Sense8

Sense8, jeden z najlepszych seriali wyprodukowanych dla Netfliksa, powrócił po dwóch długich latach oczekiwania, pod koniec osłodzonych dwugodzinnym odcinkiem specjalnym. Zanim jednak ogarnąłem sprawy prywatne na tyle, żeby zakończyć recenzję drugiej serii, okazało się, że w rzeczywistości recenzuję końcówkę, ponieważ Netflix zdecydował się skasować serial. Powód? Podobno aktorom wygasły kontrakty, ale jeśli wziąć pod uwagę, że produkcja jednej transzy kosztowała ponad sto milionów dolarów, mogło chodzić również o budżet. A może po prostu druga seria nie utrzymała poziomu pierwszej, która zrobiła na widzach ogromne wrażenie ze względu na swoją innowacyjność i wyjątkowość?

Od wydarzeń z odcinka Szczęśliwego pier***onego Nowego Roku mija kilkanaście miesięcy, bohaterowie docierają do roku 2017. Każde z nich w dalszym ciągu zmaga się z problemami osobistymi, ale największym zagrożeniem dla całej gromady pozostaje OOB, a przede wszystkim złowieszczy Whispers. Na tym w zasadzie można zakończyć opisywanie fabuły, ponieważ wchodzenie w jakiekolwiek szczegóły wiąże się ze spojlerami – albo dla tych, którzy nie widzieli pierwszej serii, albo tych, którzy jeszcze nie widzieli drugiej. Dość powiedzieć, że sensates coraz lepiej radzą sobie z wykorzystywaniem swojej dzielonej osobowości, dzięki czemu zbliżają się do wrogów, jak również dowiadują się coraz więcej o swoim gatunku. Jak to jednak bywa w dobrze napisanych historiach, każda poznana odpowiedź niesie ze sobą kolejne pytania.

Sense8

Mocną stroną serialu w dalszym ciągu pozostaje ośmioro głównych bohaterów. Scenarzyści zręcznie prowadzą fabułę tak, że poznajemy nie tylko ciekawe losy postaci jako jednostek, ale również jako grupy. Ponieważ troje z nich zostało już wcześniej zidentyfikowanych przez OOB, to właśnie oni koncentrują się na walce z organizacją i Whispersem, starając się poznać ich tajemnice i, w miarę możliwości, wyeliminować zagrożenie z ich strony. Takie rozwiązanie sprawia, że wątki osobiste tych bohaterów usuwają się trochę w cień, ale popychają naprzód główny wątek fabularny, zaś pięcioro pozostałych z gromady stara się prowadzić normalne życie, mierząc się z polityką, miłością, przestępczością… Nie brak, rzecz jasna, scen z rodzaju „chcą nas zabić, potańczmy”, ale pojawiają się one rzadziej i nie sprawiają aż tak groteskowego wrażenia, jak wcześniej.

Co prawda scenarzyści starają się, żeby każdy bohater miał mniej więcej tyle samo czasu antenowego co pozostali, mam jednak wrażenie, że w drugiej serii dość wyraźnie ucierpiała Sun. W pewnym momencie zrezygnowano z aktywnego rozwijania jej wątku, wobec czego przez kilka odcinków snuła się bez celu po to tylko, żeby ruszyć z kopyta na sam koniec. Nie oznacza to, że postać Sun w ogóle nie jest rozwijana, po prostu na pewien czas wyraźnie ustępuje innym członkom gromady, służąc bardziej za swego rodzaju tło, aniżeli równoprawną bohaterkę. Trochę trudno było mi również zaangażować się mocniej w wątek Capheusa – mimo najszczerszych chęci, w dalszym ciągu nie przyzwyczaiłem się do Toby’ego Onwumere, który przejął tę rolę.

Największą wadą scenariusza może być nieco dziwne rozłożenie wątków. Chociaż wszystkie odcinki w mniejszym lub większym stopniu rozwijają naszą wiedzą o świecie i posuwają do przodu główną fabułę, to jednak bardzo duża ich część poświęcona jest po prostu prywatnemu życiu postaci. Ostatni odcinek rozpoczyna się dokończeniem jednego z takich wątków, później następuje szybki zwrot akcji, a w ostatnich minutach prawdziwe ożywienie. Wszyscy sensates z gromady po raz pierwszy w życiu spotykają się ze sobą na żywo, co powinno stanowić – tak mi się przynajmniej wydaje – ważne wydarzenie, któremu należało poświęcić odpowiednio dużo uwagi. Zamiast tego otrzymujemy szybki zlepek scen i niemalże deus ex machina po to tylko, żeby na samiuteńki koniec wprowadzić cliffhanger. Nie powiem, że to źle, szkoda jednak, że wątek ten zostawiono na ostatni moment i zrealizowano go bardzo chaotycznie, można wręcz powiedzieć – po łebkach. Tym bardziej, że – jak wiemy teraz – serial prawdopodobnie nigdy nie doczeka się zakończenia.

Sense8 w dalszym ciągu jest serialem znakomitym pod względem audiowizualnym. Kamerzyści i reżyserzy nadal bezbłędnie wykorzystują miasta jako swego rodzaju bohaterów, stojących na równi z sensates. Znakomicie wykorzystują te zróżnicowane tygle, ich charakterystykę, kolorystykę itd. do osiągnięcia zamierzonych efektów. Nadal nie boją się eksperymentować z formą, a fakt, że w drugiej serii pojawiają się inne gromady, otwiera nowe możliwości, tak jak chociażby efektowne sceny pojedynków pomiędzy nimi. Autorom zdjęć i choreografom należą się ogromne brawa – należy pamiętać, że w takich scenach rzadko kiedy uciekają się oni do stosowania efektów komputerowych. Efektowne przejścia, np. zamiana jednego bohatera na drugiego, dokonują się na planie – kiedy kamera na chwilę przeniesie się gdzieś indziej albo coś zasłoni bohatera, aktor lub kaskader wskakuje na miejsce swojego kolegi. Dzięki takiemu rozwiązaniu sceny te kręcone są za pomocą jednego ujęcia. A biorąc pod uwagę, że w wielu scenach konieczne jest zgranie się ze sobą ośmiu lub nawet więcej aktorów, tylko pokazuje to, jak zręcznymi artystami są reżyserzy i kamerzyści.

Sense8

Trudno tak naprawdę jest napisać o drugiej serii Sense8 coś więcej, bowiem wszystkie najmocniejsze i najsłabsze strony serialu omówiono już w recenzji pierwszej serii i odcinka specjalnego. Komu spodobała się pierwsza seria, ten obowiązkowo powinien obejrzeć drugą, ponieważ to w dalszym ciągu świetnie zrealizowany serial, który wciąga i trzyma w napięciu. Kto zaś nie miał jeszcze z serialem styczności, powinien czym prędzej nadrobić zaległość. Mając jednak świadomość, że jeżeli nie zostanie on przejęty przez kogoś innego albo Netflix nie zdecyduje się na realizację filmu, całe to przedsięwzięcie nigdy nie doczeka się pełnoprawnego zakończenia, a pozostanie kolejną serią wyrzuconą do kosza po serii kończącej się cliffhangerem.

Szczegóły:

Tytuł: Sense8
Stacja telewizyjna: Netflix
Odcinki: 10 (9 godz. 30 min)
Pierwsza emisja: 5 maja 2017
Główne role: Brian J. Smith, Miguel Ángel Silvestre, Max Riemelt, Jamie Clayton, Tina Desai, Tuppence Middleton, Doona Bae, Toby Onwumere

Dodaj komentarz

avatar