raz jedenasty sięgnąć po któryś tom przygód Harry’ego Pottera), zaś wzrok już po chwili błądził po ścianie lub suficie (nie umknęło mi żadne pęknięcie, dostrzegłam każdą rysę i najmniejszą nawet plamkę). Wszystko było ciekawsze od kolejnych rozdziałów podręczników do geografii, chemii, historii czy matematyki.

Najgorsza była w tym wszystkim świadomość, że robię to, co muszę, a nie to, co robić chcę. Ten czas o wiele chętniej poświęciłabym na ciekawsze rzeczy niż rozwiązywanie nudnych zadań z matematyki czy wkuwanie niezrozumiałych wzorów z fizyki. Zabawa od nauki oddzielona była grubą kreską, więc połączenie jednego z drugim wydawało się czymś niemożliwym i niepojętym. Zupełnie jakby te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczały: bawiłeś się, więc siłą rzeczy nie mogłeś się niczego w tym czasie nauczyć. Szkoła zdawała się podzielać ten pogląd, usadzając dzieci w ławkach i sprawiając, że nie czuły entuzjazmu do nauki i z wytęsknieniem czekały na zwiastujący przerwę dzwonek.

Nauka przez zabawę

Pamiętam, jak nieśmiało starano się łączyć przyjemne z pożytecznym, coraz częściej zawierając w multimedialnych encyklopediach dla dzieci krzyżówki, quizy i przeróżne zabawy. Wiązało się to, jak niemal wszystko w tamtych czasach, ze stosem płyt, które trzeba było zainstalować, było jednak niesamowitym powiewem świeżości. Tak, to była prehistoria, której nie pamiętają nawet najstarsi górale, kiedy Internet nie gościł w każdym polskim domu, a wielotomowe encyklopedie zagracały półki, zbierając kurz i czekając na dzień, w którym nauczyciel zada napisanie jakiegoś nudnego wypracowania. Wtedy, przez krótką chwilę, opasłe tomiszcza miały swój moment chwały, który przemijał ledwie znaleźliśmy interesujące nas zagadnienie. Wiedza wcale nie była pociągająca.

Na szczęście, dzisiaj coraz częściej mówi się o grach i zabawach edukacyjnych, w trakcie których dziecko dowiaduje się nowych rzeczy, bez problemu przyswaja kolejne informacje, co więcej, często uczy się wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce. Pedagodzy i nauczyciele zdają sobie sprawę, że zainteresowanie dziecka przekazywaną mu wiedzą to klucz otwierający jego umysł na nowe doznania, których w końcu zacznie szukać samodzielnie. Nie łudźmy się, że samo z siebie usiądzie z ogromną encyklopedią na kolanach i zacznie czytać poszczególne hasła, że ucieszy się z kolejnych zajęć pozalekcyjnych, które skutecznie odciągają od zabawy z rówieśnikami. Musimy je do tego zachęcić!

Nauka przez zabawę

Szkoła to nie jedyne miejsce, w którym młody człowiek może się doskonalić, a książki to nie jedyne źródło wiedzy. Coraz więcej materiałów i programów, umiejętnie łączących zabawę z nauką, znajdziemy w sieci, a platformy takie jak www.squla.pl dają możliwość zdobywania wiedzy w przyjazny i niestresujący sposób. Quizy i angażujące zadania pozwalają nadrobić zaległości, wyprzedzić program czy powtórzyć materiał przed klasówką. Nowo zdobyte umiejętności budują w dziecku wiarę we własne siły i posiadaną wiedzę. Materiały dostosowane są do poziomu i wieku użytkownika oraz obejmują wiedzę niemal z każdego przedmiotu, na dodatek przygotowane są zgodnie z podstawą programową.

Okazuje się, że czas na naukę i zabawę można połączyć! Co więcej, edukacja poprzez gry i zabawy łatwiej trafia do najmłodszych, a pozyskane w ten sposób informacje zostają z nimi na dłużej. Nie skazujmy dzieci na nudę, to już nie jest niezbędnym elementem edukacji.

Martyna „Idris” Halbiniak

Martyna „Idris” Halbiniak

Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.

  • Adrian Fijał

    Jeśli interesujecie się grami to zapraszam na moją stronę 🙂
    Każdy znajdzie coś dla siebie
    http://superhacks.pl