Zaduszki popkulturowe cover

Zimno, ciemno, wieje i pada… Dziś uroczystość Wszystkich Świętych, pod różnymi postaciami obecna w wielu, nie tylko chrześcijańskich, kulturach. Za pomocą halloweenowych zabaw, przebrań, psikusów i maratonów horrorów klasy B próbujemy odgonić melancholijny nastrój. Ale czasem, mimochodem, popadamy w zadumę, wspominając tych, których już z nami nie ma. W tym, kończącym się już roku popkultura straciła wielu wybitnych twórców; z niektórymi z nich redaktorzy Nie Tylko Gry chcieliby pożegnać się osobiście.

Ursula K. Le Guin (zm. 22.01.2018 r.)

Ursula K. Le Guin z kotem

Le Guin była autorką silnie związaną z kanonem fantastyki oraz science fiction, choć pisywała też książki skierowane do najmłodszych czytelników. W jej twórczości widać wyraźne zainteresowanie antropologią kulturową oraz ideą anarchistyczną. W 2016 roku została okrzyknięta przez New York Times „największą żyjącą amerykańską pisarką science fiction”. Choć Le Guin pisała o różnych rasach czy wierzeniach, tworzyła w czasach, w których Czarnoksiężnika z Archipelagu wybielono na okładce. Była autorką trzech cykli powieściowych: Ekumena (znany również jako Hain), Ziemiomorze oraz Kotolotki. Zdobywczyni wielu nagród i wyróżnień. Napisana przez nią powieść, Jesteśmy snem, została dwukrotnie zekranizowana, odrzuciła jednak propozycję ekranizacji Ziemiomorza przez nieznajomość gatunku anime oraz twórczości Hayao Miyazakiego, który chciał się podjąć ekranizacji. Kilka lat później, po seansie filmu Mój sąsiad Totoro, zmieniła zdanie. Ostatecznie film na podstawie Ziemiomorza zrealizował jednak syn Miyazakiego.

Izabela „Deneve” Ryżek

Jack Ketchum (zm. 24.01.2018 r.)

Jack Ketchum z papierosem

Dziewczyna z sąsiedztwa, którą miałem okazję przeczytać dobre kilka lat temu, całkowicie wbiła mnie w fotel. Do tego stopnia, że po dziś dzień zdarza mi momentami sięgać w pamięci do opisywanej przez autora gehenny tytułowej postaci. Książka wstrząsająca na tyle, że bazuje na autentycznych wydarzeniach zapisanych na stałe na czarnych kartach historii USA. Później sięgnąłem jeszcze po Jedyne dziecko oraz kilka krótkich opowiadań. Jedyne… to nieszczęśliwa historia samotnej matki odnajdującej szczęście u boku nowego wybranka. Niestety, sielanka nie trwa długo, a kochanek ukazuje swoje nowe oblicze. Jack Ketchum (a właściwie Dallas William Mayr) w swych powieściach bardzo często utrudniał życie głównych bohaterom. Gwałty, kanibalizm i sadyzm stanowiły nieodłączne tło jego historii. Klimat przez niego budowany był ciężki, wręcz duszący. Niepokój, strach czy obrzydzenie, jakie Ketchum wzbudzał w czytelnikach, sprawiały, że wielu z nich nie potrafiło dotrwać do końca jego książek.

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Jóhann Jóhannsson (zm. 9.02.2018 r.)

Jóhann Jóhannsson z kolumnami i drewnem

Oglądając scenę na granicy w Sicario, przeżyłem szok – od dawna bowiem nie słyszałem czegoś takiego w soundtracku; ciężka, bucząca, niemal infradźwiękowa fraza świdrowała nie tylko uszy, ale cały organizm, potęgując uczucie niepokoju i zagrożenia. W otwarciu Nowego początku muzyka Jóhannssona podkreślała majestat, potęgę i jednocześnie obcość monolitycznych pojazdów przybyszów. Niestety, przy Blade Runnerze 2049 współpraca z Denisem Villeneuve’em nie doszła do skutku, a być może powstałoby wiekopomne opus magnum tego duetu. Był twórcą, moim zdaniem, wyjątkowym na tle współczesnej muzyki filmowej i mógł wykreować jeszcze wiele arcydzieł. Słucham teraz soundtracku z horroru Mandy – ostatniego dzieła Jóhannssona – i po raz ostatni czuję ten duszny, niepokojący klimat, tym razem w syntetycznej otoczce lat 80.

Marcin „Martinez” Turkot

William Everett Bud Luckey (zm. 24.02.2018 r.)

Bud Luckey z owcą

Początek lat 50. XX wieku. Podczas wojny koreańskiej William Luckey służy w amerykańskim lotnictwie. 10 lat później później odchodzi do rezerwy i zaczyna szlifować swój talent animatorski. Nikt nie przypuszcza, że w ciągu następnych 50 lat, Luckey będzie „ojcem” postaci, które na stałe wpiszą się na karty historii filmów animowanych. Zanim jednak do tego dojdzie, kończy Chouinard Art Institute – jedną z najbardziej prestiżowych szkół artystycznych. W latach 70. odpowiada za krótkie animacje dla Ulicy Sezamkowej oraz użycza głosu kilku postaciom. Czas mija i XX wiek wkracza w 9. dekadę. Bud Luckey rozpoczyna pracę dla studia Pixar i na potrzeby animacji Toy Story tworzy postać „Chudego” – jednej z najbardziej rozpoznawalnych ikon animacji. Dalsze lata ciężkiej pracy owocują między innymi takimi hitami jak: Dawno temu w trawie, Auta, Toy Story 2, Iniemamocni, Gdzie jest Nemo?, WALL-E czy Ratatuj. Odszedł w wieku 83 lat, a film Iniemamocni 2 zadedykowano jego pamięci.

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Miloš Forman (zm. 13.04.2018 r.)

Milos Forman z kukułczym gniazdem

Miloš Forman był twórcą wyjątkowym. Ten pochodzący z Czechosłowacji twórca w 1968 roku przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie – podobnie jak w swojej ojczyźnie – spełniał się jako reżyser. Przełomowy w jego karierze okazał się Lot nad kukułczym gniazdem z 1975 roku, w którym fenomenalną kreację stworzył Jack Nicholson. Dla Formana był to pierwszy Oscar za reżyserię. Wyreżyserowane cztery lata później Hair niemal z miejsca stały się kultowe i poczytywane są jako manifest pokolenia hippisów, podobnie jak musical stanowiący jego pierwowzór. Amadeusz z 1984 roku przyniósł reżyserowi drugiego Oscara, a o trzeciego powalczył za Skandalistę Larry’ego Flynta (1996). Filmografię Formana zamykają Duchy Goi z 2006 roku. Chociaż przez pół wieku mieszkania w USA Forman wyreżyserował tam zaledwie jedenaście filmów, odcisnął trwałe piętno na amerykańskiej kinematografii. Ugruntował pozycję Jacka Nicholsona, otworzył drzwi do kariery Edwardowi Nortonowi. Przede wszystkim jednak nie bał się poruszać trudnych tematów, a nawet jeżeli jego filmy nie okazywały się przebojami, jako reżyser zawsze dawał z siebie wszystko.

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Marie Severin (zm. 29.08.2018 r.)

Marie Severin ze swoimi bohaterami

Autorka jednej z najważniejszych okładek w historii komiksów z Hulkiem. Sam mam dwa t-shirty zdobione grafiką „This Monster Unleashed” (The Incredible Hulk #105 z 1968 roku) – u nas ten numer ukazał się w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela w tomie Potwór na wolności. Prawdziwa kobieta renesansu, zajmowała się szkicami, tuszem i kolorami (była naczelną kolorystką wydawnictwa) przy takich seriach jak Strange Tales, The Incredible Hulk czy Iron Man; zawdzięczamy jej również ikoniczny wygląd Spider-Woman. Otrzymała wiele prestiżowych nagród branżowych i nawet na emeryturze okazjonalnie uczestniczyła w projektach wydawniczych. W czasach niezbyt równouprawnionych udowodniła, że w popkulturze można przebić szklany sufit. Pamięć o tej matce chrzestnej współczesnych scenarzystek i artystek, jest szczególnie ważna w dzisiejszych czasach toksycznego, agresywnego fandomu.

Marcin „Martinez” Turkot

Szarlota Pawel (zm. 7.09.2018 r.)

Szarlota Pawel z kolegami po fachu

Pamiętacie Świat Młodych? A Uśmiech numeru? Krótkie komiksy rysowane bardzo cartoonowym stylem trochę przypominającym (mi, wtedy, jeszcze dzieciakowi) Było sobie życie? To właśnie Szarlota Paweł. Najdłużej działająca na polskim rynku rysowniczka, z ponad trzydziestoletnim stażem, czyli w ogóle jedna z osób obecnych w polskim komiksie bardzo długo. Zaczęła w 1973, ostatnie ilustracje książkowe narysowała w 2011, a komiks w 2009. Przy tym wszystkim… przyznajcie się, kto kojarzył to nazwisko jeszcze rok temu?
Pawel tworzyła przede wszystkim dla dzieci, prostą kreską, jej starsze prace być może wydadzą wam się dzisiaj nieco naiwne (może odświeżająco, bo były też bardzo pozytywne). Angażowała się w projekty edukacyjne, jej Kleks tłumaczył w latach 90. życie i bankowość. Dzisiaj możecie trafić na prace tej twórczyni w antykwariatach i komiksowych czytelniach, ale także w Empikach (a to oznacza, że w specjalistycznych sklepach tym bardziej). Obejrzyjcie przykładowe plansze na jej stronie szarlotapawel.pl i powspominajcie młodzieżowe pisemka ze słodkich lat 70. i 80.

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Norm Breyfogle (zm. 24.09.2018 r.)

Norm Breyfogle w wykonaniu Michaela Netzera CC BY-SA 3.0

Jestem wychowany na Breyfogle’u. Jedne z pierwszych numerów Batmana wydawane przez TM-Semic były ilustrowane właśnie przez niego. Nie wiedziałem, co mnie pociąga w tym wizerunku Mrocznego Rycerza, czym różni się od umięśnionego Supermana Byrne’a czy cieniowanych drobnymi kreskami X-Menów Jima Lee. Dwie opowieści poruszyły mnie w szczególności – mowa o Śmieciach (Trash) oraz Ekstazie (Ecstasy). Były realistyczne, brutalne, mroczne i smutne. Pokazywały, że heros nie zawsze wygrywa. Teraz, patrząc na wczesną twórczość Breyfogle’a, dostrzegam przede wszystkim maestrię w ujmowaniu dynamiki scen w ciągu kadrów i oddawaniu emocji w paru kreskach, które można wziąć za niedbałe bazgroły. Był jednym z wybitnych opowiadaczy obrazem – w jego najlepszych planszach nie ma ani jednego dymku. W 2014 roku przeszedł udar, w wyniku którego paraliżowi uległa lewa strona ciała (a był mańkutem); nigdy już nie wrócił do rysowania. Komiksowa spuścizna po Breyfogle’u jest stosunkowo niewielka – niemniej jednak unikatowa; nie sposób pomylić jego stylu z jakimkolwiek innym.

Marcin „Martinez” Turkot

Carlos Ezquerra (zm. 1.10.2018 r.)

Carlos Ezquerra w wykonaniu Billa Sienkiewicza

Pierwszy rok XXI wieku był dla mnie przełomowy – zdałem maturę, wyjechałem na studia i, za sprawą empikowej półki z komiksami, przeżyłem wstrząs estetyczny: Mignola, Miller, Bisley… Pośród tych wyjątkowo charakterystycznych rysowników nieco zagubił mi się bardziej „klasyczny” Ezquerra, który na polski rynek wkroczył wraz z Pielgrzymem (choć później znalazłem go też pośród rysowników ilustrujących ukazujące się u nas wcześniej zeszyty Lobo). Był to mój pierwszy komiks postapo i związał mi nieodłącznie postać Pielgrzyma, przypominającego Włóczykija w wersji dla dorosłych (ten kapelusz!), z Carlosem Ezquerrą. Później przyszła wiedza o tym rysowniku jako współtwórcy Sędziego Dredda i zachwyt nad czarno-białymi planszami, które odkryły mi istotę talentu Ezquerry – wzorowe, gęste cieniowanie, futurystyczny rozmach i ten dystopijny sznyt sci-fi, jakim naznaczony jest drugi, poczęty równolegle z Dreddem na łamach brytyjskiego 2000 AD, „syn” rysownika, czyli nieobecny wciąż pośród polskojęzycznych wydań główny bohater serii Strontium Dog, Johnny Alpha. Gdziekolwiek teraz pielgrzymuje Carlos Ezquerra, tutaj zostawił po sobie jeden z gęściej uczęszczanych przez czytelników komiksów szlaków.

Łukasz „Justin” Łęcki

Greg Stafford (zm. 10.10.2018 r.)

Greg Stafford kontra Albert Einstein

Usłyszałem niedawno, że jeśli w papierowych erpegach wymyślisz jakieś sprytne rozwiązanie, to Greg Stafford zrobił to już wcześniej. Położył podwaliny pod gry fabularne, współtworząc odpowiedzialne za kultowy Zew Cthulhu wydawnictwo Chaosium (istniejące po dziś dzień) oraz rozbudowując własny (pisany od 1966) fantastyczny świat Gloranthy (RuneQuest, HeroQuest). Za jego największe dzieło uznawany jest King Arthur Pendragon (pierwszą edycję wydano w 1985) – rozgrywający się, jak nazwa wskazuje, w świecie arturiańskich legend. System wprowadził rewolucyjne (również jak na dzisiejsze czasy) elementy, takie jak konflikty wewnętrzne bohaterów rozdartych między drogami cnoty i żądzy czy możliwość grania potomkami jednego rodu przez wiele epok. Nie grałem w żadną z jego gier, niemniej jednak mam wrażenie, że kreatywny duch Stafforda zainspirował wiele z moich ulubionych tytułów.

Marcin „Martinez” Turkot

Dodaj komentarz

avatar