(Nie)znana historia popkultury: Video nasties, czyli wojna z wideokasetami

Uwaga, tekst opatrzony jest drastycznymi grafikami, z tego też względu niedozwolony jest dla czytelników poniżej 18. roku życia.

Lata 80. minionego stulecia były bardzo wesołym okresem. Ogromną popularnością cieszyły się wtedy magnetowidy i wideokasety, na których nie tylko nagrać można było wesele czy urodziny, ale też – co ważniejsze – oglądać filmy. To właśnie kasety przyczyniły się do rozwoju branży pornograficznej – dzięki nim nie trzeba było już chodzić do wyspecjalizowanych kin dla dorosłych, a można było oglądać je w domowym zaciszu. Było to również wybawienie dla branży porno, ponieważ ich produkcje mogły trafić do większej liczby odbiorców, zwiększając tym samym zyski, umożliwiło to również chociażby szerszą dystrybucję pornografii gejowskiej. Co jednak ważniejsze, dzięki wideokasetom dało się obchodzić cenzurę – jeżeli filmu nie można było wyświetlać w kinach, zawsze można było go wydać na kasecie, nawet jeżeli miało to być działanie niezgodne z prawem.

Kadr z filmu Hotel siedmiu bram.

Wielka Brytania, podobnie jak inne kraje, borykała się wtedy z problemem wideokaset, które nie były w żaden sposób kontrolowane. Co prawda w 1912 roku założona została British Board of Film Censors (Brytyjska Komisja Cenzorów Filmowych, obecnie British Board of Film Classifications), która dziś nadaje kategorie wiekowe wszystkim filmom wydawanym na Wyspach na dowolnym nośniku, a jej decyzje są wiążące – jeżeli Komisja odmówi przyznania filmowi klasyfikacji albo dystrybutor odmówi dokonania sugerowanych przez nią cięć, produkcja staje się zakazana. Na początku lat 80. zajmowała się ona jednak przyznawaniem klasyfikacji filmom wyświetlanym publicznie, a jej decyzje nie były wiążące. Opinie Komisji stanowiły bardziej wskazówkę dla lokalnych włodarzy, którzy mogli je uszanować, ale nie musieli. Prowadziło to do takich sytuacji, jak ta z 1973 roku, kiedy kiniarze z miast, w których dopuszczono na ekrany Egzorcystę, podstawiali autobusy dla widzów z regionów, gdzie film został zakazany. To wszystko dotyczyło jednak pokazów publicznych, wobec czego nie dotyczyło treści rozprowadzanych na wideokasetach, które jako nowe medium nie posiadały jeszcze regulacji prawnych. Jeżeli BBFC odmówiła przyznania oceny, prowadząc do zakazu wyświetlania w kinach, dystrybutor mógł go wydać na kasecie, nie musząc nadawać mu żadnych ograniczeń wiekowych.

Kadr z filmu Nadzy i rozszarpani.

Wiadomo, że najlepiej smakuje to, co grzeszne, a na VHS-ach wydawano wtedy całe mnóstwo „grzesznych” filmów, i nie mam tutaj na myśli pornografii, chociaż i ona – jak wspomniałem we wstępie – była wtedy megapopularna. Lata 70. i 80. minionego stulecia były swego rodzaju złotym okresem dla horroru. W Stanach Zjednoczonych rozpoczął się boom na slashery, a Włosi rozmiłowali się w produkcjach spod znaku giallo oraz filmach o kanibalach i zombie, które ze względu na olbrzymią dozę przemocy zdobywały popularność również w innych krajach. Popularne były produkcje udające snuff (mordowanie na ekranie, nierzadko poprzedzone gwałtem), jak również exploitationsexploitation, czyli przedstawiające okrutne znęcanie się nad człowiekiem – fizyczne, psychiczne i seksualne. Sporo takich produkcji wydano w Wielkiej Brytanii na wideokasetach bez żadnych oznaczeń, co doprowadzało obrońców moralności do białej gorączki. Oliwy do ognia dolewali sami wydawcy, którzy doskonale wiedzieli, że takie filmy cieszą się ogromnym zainteresowaniem, ale celowali w dodatkowy rozgłos. W 1982 roku Video Instant Picture Company zafundowało sobie całostronicową reklamę horroru The Driller Killer w publikacjach poświęconych filmom, co skutkowało licznymi skargami do Advertising Standards Agency. Go Video, wydawca niesławnych Nagich i rozszarpanych (Cannibal Holocaust) Ruggera Deodata, posunął się o krok dalej, składając anonimową skargę na swój film do Krajowego Stowarzyszenia Widzów i Słuchaczy. Mary Whitehouse, naiwna założycielka i prezes owego stowarzyszenia, zrobiła dokładnie to, czego oczekiwał dystrybutor – zaczęła krajową kampanię wymierzoną w tego typu produkcje, nazywając je video nasties i zapewniając tym samym darmową reklamę Nagim i rozszarpanym i innym „bezecnym filmom”.

Kadr z filmu Ostatni dom po lewej.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie trudno dziwić się brytyjskim obrońcom moralności, którzy nie mieli zbyt wielkich możliwości walczenia z treściami, które wydawano na wideokasetach, a z którymi – ze względu na brak przyznanych im ograniczeń wiekowych – potencjalnie mogły zapoznać się nawet dzieci. Jedyną rzeczą, która mogła mieć zastosowanie do filmów wydawanych na wideokasetach, była Ustawa o gorszących publikacjach (Obscene Publications Act) z 1959 roku, mająca na celu zwalczanie treści – pisanych, wizualnych lub dźwiękowych – mogących „zdeprawować i wypaczyć” osoby, które się z nimi zapoznają. Na mocy ustawy stróże prawa mieli możliwość rekwirowania gorszących materiałów, a ich wydawców pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Nie było jednak żadnych szczegółowych wytycznych, dlatego dochodziło do takich komicznych sytuacji jak ta, kiedy na celowniku znalazł się nominowany do Oscara musical Najlepszy mały burdelik w Teksasie. Co prawda do dzisiaj film dozwolony jest od 16 lat, ale w 1982 roku chorobliwi brytyjscy obrońcy moralności bez zapoznania się z nim uznali go za produkcję pornograficzną, czyli naruszającą ustawę. Zagrożeni taką samowolką poczuli się właściciele wypożyczalni kaset i sklepów, które je sprzedawały, wobec czego Związek Sprzedawców Wideo zwrócił się więc do prokuratury z prośbą o stworzenie wyraźnej i spójnej instrukcji. Tym sposobem w czerwcu 1983 roku opublikowana została słynna w kręgach miłośników horroru lista video nasties – filmów, które były tak gorszące, że należało się ich pozbyć i zakazać, usunąć z Wielkiej Brytanii wszystkie ich kopie, a osoby je dystrybuujące postawić przed sądem.

Kadr z filmu Krwawy obóz.

Chociaż dzisiaj mówi się o „liście”, w rzeczywistości było ich więcej, po prostu aktualizowano je według potrzeb – jeżeli pojawił się kolejny film, dopisywano go, a usuwano te, których nie udało się „oskarżyć”. Łącznie na celowniku prokuratury znalazły się siedemdziesiąt dwa filmy, i to one dziś tworzą „listę video nasties”. Najliczniejszą „reprezentację” na niej miały Stany Zjednoczone – trzydzieści sześć pozycji. Nieco gorzej wypadły Włochy (dwadzieścia pięć filmów). Francja, Hiszpania i Kanada wystawiły do zawodów po dwa filmy, a Grecja, Meksyk, Wielka Brytania, NRD i RFN po jednym. Najstarszym filmem na liście było pochodzące z 1963 roku amerykańskie Święto krwi, a sześć najświeższych pochodziło z 1982. Na liście znalazły się m.in. Martwe zło Sama Raimiego, Ostatni dom po lewej Wesa Cravena, Lunapark Tobe’a Hoopera czy wspomniani już Nadzy i rozszarpani. Trzydzieści dziewięć filmów z listy ostatecznie udało się „oskarżyć” o naruszenie ustawy, pozostałe trzydzieści trzy uznano za zbyt mało gorszące. Zamieszanie ostatecznie doprowadziło do tego, że brytyjski parlament przyjął ustawę, na mocy której również filmy wydawane na kasetach musiały być przedstawiane BBFC do oceny, a jeżeli odmówiono im wystawienia kategorii albo dystrybutor nie zgodził się na cenzurę, stawały się zakazane i nie można było ich rozprowadzać na terenie Wielkiej Brytanii. Dodatkowo sprzedawanie małoletnim filmów dozwolonych od lat 15 lub 18 stało się przestępstwem. Filmy kinowe i wydawane na wideo były jednak klasyfikowane oddzielnie, dlatego zdarzało się, że w kinach wyświetlano pełną wersję, ale już na kasetach – z którymi mimo oznaczeń mogły zapoznać się dzieci – wydawane były wersje ocenzurowane. Ustawa narzucała na dystrybutorów, którzy wydali filmy przed jej wejściem, przesłanie ich do BBFC w celu nadania ograniczeń wiekowych, w przeciwnym celu były one wycofywane ze sprzedaży. Taki los spotkał m.in. Egzorcystę – Warner Bros., obawiając się, że może zostać on zakazany, po prostu nie zgłosił go do oceny. W latach 1983-1987 przedstawiono BBFC do oceny siedem filmów z listy video nasties i wszystkie z nich zostały dopuszczone do sprzedaży, ale jedynym, który przeszedł bez żadnych cięć, był Lunapark. Do dziś trzydzieści siedem z nich ostatecznie zostało wydanych w Wielkiej Brytanii w wersji nieocenzurowanej, a jedenaście pozostaje zakazanych. Nie chodzi jednak tyle o to, że są one tak gorszące, że nawet dzisiaj odmawia się ich wydania – po prostu dziesięć z nich nigdy nie zostało przedstawionych BBFC do oceny, ponieważ nie znalazł się żaden dystrybutor chętny na ich wydanie. Jedynym filmem, który pozostaje zakazany mimo przedstawienia go BBFC do oceny, jest amerykański erotyczny horror wojenny Love Camp 7 z 1968 roku – Komisja odmówiła przyznania mu klasyfikacji wiekowej w 2002 roku. Jest to o tyle ciekawe, że znacznie bardziej rygorystyczna nowozelandzka komisja ostatecznie przepuściła go w wersji nieocenzurowanej w 2005 – być może gdyby teraz znalazł się jakiś brytyjski dystrybutor, film ostatecznie by przeszedł, chociażby i pocięty.

Kadr z filmu Dom przy cmentarzu.

Brytyjczycy, chcąc walczyć ze skandalicznymi treściami, przypadkowo stworzyli listę, która jest dziś swego rodzaju wyznacznikiem pozycji obowiązkowych, których obejrzenie wielu fanów horroru stawia sobie za punkt honoru. Należy jednak zadać sobie pytanie: czy warto? Nie oszukujmy się: wiele z filmów nich to produkcje klasy B albo i niższej, powstałe na fali popularności lepszych horrorów poszczególnych podgatunków. Kontrowersje wokół nich z całą pewnością cieszyły dystrybutorów w latach 80., bo zwiększały zainteresowanie nimi. Dzięki video nasties na swój sposób zapisały się one w historii filmu, ale prawda jest taka, że filmy takie jak La bestia in calore czy Love Camp 7 to produkcje, na które zdecydowanie nie warto tracić czasu. To nic innego jak erotyki z domieszką nazi exploitation, fatalnie zrealizowane, zagrane, napisane, wyreżyserowane itd. Jest jednak na liście trochę filmów, które do dziś się bronią i mimo upływu czasu pozostają produkcjami wartymi uwagi fana horroru. Wśród tych dobrych wymienić można chociażby Martwe zło, Hotel siedmiu bram, Dom przy cmentarzu, Krwawy obóz, Zombi 2 czy Ciemności. Pełną listę video nasties znaleźć można chociażby tutaj – warto sprawdzić, a nuż znajdziecie tam coś ciekawego na Halloween.

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.